Miasto - Tygodnik Koszaliński

Nocne rekordy

  Michał Bieliński      ::  Fot:  Mariusz Czajkowski

Bieg to najprostsza metoda na ruszenia się z miejsca. Wystarczy wyjść na ulicę, a najlepiej do lasu i rozpocząć przygodę z bieganiem.

Rozmowa z Michałem Bielińskim, organizatorem imprez biegowych, w tym Nocnej Ściemy.
Pamięta pan, kiedy zaczął pan biegać?
– Zaczęło się prawie dziesięć lat temu od nadwagi. W pewnym momencie po prostu ruszyłem na ścieżki biegowe. Zacząłem od marszobiegu, poprzez krótsze dystanse, do coraz dłuższych, aż w końcu przebiegłem pierwszy maraton i zająłem się organizacją imprez sportowych. Początki nie były łatwe, bo były okupione na przykład pierwszymi kontuzjami. Biegaczy też było mniej niż w tej chwili, nie było takich grup zorganizowanych, ale jakoś to się potoczyło i już od kilku lat ten związek z bieganiem jest duży.

Dlaczego bieg? Nie zastanawiał się pan nad siłownią albo innymi ćwiczeniami?
– Bieg to najprostsza metoda na ruszenia się z miejsca. Nie trzeba mieć specjalistycznych sprzętów, nie trzeba wynajmować sal do wykonywania ćwiczeń. Wystarczy wyjść na ulicę, a najlepiej do lasu i rozpocząć przygodę z bieganiem.

Bywały chwile zwątpienia?
– Myślę, że nie. Po dwóch, trzech tygodniach biegania zaplanowałem pierwszy start w maratonie i poinformowałem wiele osób o tym zamierzeniu, co ułatwiło przede wszystkim realizację i dało motywację do tego działania. Wiadomo, że każdy maraton to ból i niedogodności. Może myśli się o tym, że nigdy więcej, ale tak naprawdę po maratonie takie negatywne odczucia istnieją tylko przez kilkanaście minut, a czasem tuż przed minięciem mety planuje się kolejne biegi.

Jaka impreza biegowa, którą pan organizuje, cieszy się największą popularnością?
– Nocna Ściema jako taka duża impreza, przyciągająca rzeszę ludzi z całej Polski. Tutaj uczestnicy z Koszalina są w mniejszości. Rozrosła się od pierwszej edycji, kiedy na starcie było dwieście osób, aż do edycji szóstej, czyli w zeszłym roku, kiedy już było ich dziewięćset pięćdziesiąt. Teraz może będzie szansa na to, żeby przekroczyć tysiąc.

W jaki sposób ściemniacie? Padają rekordy ściemniania?
– Biegniemy w trakcie zmiany czasu i dlatego uzyskiwane są rekordy świata. Łamanie dwóch godzin w maratonie na Nocnej Ściemie jest jak najbardziej realne. Godzina w zapasie, która daje możliwość przebiegnięcia maratonu w kilka minut. Życiówki są na porządku dziennym –  chyba 80% uczestników półmaratonu uzyskuje najlepsze rekordy życiowe, a rekordy świata padają naprawdę bardzo, bardzo licznie (śmich).
W tym roku startujemy w nocy z 28 na 29 października o godzinie drugiej w nocy, by skorzystać ze zmiany czasu z letniego na zimowy, czyli z trzeciej na drugą.

Którędy biegacie?
– Startujemy ze stadionu Bałtyku, tam też jest meta. Trasa jest poprowadzona przez ulice Stawisińskiego, Gnieźnieńską, 4 Marca, Sybiraków, Zwycięstwa, a potem wracamy do Stawisińskiego i na stadion.

Tylko Polacy biegają?
– Nocna Ściema jest imprezą o bardzo dużym zasięgu, nie tylko ogólnopolskim. W zeszłym roku w biegu uczestniczyli reprezentanci dziesięciu narodowości: Niemcy, Litwini, Ukraińcy, byli też reprezentanci Wielkiej Brytanii, Australii, Stanów Zjednoczonych, czyli pojedyncze osoby być może będące na wakacjach tu, w Polsce. Są też uczestnicy z Australii i Belgii, którzy przyjeżdżają tutaj specjalnie, żeby z nami pobiec.

Bywały biegi specjalne?
– Przed rokiem mieliśmy akcję, która zakończyła się też sukcesem i zorganizowaliśmy edycję specjalną. Tak naprawdę żołnierze przygotowali edycję specjalną Nocnej Ściemy w Afganistanie. Wystartowali o podobnej porze jak w Polsce i też skorzystali ze zmiany czasu. Otrzymali pełne pakiety startowe, medale i mogli się cieszyć poza krajem tym, że wystartowali w naszej imprezie.

Co może być przyczyną tego, że ludzie nawet z najdalszych zakątków świata chcą brać udział w takich imprezach?
– Myślę, że kluczem do udziału w takiej imprezie jest to, że lubi się biegać i że wybiera się imprezy niesztampowe. Niektórzy lubią imprezy bardzo duże, czasem kameralne, a czasem szuka się dodatkowej atrakcji, która urozmaica start. A bieg o drugiej w nocy rzeczywiście jest rzadko spotykany.

Wspomina pan jakieś zabawne historie związanie z biegiem albo jego organizacją?
– Było wiele takich wydarzeń... Występowały głównie w początkach realizacji Nocnej Ściemy, kiedy nie mieliśmy tak dużego doświadczenia w organizacji biegów. Choćby zgaszone latarnie na ulicach, na których było zupełnie ciemno. Musieliśmy to przekuć w sukces.

Jak to zrobiliście?
– Sytuacja była taka, że niespodziewanie okazało się, że na jednej z ulic nastąpiła awaria oświetlenia. Wiadomo, że szuka się rozwiązań, jak zapewnić ludziom bezpieczeństwo. Szukaliśmy sposobu, żeby te latarnie uruchomić, niestety nic się nie dało zrobić. Przekazaliśmy więc uczestnikom informację, że to było celowo zrobione po to tylko, żeby to była jeszcze większa ściema na trasie biegu. Wszyscy sympatycznie przyjęli tę informację i z chęcią wybiegli na trasę.

Długo trzeba się przygotowywać do takich biegów?
– Jest to długi dystans, czas do pokonania też jest bardzo duży. Dystans półmaratonu, czyli 21 kilometrów, nawet mniej trenujący biegacz może pokonać. Jeśli chcemy skusić się na maraton, rzeczywiście wymagane jest to, żebyśmy trochę biegali. Trzy, cztery, może pięć razy w tygodniu po kilkadziesiąt minut, zwiększając stopniowo dystans. Takie przygotowania mogą trwać nawet kilkanaście miesięcy po, to żeby w spokoju i bez większych problemów pokonać nawet 42 kilometry.

Przygotowania do realizacji imprezy są pracochłonne?
– Rozpoczęcie przygotowań do kolejnej imprezy zaczyna się zanim skończą się przygotowania do poprzedniej. Wiec już teraz część rzeczy planujemy na przyszły rok, choć dopiero za miesiąc będziemy mieli start. Dzień w dzień jest bardzo dużo pracy i obowiązków, żeby ten cel w ostatni weekend października zrealizować. Zwykle w każdej edycji pomaga nam ponad 150 osób.

Co zrobicie, jeżeli w sejmie przegłosują, że nie będzie zmiany czasu?
– Przede wszystkim warto wspomnieć, że zmianę czasu oferuje siedemdziesiąt krajów na świecie i tylko kraje w Europie nie zmieniają czasu. Szansa na przejście tej ustawy wydaje nam się niewielka. Nawet jeśli by tak się stało, jeśli dołączylibyśmy do grona krajów jakimi są Islandia, Rosja i Białoruś, wtedy na ściemie będziemy mieli niepowtarzalną okazję do tego, żeby odczuć zmianę czasu nawet, jeśli nie będziemy jej zmieniać oficjalnie (śmiech).

Uzależnił się pan od biegania, od sportu?
– Od biegania na pewno. To uzależnia. Planuje się zawsze taki program dnia, żeby bieganie włączyć do swojego grafiku. Nie zawsze jest to możliwe, czasami napotyka się na kontuzję i jest się wyeliminowanym na kilkanaście dni, czasem na kilka miesięcy. Wraca się do tego z wielką chęcią, z wielkimi aspiracjami. Może nie po to, aby pobijać wciąż swoje życiówki, ale żeby pokonywać kolejne kilometry.

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Nocne rekordy