Petsitter, czyli niania na smyczy

 Spacer z psem :: Fot: Magda Pater

Coraz więcej jest hoteli, ośrodków wypoczynkowych, gdzie można pojechać z psem. Psiaki nabrały naszych nawyków i jeśli nawet tego nie lubią, to bez większych problemów podróżują z nami autem, a nawet samolotem. Ale z kotami jest już trudniej, bo one nie lubią wyjazdów. Wyprawa do dalekich, egzotycznych, często gorących krajów lub w górskie rejony nie jest dobrą propozycją dla pupila. A samotna osoba musi się niekiedy poddać leczeniu szpitalnemu. I co wtedy?
Wtedy uruchamiamy rodzinę, przyjaciół, sąsiadów. Pewnym rozwiązaniem jest hotel dla zwierząt, choć one wybrałyby to rozwiązanie jako ostatnie. Od niedawna w Koszalinie jest jeszcze jedna możliwość zapewnienia opieki zwierzakom na czas nieobecności właściciela. Aneta Młynarczyk, z zawodu ekonomistka, a od stycznia petsitter – zaopiekuje się pupilem w domu. Wyjdzie na spacer, nakarmi, posprząta kuwetę czy terrarium. Skąd ten pomysł? – Miałam kiedyś suczkę wziętą ze schroniska – opowiada pani Aneta. – Nie lubiła być w innym domu i gdy wyjeżdżaliśmy, musiał ktoś do niej przychodzić. Większość kotów też tak woli. Uwielbiam przebywać na świeżym powietrzu, nie przeszkadza mi brzydka pogoda. Pracowałam już osiem godzin za biurkiem i w pomieszczeniu. To nie dla mnie. Dwa lata temu straciliśmy psa. To mnie jakoś zdopingowało do zgłębienia wiedzy na temat tych zwierzaków. Przy okazji poznałam tajniki „psiej” branży – szkoleń, gadżetów i wyposażenia kierowanego do hodowców lub tylko opiekunów psów. Wiem, że dzisiaj ludzie są bardziej świadomi, że pies to samodzielna istota, ma swoje prawa. Dlatego sporo wydają na swoje psiaki, leczą je, rozumieją różne zachowania. O ile wiem, takiej usługi dotychczas w Koszalinie nie było, może jakieś sporadyczne, jednostkowe przypadki. Rodzina (mąż i dwoje dzieci) wspiera mnie w tym pomyśle.
Pani Aneta przyznaje, że psy towarzyszą jej od dziecka. – Najpierw to był Bobik bez ogona – wspomina. – Pilnował mnie, odprowadzał do szkoły. W tej chwili też mamy psa, to przygarnięty Charlie. Ale, oczywiście, były też świnki, rybki, chomiki, jak u każdego.
Psia opiekunka nie boi się czworonogów, na ogół dogaduje się z nimi, z kotami też, choć to zupełnie inny rodzaj porozumienia. – Często proszono mnie o opiekę nad zwierzętami na czas nieobecności właścicieli – przyznaje z uśmiechem Aneta Młynarczyk. – Ja je lubię, to i one mnie. Uważam, że mam do nich cierpliwość i nie obawiam się. Ostatniego dnia minionego roku jechaliśmy szosą i zobaczyliśmy błąkającego się psa z kawałkiem grubego łańcucha. Nie mogłam się nie zatrzymać. Pomogliśmy mu, zwabiając najpierw do samochodu. Jak? Kawałkiem kiełbaski i dobrym słowem. Jak już nam zaufał, wsiadł do auta i był bardzo grzeczny.
Działalność firmy „Azor i spółka” zaczęła się w styczniu tego roku. Ale wcześniej właścicielka prawie rok podejmowała próby takiej opieki nad zwierzakami w rodzinie i u przyjaciół. Nabywała wprawy i założyła stronę na Facebooku. – Oczywiście, szkolę się nadal, jadę wkrótce na kolejne szkolenie na temat „Skuteczna strategia pet-biznesu” i „Networking w branży zoologicznej” – dodaje pomysłodawczyni. – Chcę poznać i podpatrzeć, jak to robią inni. Chcę się z tej pracy utrzymywać.
I jest na to szansa, bo odzew był szybszy, niż się spodziewała. Teraz ma pod opieką dwa psy, jednego kota i czasem na weekend psa.
Jak wygląda przyjęcie obowiązków tymczasowego opiekuna? O co pytają klienci? – To raczej ja więcej pytam, robię „ankietę” – odpowiada pani Aneta. – Chodzi o to, by np. pies miał taką samą opiekę, nie zmieniały mu się zwyczaje i rytuały. A więc – jak często wychodzi na dwór, jakie ma nawyki, jak się zachowuje na dworze i wobec innych zwierząt, na co mu się pozwala, jakie polecenia rozumie? Czy po powrocie ma wycierane łapki i jak się wtedy zachowuje? Oczywiście, pytam o stan zdrowia i szczepienia. Potem robimy małą próbę, ja zostaję np. w pokoju sama z psem i obserwuję, jak on się zachowuje.
Aneta Młynarczyk podejmuje się opieki głównie nad psami i kotami, ale inne drobne zwierzęta, gdzie trzeba tylko karmić i sprzątać – jak świnki morskie, króliki i inne drobne gryzonie też wchodzą w grę. Węże – raczej nie. – Podejmę się opieki nad każdym psem czy kotem bez względu na rasę i wielkość – zapewnia pierwsza koszalińska petsitter. – Ale tylko w Koszalinie, poza miastem w wyjątkowej sytuacji. Zakładam opiekę maksymalnie do 14 dni nieobecności właścicieli. Jeśli w grę wchodziłby dłuższy wyjazd – zawsze będę polecać hotel domowy, wcześniej dobrze sprawdzony. Zaopiekuję się zwierzakiem także w sytuacji, gdy właściciel jest unieruchomiony w domu, np. po złamaniu nogi czy operacji.
Nie może zabraknąć pytań o bezpieczeństwo i zaufanie. – To bardzo ważne – potwierdza pani Aneta. – Ja muszę zaufać ludziom, których zwierzakiem się opiekuję i oni mi także. Zostawiają mi klucze do mieszkania, do swojego świata. Dlatego obserwuję też domowników. Myślę, że jakbym poczuła coś fałszywego, jakiś drobny dyskomfort, nie podjęłabym się pracy, choć najpierw jestem gotowa do ponownej rozmowy. Ale i tak zawsze zawieram umowę, gdzie są określone warunki opieki oraz opłata. Koszty? Porównałam ofertę innych takich firm w dużych miastach. Myślę, że praktyka mi pewne rzeczy jeszcze zweryfikuje. Proszę jednak pamiętać, że w stawce jest zawsze koszt dojazdu do zwierzaka i to kilka razy dziennie. Przykładowo – jednorazowa półgodzinna wizyta w domu to 30 zł (w tym karmienie, zmiana wody, sprzątanie, spacer, głaskanie, zabawa). Opieka całodniowa, co w przypadku psa oznacza co najmniej trzy wizyty dziennie – to kwota od 90 zł.

Dana Jurszewicz

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Start