Miasto - Tygodnik Koszaliński

Groźna rozrywka

   Małgorzata Murzyn-Mróz   ::  Fot:  Mariusz Czajkowski

Gry komputerowe towarzyszą dzieciom niemal od urodzenia. Nie należy do rzadkości widok matki czekającej z maluchem przedszkolnym pod lekarskim gabinetem i dla zajęcia uwagi dającej mu smartfona z jakąś grą.

Dziecko gra lepiej w kolorowe skaczące piłeczki niż mama. Ale potem bywa już gorzej, gry zastępują czytanie, bieganie za piłką i wyjścia na rower. Także kontakty z rówieśnikami oraz rozmowy przy rodzinnym stole.

Czy wystarczy dawać dzieciom gry dostosowane do wieku? – I tak i nie – mówi Małgorzata Murzyn-Mróz, psycholog. – Żadna gra nie jest obojętna, ale rzeczywiście najgorsze są te agresywne. Gry mają kwalifikację wiekową, ale sami rodzice często tego nie przestrzegają. Poza tym już kilkuletnie dzieci ściągają je z komputera i rodzice często nawet o tym nie wiedzą.

To może wyznaczać im czas grania? – Dzieci mają te gry na komórkach, więc towarzyszą im cały czas – wyjaśnia Małgorzata Mróz. – Grają w nie rano, tuż po przebudzeniu, w drodze do szkoły, na przerwach, potem w domu. Byle jak odrabiają lekcje, wykonują jakieś obowiązki domowe, bo się niecierpliwią. Przecież czeka na nich gra.

Uczą się zabijać
Dzieci najlepiej lubią „strzelanki”, wojny w kosmosie. Takie gry wybierają. A tam przecież ciągle jest walka, niepokój, zagrożenie. W te „strzelanki” powinni grać dopiero dorośli, ale to nie jest tak, że i dla nich są zupełnie bezpieczne, nie pozostawiające wpływu. – Takie gry bardzo wciągają i dorosłych i dzieci – przestrzega psycholog. – Jeśli gra ok. pół godziny dziennie, to nic nikomu się nie stanie. Ale jeśli już pięciolatek albo dziecko 12-13-letnie, które ma największą wrażliwość na wszelkie bodźce siedzi całe godziny, bywa źle. Dzieci mają długo brak umiejętności rozpoznawania, co jest dobre a co złe. Podczas gry wchodzą w relacje z jej bohaterami. To dobrze, tak ma być, ale przecież często są to zabójcy, przestępcy. I w efekcie to grający strzela, zabija, ładuje broń i wymierza w inne postacie, ludzkie.
Małgorzata Murzyn-Mróz zwraca uwagę na jeszcze inne aspekty: – To są bardzo silne bodźce wzrokowe i słuchowe. Bardzo szybko zmieniają się obrazy, podążamy za nimi wzrokiem w sposób niekontrolowany. Po drugie – grom towarzyszy najczęściej agresywna muzyka, odgłosy walki, ciosów, efekty specjalne w postaci upadków, wrzaski. To wszystko pobudza uczucie niepokoju. Kiedy bada się taką osobę na EEG podczas gry i jakiś czas potem, obraz fal mózgowych jest nadal taki, jak podczas gry. Wiele gier ma ukryte treści i symbole seksualne. Pewna firma w USA zapłaciła za to karę. Propagują w ukryty sposób dewiacje seksualne i nie tylko takie.
Czym kończy się tak głębokie wejście w świat wirtualny? Dziecko traci wrażliwość na przyrodę, zwierzęta, otaczający świat, sprawy innych ludzi, rodzinę. Już nie interesuje go zabawa z własnym psem, wybiera granie i poświęca temu każdą wolną chwilę. – Mózg jest jak zbombardowany i ma problem z przyswajaniem nowej wiedzy, w dodatku nie tak atrakcyjnej – tłumaczy psycholog. – Bo ten wirtualny świat wydaje mu się lepszy, ciekawszy. Gracz żyje nadal w tamtym świecie. Dzieje się tak dlatego, że wejście w wirtualny świat jest głębsze niż przy czytaniu książek. Tu nie trzeba uruchamiać wyobraźni, wszystko jest podane. Podobnie, jak w filmie, gdzie nie mamy wpływu na akcję, możemy ją tylko oglądać. A w grze uczestnik podejmuje sam decyzje, a przy tym ten świat jest tak podobny do realnego, że gracz zatraca rozeznanie, co jest grą a co życiem. I czasem bywa tak, że trudno z nim nawiązać głębszy kontakt. Są tendencje do wspólnego grania i bywa, że dla takich osób są to jedyne kontakty rówieśnicze.

Ważna rola rodziców
Co mogą zrobić rodzice takiego niemal uzależnionego dziecka? – Nie jest to proste i wymaga pracy – zaznacza Małgorzata Murzyn-Mróz. – Ostry zakaz, blokada niewiele dadzą, ważniejsza jest dobra relacja budowana od początku z dzieckiem. Bo jeśli ono tłumaczy rówieśnikom, że nie gra, ponieważ rodzice nie pozwalają, jest izolowane, wyśmiewane. Może warto usiąść razem i zagrać. Wtedy zobaczymy, co to za gra i co czai się na kolejnych piętrach. I choć może dzieci czasem nie chcą – rozmawiać, nauczyć je rozmawiania z rodzicami. Rodzicom musi się chcieć rozmawiać, mimo zmęczenia czy kłopotów. A w skrajnych przypadkach może być jednak potrzebny psycholog.
Zdarza się, że znajomi rodzice proszą mnie o radę. Jest taka gra, w której występują maskotki. Są brzydkie, złe, takie maszkary. W tej postaci wracają dusze zamordowanych ludzi i mordują kolejnych. Jest tam dużo krwi, to bardzo brutalna gra, pełna odgłosów walki, ciemnych groźnych korytarzy... Wiem, że dzieci w to grają i wiem o przypadku gracza, który prawie nie spał trzy noce albo budził się spocony z krzykiem. Nie przyznawał się do tego, co robi, bo mimo że się bał, chciał nadal grać. Nie był w stanie chodzić do szkoły. To nie było małe dziecko, to prawie czternastolatek. Inni, młodsi gracze nagle wyrzucili maskotki pluszaki ze swego pokoju albo schowały je pod łóżko. Bały się ich. A zdarza się się, że skutkiem takich wrażeń jest moczenie się w nocy.
Ważny – zdaniem Małgorzaty Murzyn-Mróz – jest kontakt z innymi rodzicami dzieci z grupy rówieśniczej. Warto mieć do nich telefony, znać ich. Wtedy jest szansa, że w razie niepokojących zachowań możemy znaleźć przyczynę, wcześniej zauważyć, że coś się dzieje. Tymczasem rodzice chcąc zawsze dobrze dla swoich dzieci, dbają o znajomości, jakie one zawierają w realu. A zupełnie nie zwracają uwagi na to, jakie zawierają w wirtualnej rzeczywistości.

 

Dana Jurszewicz

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Groźna rozrywka