Miasto - Tygodnik Koszaliński

Małe jest piękne, ale duże efektywne

 Kazimierz Okińczyc :: Fot: Magda Pater

Kazimierz Okińczyc od 30 lat kieruje pracą zarządu Koszalińskiej Spółdzielni Mieszkaniowej „Przylesie”, największej na Pomorzu Środkowym i jednej z największych w Polsce. Nie jest najstarszy stażem w spółdzielczości mieszkaniowej, ale grupa jest raczej elitarna. Rozmawiamy o tym, jak kieruje się tak wielkim organizmem, jakim jest spółdzielnia zrzeszająca blisko 8 tys. członków i dysponująca 157 budynkami mieszkalnymi o powierzchni 478.435,58 mkw.

Nie jest pan koszalinianinem z urodzenia. Jak pan tu trafił?
– Jestem absolwentem wydziału budownictwa wodnego Akademii Rolniczej w Poznaniu, skąd pochodzę. Po ukończeniu studiów, w 1979 roku szukałem ciekawej pracy i trafiłem na ofertę z Koszalina. Nawet zwracali koszty przejazdu. Praca była w Zjednoczeniu Budownictwa Wodnego i Melioracji, w dziale technicznym, stanowisko do spraw rozwoju i racjonalizacji. Jak przyjechałem, tak i zostałem. Podobało mi się miasto, bliskość morza. Dostałem zakładowe mieszkanie przy ul. Łużyckiej i przydział na spółdzielcze. Po roku sprowadziłem do Koszalina rodzinę. A to spółdzielcze dostaliśmy w KSM „Przylesie”, przy ul. Władysława IV.

Proto_lab kontra koronawirus. Uczelnie Pomorza Zachodniego trysnęły pomysłami

 Proto_lab :: Fot: Urząd Marszałkowski

Pierwsze projekty już czekają na opatentowanie. Takie są efekty realizowanego w Urzędzie Marszałkowskim projektu „Odpowiedzialny społecznie Proto_lab”, czyli systemu grantów dla zachodniopomorskich uczelni na walkę ze skutkami pandemii COVID-19.

Odpowiedzialny społecznie Proto_lab to część Zachodniopomorskiego Pakietu Antykryzysowego, który został stworzony przez samorząd regionalny.
– Zachodniopomorski Pakiet Antykryzysowy to narzędzie bardzo namacalne, które krok po kroku wspiera regionalną ochronę zdrowia, przedsiębiorców, rynek pracy, sferę społeczną i organizacje pozarządowe – wyjaśnia marszałek województwa Olgierd Geblewicz.
Zaplanowane działania finansowane są ze środków budżetu województwa oraz przede wszystkim z Funduszy Europejskich.
– Od początku pandemii wykorzystujemy środki Regionalnego Programu Operacyjnego do przeciwdziałania jej skutkom na Pomorzu Zachodnim – mówi marszałek Olgierd Geblewicz. – Otwarta postawa Komisji Europejskiej pozwala nam przeznaczać unijne pieniądze tam, gdzie są one najbardziej potrzebne i wypełnią te obszary, gdzie nie trafia wsparcie rządowe. Filarami Zachodniopomorskiego Pakietu Antykryzysowego od początku było wsparcie dla ochrony zdrowia i oraz pomoc dla regionalnej gospodarki. Udało się też dodatkowo zaoferować wsparcie dla placówek opieki społecznej – ich pracowników i podopiecznych. Teraz uruchamiamy kolejne pieniądze, które pozwolą prowadzić skuteczną walkę z pandemią COVID-19 i jej skutkami.

Studentki pedagogiki stawiły czoła koronawirusowi

 Studentki Politechniki Koszalińskiej :: Fot: Adam Paczkowski/PK

Zbierają pieniądze na pomoc osobom, które najbardziej ucierpiały wskutek pandemii, organizują wsparcie dla podopiecznych domów pomocy społecznej, a wkrótce zaczną kompletować wyprawki szkolne – tak pomagają studentki kierunku pedagogika Politechniki Koszalińskiej.

To pomysł Dominiki Mielniczuk-Bączek z Katedry Pedagogiki i Studiów Edukacyjnych Wydziału Humanistycznego Politechniki Koszalińskiej, która w niesienie pomocy zaangażowała się już w pierwszych dniach pandemii.
Później dołączyły do niej studentki studiów licencjackich i magisterskich pedagogiki. Zaczęło się od prostych, ale potrzebnych działań: studentki piekły ciasta i dostarczały je podopiecznym koszalińskiego Hospicjum i Domu Pomocy Społecznej (DPS) „Zielony Taras” w Koszalinie i dbającym o bezpieczeństwo strażnikom miejskim.
Włączając się w krojenie materiału, wsparły różne koszalińskie organizacje zajmujące się szyciem maseczek ochronnych. Dzięki działaniom tych organizacji udało się uszyć prawie 11 tysięcy maseczek, a otrzymali je m.in. funkcjonariusze policji i pracownicy DPS.

Kultowe tosty i wciąż ten sam smak

 Historia tostów koszalińskich :: Fot: Archiwum

W przejściu podziemny prowadzącym z ulicy Dworcowej wprost na dworzec PKP od zawsze były dwa prawdziwie kultowe lokale. Jeden to pieczone kurczaki, najlepsze w mieście, drugi – pierwsze w Koszalinie tosty z pieczarkami i serem. Po trzyletnim remoncie przejścia znów można tam posmakować tostów. I jest to obecnie jeden z dwóch lokali koszalińskich najdłużej działających w tym samym miejscu, obok pizzerii Przy Ratuszu.

Dzisiaj w przejściu podziemnym tosty przyrządza Mariusz Śmieszek, syn założyciela lokaliku – Ryszarda Śmieszka. Jakie są? Pani Ania przyprowadziła syna Igora, by spróbował specjału. – Jadałam tu tosty 30 lat temu – mówi. – Chcę odnaleźć tamten smak. Po degustacji kiwa z uznaniem głową – wspomnienia wróciły. A pan Mariusz opowiada historię koszalińskich tostów. – Ten punkt otwierał tata w 1978 lub w 79 roku. Ja miałem z pięć lat i nie pamiętam samego początku. Ale pamiętam, jak przechodziłem pod blatem lady bez schylania się. I dziś tak samo przechodzi mój młodszy, pięcioletni syn. Teraz, jak na niego patrzę – to myślę, że może on kiedyś przejmie nasz lokal i podtrzyma tradycję. Bo tata często mnie namawiał do tego. Chyba czuł, że to coś dla mnie, bo jak byłem mały, to nawet myślałem o zawodzie kucharza. Ale potem moje życie potoczyło się inaczej, mieszkałem poza Polską.

Leworęczni – wynalazcy, odkrywcy, artyści...

 Archiwum :: Fot: Magda Pater

Są tacy sami, jaki inni? A może to inni są inni, a oni w normie? Międzynarodowy Dzień Osób Leworęcznych przypada w Kalendarzu Świąt Nietypowych na 13 sierpnia. Na świecie obchodzony od 1992 r., w Polsce od 2006. Inicjatorami byli klienci sklepów dla leworęcznych w Wielkiej Brytanii. I jest to, jak do tej pory jedyny przejaw poczucia wspólnoty tej mniejszości w społeczeństwach.

Większość ludzi chętniej i łatwiej posługuje się prawą ręką (także nogą). Jednak 10-15% całej światowej populacji woli lewą rękę. Wśród nich przeważają kobiety. Największą liczbę osób leworęcznych znajdziemy wśród Eskimosów i Żydów (20%), najmniejszą w Chinach i Japonii (3%). To nic takiego? Po prostu piszą czy jedzą lewą ręką i tyle? Niestety, to nie jest takie proste.

Spacer ulicą Matejki. Kamienica z historią

 Ulica Matejki :: Fot: Magda Pater

Choć o Koszalin nie toczyły się w końcu II wojny światowej specjalnie zażarte boje – wydarzenia tuż po zdobyciu miasta obróciły centrum w ruiny. Nieco odleglejsze ulice i uliczki niekiedy w całości jednak ocalały, a na nich bardzo piękne i już dzisiaj zabytkowe budynki, świadczące o przeszłości miasta. Taką swoistą enklawą jest np. ulica Matejki w części od ul. Waryńskiego do Zwycięstwa – barwna, odnowiona i tworząca klimat starówki.

Wszystkie kamienice są już tam odnowione, lśnią barwami, boniowaniami i dekorowanymi gzymsami oraz ozdobami nadokiennymi. Wewnątrz bywa różnie, lokatorzy remontują mieszkania i nie zawsze zostawiają ślady przeszłości. Zaglądamy do kamienicy nr 2, jednej z ładniejszych w tej okolicy. Administratorem jest firma Zarządzanie Nieruchomościami kierowana przez Andrzeja Mundziela. – Wyremontowaliśmy dom bardzo solidnie – mówi pan Andrzej. – Zachowaliśmy ozdoby, a braki uzupełniliśmy, poprawiliśmy boniowania i baranki na elewacji, odrestaurowaliśmy balkony. Ta kamienica ma także kolor nawiązujący do oryginalnego. Długo wraz z konserwatorem szukaliśmy informacji na ten temat.

Duma, radość i szczęście

 Uroczyste otwarcie przedszkola :: Fot: Magda Pater

Takie uczucia przepełniały serce Henryka Zabrockiego, prezesa zarządu oddziału okręgowego Towarzystwa Przyjaciół Dzieci w Koszalinie, co z właściwą sobie swadą podkreślał 29 lipca, podczas otwarcia kolejnego przedszkola, działającego pod auspicjami TPD. Zanim jednak tak się mogło stać – trzeba było pokonać wiele trudności, pracowicie zliczać środki, które uzyskano z różnych źródeł. I wszystko to połączyć w jeden, służący dzieciom, organizm.

Uroczystość otwarcia przedszkola rozpoczął występ dzieci, następnie licznie zebrani goście i mieszkańcy osiedla obejrzeli film zrealizowany przez Marcina Golika. Trudno było uwierzyć, że zapuszczony, ciemny lokal sklepowy zamienił się w jasne, wesołe, pełne ciepła wnętrza.

Kuczka – szczęśliwy ciąg dalszy

 Kuczka po remoncie :: Fot: Magda Pater

W maju ubiegłego roku pokazywaliśmy na łamach tygodnika ciekawostkę związaną z mało znaną częścią historii miasta. Była to kuczka, zbudowana na ścianie szczytowej kamienicy przy ul.Jana z Kolna 26.

Przypomnijmy, że ulica przed 1945 rokiem nazywała się Buchwald-Strasse, a kamienica nosiła numer 22. Zbudowano ją w 1905 roku, jako budynek mieszkalny. Czym jest kuczka i czemu służyła? Nie jest werandą czy balkonem. To szałas budowany w żydowskie święto Sukkot. Bo słowo to – po hebrajsku „sukka” – oznacza właśnie szałas lub namiot. Święto przypada na przełom września i października. Ma przypominać Żydom, w jakich warunkach mieszkali podczas ucieczki z Egiptu. Dach powinien być taki, by można było widzieć gwiazdy. Ale pora roku nie sprzyjała przestrzeganiu tych zasad, więc zostały nieco zmodyfikowane. W naszym klimacie to już czas dotkliwych chłodów i opadów. „Szałasy” budowano najczęściej z drewna i na tylnych elewacjach domów lub w podwórkach. Przypominały zabudowane balkony, loggie lub ganki, ale zawsze miały nad sobą nie sufit mieszkania, lecz niebo. Niektóre miały podnoszone dachy, by świętujący mógł rzeczywiście spędzać ten czas pod gołym niebem.

Empatia, uśmiech i oddanie

 Sympatyczne opiekunki z koszalińskiego DPS-u :: Fot: Magda Pater

Są miejsca, w których robi się dużo dobrego, a jednak nie wspomina się o nich zbyt często. Tu ważna jest empatia, cierpliwość i po prostu dobre serce do drugiego człowieka. Bo w domach pomocy społecznej ma być tak, jak w prawdziwych domach. I coraz częściej jest.

Domy pomocy społecznej spełniają niezmiernie ważną funkcję, zwłaszcza dziś, kiedy wzór wielopokoleniowej rodziny odchodzi w przeszłość. To tu wykwalifikowani pracownicy opiekują się osobami, którymi rodziny nie są w stanie zająć się w odpowiedni sposób. Pracownicy tych placówek obarczeni są wielką odpowiedzialnością za swoich podopiecznych. Dlatego właśnie opiekunem nie może zostać przypadkowa osoba. Kandydat na takie stanowisko powinien mieć odpowiednie cechy i kwalifikacje. Wymagane jest co najmniej wykształcenie średnie i ukończenie szkoły opiekuna medycznego, opiekuna w domu pomocy społecznej lub opiekuna czy asystenta osoby niepełnosprawnej. Potencjalny pracownik musi, poza nienaganną odpowiedzialnością, lubić ludzi i mieć do nich pozytywny stosunek. – Takie osoby powinny się wykazywać ogromną cierpliwością i zrozumieniem dla niepełnosprawności, dla osób w podeszłym wieku. Muszą mieć chęć niesienia pomocy, ale też merytoryczna strona jest bardzo ważna – mówi Grażyna Sienkiewicz, dyrektorka koszalińskiego Domu Pomocy Społecznej.

Strona 5 z 1414

Oglądasz teraz: Start