Miasto - Tygodnik Koszaliński

Zawsze wybieram najnowsze rozwiązania

   Kazimierz Okińczyc   ::  Fot:  Mariusz  Czajkowski

W czasopiśmie branżowym „Forum Przedsiębiorczości”(nr 3 z 11 maja 2017 r.) ukazała się rozmowa z prezesem KSM „Przylesie” Kazimierzem Okińczycem, który prostuje w niej mity czy fałszywe przekonania, iż spółdzielnie mieszkaniowe są reliktem przeszłości i trzeba je koniecznie zrewolucjonizować.

Zdaniem Kazimierza Okińczyca dzisiejsze spółdzielnie, a przynajmniej ta kierowana przez niego od 27 lat, są nowoczesnym przedsiębiorstwem, czerpiącym wszystko, co można, z istniejących możliwości i stosownych przepisów.

Chciałabym naszym czytelnikom przybliżyć kilka problemów podniesionych przez pana w tej rozmowie. Jest pan przeciwny wprowadzeniu np. kadencyjności prezesów spółdzielni mieszkaniowej.

A może jednym z powodów tych planów jest obrona przed np. rutyną wieloletnich, tak, jak w pana przypadku, szefów?

- Po pierwsze uważam, że nie jest właściwe próbować zarządzać podmiotem, którego się nie jest właścicielem ani organem założycielskim. To wchodzenie na teren cudzej własności. Jeśli zaś miałaby być kadencyjność, to niech dotyczy wszystkich – od posła po dyrektora najmniejszej firmy. Każdy z nich może popaść w rutynę. Uważam, że mnie ani zarządowi to nie grozi, zawsze patrzę w przyszłość, co nowego zrobić, by służyło mieszkańcom spółdzielni. I zawsze wybieram najnowsze aktualnie rozwiązania, technologie. Przy takim podejściu nie ma szans, by popaść w rutynę. Zresztą zadaniem Rady Nadzorczej jest troska, byśmy pracowali jak najlepiej. A w naszej RN mamy przyjętą już wcześniej kadencyjność i za każdym razem wymienia się połowa składu, co jest gwarancją świeżości spojrzenia na nasze zadania i ich realizację. Co roku poddajemy się też ocenie członków spółdzielni i w tajnym glosowaniu uzyskuję od lat poparcie w wysokości 90-98%. Dla mnie to ogromna satysfakcja.

Praca spółdzielni jest też poddawana lustracji. Jak KSM „Przylesie” wypada?
- Co roku jest lustracja działalności inwestycyjnej i od paru już lat w protokole nie ma żadnych uwag ani zaleceń. Raz na trzy lata dokonywana jest pełna lustracja prowadzona także przez Związek Rewizyjny Spółdzielczości Mieszkaniowej. Najbliższa będzie w br. za lata 2015-2017. Poprzednia wypadła bardzo dobrze, a to dla nas źródło dużego zadowolenia, bo w naszej pracy zawsze są jakieś zagrożenia.

Wspomina pan, że państwo nie wspomaga finansowo spółdzielczości. Co oznacza, że wszystko, co nas na osiedlach otacza, spółdzielcy pokrywają ze swojego budżetu?
- Muszę tu powiedzieć, że nasz zachodniopomorski Urząd Marszałkowski, jako jeden z nielicznych w kraju, nie umieścił w Regionalnym Planie Operacyjnym spółdzielczości mieszkaniowej jako beneficjenta. Wyklucza nas to z możliwości aplikowania do programów unijnych. Jeszcze można składać wnioski o dopłaty do termoizolacji budynków, ale my nie mamy już tak starych, które się kwalifikują. To, co robimy – robimy ze środków własnych spółdzielni, w tym z ok. 4-5 mln z nadwyżki bilansowej. Przy czym nie są to środki z opłat lokatorów, nie z majątku osobistego członka (lokale mieszkaniowe, użytkowe), lecz z działalności gospodarczej na majątku spółdzielni. Z tych środków utrzymujemy też działalność społeczno-kulturalną.

Spółdzielnia podjęła też coś zupełnie nowego – budujecie halę targową. Skąd taki pomysł?
- W rejonie ulic Langego i Śniadeckich stoją budki i pawilony handlowe, pracujące cały rok. Zarówno dla handlowców, jak i dla klientów nie są to warunki komfortowe, zwłaszcza w sezonie jesienno-zimowym. Warunki pracy urągają czasom, w których żyjemy – brak wody, WC... Dlatego postanowiliśmy postawić halę na 28 boksów. I choć nie ma jeszcze określonej wysokości opłaty – podań mamy więcej, niż miejsc. Chyba na terenie kraju żadna spółdzielnia tego nie realizuje, będziemy pierwsi.

Zapewnia pan w rozmowie, iż KSM „Przylesie” może zbudować nawet tysiąc mieszkań. A tymczasem są głosy – po co?
- Bo są potrzeby, a przychody ze sprzedanych i wynajmowanych mieszkań to nasz dochód. Rozpoczęliśmy budowę apartamentowca przy ul. Staszica, zasiedlimy 41 lokali w 2018 i drugie tyle w 2019 roku. Blok przy ul. Wyki zostanie zasiedlony na przełomie sierpnia i września. Większość lokali już sprzedaliśmy. Prawdopodobnie postawimy trzy budynki w okolicy ul. Doroszewskiego. Będzie tam ok. 140 mieszkań. Sprzedaż idzie przyzwoicie, potwierdzając słuszność decyzji o budowie.

Kto kupuje te mieszkania? Przyszli mieszkańcy czy na wynajem?
- Najczęściej to młode rodziny, które najpierw wynajmują, a z czasem kupują. Nabywcami są też starsi, którzy przyjeżdżają do Koszalina, by być bliżej osiadłych tu dzieci. Te nowe mieszkania mają taką jakość i standard, że szkoda ich na wynajem i raczej to się nie opłaca.

Mimo że państwo nie zauważa potencjału gospodarczego spółdzielczości mieszkaniowej, wy robicie swoje i jesteście np. znaczącym pracodawcą...
- Bezpośrednio zatrudniamy w „Przylesiu” ok. 80 osób, ale przez zamówienia, zlecenia (konserwacje, remonty, gospodarze domów, inwestycje) dajemy pracę o wiele większej liczbie koszalinian. Współpracujemy z kilkunastoma podmiotami w każdym roku i myślę, że jest to praca dla ok. 1000 osób.
Rozmawiała Dana Jurszewicz

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Zawsze wybieram najnowsze rozwiązania