Pamięć krucha jak szkło

W pierwszym miesiącu nowego roku było wiele pogrzebów tych, którzy odeszli w nagły i niesprawiedliwy sposób. Zdarzyło się to także w Koszalinie. Podczas tych, pełnych oczywistych emocji, pochówków powtarzano dziesiątki razy – nie zapomnimy, będziemy zawsze pamiętać, zostajecie na zawsze w naszej pamięci itp., itd. Tymczasem cicho, niemal zupełnie niepostrzeżenie, odeszli w tym samym niemal czasie ludzie, którzy lata całe pracowali dla Koszalina i tworzyli jego historię. Niektórzy czynni twórczo i zawodowo, inni znani, ba, nawet z racji zawodu popularni i lubiani, ale lata temu.

Dwoje z nich nie doczekało się ani wspomnienia, ani jednego zdania przypominającego to, co i jak robili. Oboje pracowali w sferze sztuki, w miejskich instytucjach kultury. Każde na swój sposób, zgodnie z zawodem i stanowiskiem kształtowało obraz kulturalnego Koszalina. Ale byli „niekomputerowi”, od bardzo dawna na emeryturach. Na stronach ich macierzystych instytucji ukazały się suche informacje o odejściu, w jednym przypadku fotografia, na której było kilka osób, więc niczego niemówiąca. Mamy zwyczaj zamieszczania wspomnień o tych, którzy odeszli. Niestety, w obu instytucjach nie znalazł się nikt, kto zechciałby pomóc w napisaniu choćby zwięzłego tekstu, kto w archiwum zakładowym znalazłby zdjęcie. Brak czasu, nie wiem, kiedy będzie ten czas, bo tyle na głowie, trzeba kopać w archiwum, kto ma to zrobić… – takie były odpowiedzi na telefon z redakcji. Podobna sytuacja dotyczy zresztą osób z innych sfer, np. biznesowej lub społecznej. W tym przypadku czasem zupełnie nie ma gdzie zadzwonić, bo np. firma już nie istnieje, zaś organizacje społeczne nie zawsze tworzą swoje wewnętrzne archiwa. Smutne to bardzo. Jeśli ktoś taki nie ma najbliższej rodziny, choćby jednej osoby, przyjaciół, ale tych prywatnych i prawdziwych – odchodzi jak ptak. Cicho i niepostrzeżenie. I nikt już nigdy o nim nie wspomni. Najwyżej w listopadzie trafimy przypadkiem na grób i przystaniemy zdumieni. Jesienią zadzwoniła do redakcji czytelniczka z pytaniem, co zrobić, by kilkoma słowami w prasie upamiętnić jej zmarłą sąsiadkę. Była niegdyś bardzo znaną lekarką koszalińską, pediatrą, miała mnóstwo pacjentów. I też odeszła jak ptak. Łatwo w emocjach zapewniać o pamięci. I jesteśmy w tych momentach nawet szczerzy. Ale potem emocje opadają i bywa trudno zatrzymać się na chwilę w pędzie, by zrobić coś dla tych, którzy już się o nic nigdy nie upomną.

Dana Jurszewicz

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Start