Miasto - Tygodnik Koszaliński

Rowerowy Koszalin

Podoba mi się. Jest super. Gładka jak stół, kręta i prowadzi wzdłuż odcinka Dzierżęcinki, który, przyznam, dopiero odkryłem. Zresztą kto na co dzień zagląda w chaszcze i ma ochotę spotkać nieciekawych typów?

Teraz jest inaczej. Aż się chce jechać, mimo że po jednej stronie mijamy nieprzyciągające wzroku zaplecze maszynowe PGK. Za to po drugiej stronie, za rzeką, jest wzorcowo zagospodarowane wraz z przyległym terenem Muzeum Wody. Dobrze czasami spojrzeć na miasto od zaplecza i odkryć jego uroki z innej, nieznanej dotąd perspektywy.

Z perspektywy rowerzysty albo pieszego. To urocze miejsce to ścieżka rowerowa pomiędzy ul. 4 Marca i Modrzejewskiej. Jest ona tylko odcinkiem zaplanowanej trasy prowadzącej od Wodnej Doliny aż do jeziora Jamno i „Koszałka”. Jeśli reszta ma wyglądać tak jak część już oddana do użytku, to brawo. Często się czepiamy w tej rubryce różnych miejskich niedoskonałości, ale jak trzeba o czymś dobrze, to z przyjemnością to czynimy. Będę także bronić specjalnego mostku rowerowego wieńczącego wspomniany odcinek szlaku. Jeden z koszalinian, słuchacz radia, kontestował kąt nachylenia kładki nad rzeką i narzekał, że trudno na nią podjechać. Być może inżynierowie o czymś nie pomyśleli albo warunki i prawo zezwalało na taką konstrukcję. Głos krytyczny może będzie uwzględniony przy przerzucaniu kolejnych, podobnych kładek. Tymczasem, zamiast szukać dziury w całym, proponuję na kilkanaście sekund zejść z roweru i jak ktoś nie daje rady, to go podprowadzić i już. Za to z góry będzie szybciej. Do pierwszej koszalińskiej specjalnej kładki rowerowej nad ulicą Gdańską też nie jest łatwo podjechać, ale po to wsiadamy na rower albo chwytamy kijki, żeby było trochę trudniej i żeby chwilowy znój wyszedł nam na zdrowie. Sama rzeka, dzięki jej udostępnieniu, ma dla nas coraz ciekawsze oblicze. Wykarczowane brzegi, skoszona trawa i usunięte z nurtu pralki, opony i licho wie co jeszcze, odkryły jak ciekawą rzeką jest Dzierżęcinka. Niesamowicie meandruje, w zakolach mieszkają kaczki, a siedząc u jej brzegu można się po prostu ochłodzić. Być może wkrótce rowerzystom pokonującym kilkukilometrową trasę towarzyszyć będą kajakarze. Nie tak dawno grupa zapaleńców próbowała udrożnić kajakowo naszą rzekę. I wyszło całkiem nieźle, choć parę „zawalirzek” trzeba jeszcze usunąć. Całkiem gratis podpowiadam w ten sposób projekt do kolejnego budżetu obywatelskiego. A czemu by nie? Skoro w Warszawie, Poznaniu i Wrocławiu modne życie rozrywkowo-rekreacyjno-turystyczno-towarzyskie toczy się nad rzekami, to my mamy być gorsi? Dzierżęcinka sroce spod ogona nie wypadła!
Rowerowe szczęście i bezpieczeństwo dopełni się, gdy cyklistom udrożni się jeszcze całą ulicę Zwycięstwa, łącznie ze Śródmieściem oraz Młyńską z 1 Maja. Tendencja już jest. Wtedy piesi nie będą się już wkurzać, łącznie z moją koleżanką Ewą, walczącą z rowerzystami na chodnikach, że rowery się rozpychają i ich rozjeżdżają. A gwoli przypomnienia: rowerzystom, którzy mają więcej niż dziesięć lat, nie wolno jeździć chodnikami. To, że tak się bezkarnie dzieje, zawdzięczamy tolerancyjnym strażnikom miejskim i policjantom. Zatem, koszalinianie, na rowery i testujmy nowe ścieżki. Jest ich z roku na rok więcej i coraz częściej łączą się ze sobą tworząc system. Szczęścia dopełni jeszcze uruchomienie w przyszłym roku miejskiego roweru. Trudno, musi być i łyżka dziegciu. Drodzy kierowcy, którzy sami niejednokrotnie jesteście rowerzystami, pamiętajcie, po pierwsze o używaniu kierunkowskazów i po drugie, że skręcając w prawo macie obowiązek rozejrzenia się i przepuszczenia roweru. Gdybyście jeszcze tak często nie parkowali na trasach rowerowych, to życie w mieście byłoby znacznie, znacznie wygodniejsze i przyjaźniejsze.
Dariusz Pawlikowski

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Rowerowy Koszalin