Złamane serce orkiestry

To nie tak miało być. Na 27. finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy 13 stycznia 2019 roku szykowali się wszyscy. W koszalińskim sztabie wolontariusze zgłosili się z dużym wyprzedzeniem. Olaf z Krainy Lodu wyczyścił bałwani strój. Grupy wokalne z Pałacu Młodzieży i instrumentalne z Centrum Kultury 105 przeprowadziły próby przed występem. I było jak zawsze. Aż do „światełka do nieba”...
Takiego scenariusza nie wymyśliłby chyba najbardziej kontrowersyjny twórca. W niedzielę nikt nie spodziewał się tego, co czekało na orkiestrowiczów wieczorem. Od rana na ulicach królowały czerwone serduszka i kolorowe puszki. Były uśmiechy, wzajemna życzliwość, dobre słowa. Rycerze przyszykowali średniowieczne atrakcje, wąskotorówka ruszyła ze skautami. Biegacze pokonywali kilometry, mimo że pogoda nie rozpieszczała. Na placu przed ratuszem występowała utalentowana młodzież, oklaskiwana przez orkiestrową widownię. Co roku wielu koszalinian wychodzi z domów, żeby ten dzień i ten wieczór spędzić wśród podobnych sobie – tych, którzy chcą pomagać.
Tuż przed godziną 20 w wielu miastach, w jednej chwili, rozpoczęto odliczanie od 10 do zera. W Gdańsku było to odliczanie do ostatniej beztroskiej i pełnej radości chwili. Potem nastąpił dramat. W poniedziałek wiadomość, że Paweł Adamowicz nie przeżył ataku nożownika, uderzyła we wszystkich.
Jurek Owsiak, porażony tym dramatem, zrezygnował z szefowania fundacji. Ta śmierć złamała mu serce, które nie poddało się wcześniej falom bezbrzeżnego hejtu. Mieszkańcy, także w Koszalinie, zbierali się, żeby oddać hołd zmarłemu prezydentowi. Nie tak miało wyglądać orkiestrowe granie.

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Start