Miasto - Tygodnik Koszaliński

Tryumf opowieści o macierzyństwie

   „Strzała Północy 2017”     ::  Fot:  Mariusz Czajkowski

Iga Jambor-Skupniewicz  zgarnęła główne laury 5. Koszalińskich Ogólnopolskich Dni Monodramu Debiuty „Strzała Północy 2017”. Debiutująca w tej formie teatralnej aktorka przywiozła do Koszalina monodram „Mamusiu, co to za ptaszek?”

będący dramaturgicznym debiutem Karoliny Kasprzak. Zebrała najwięcej głosów widzów, a i jury było wyjątkowo zgodne w swym werdykcie.
Dyplomem „Uwaga: nadzieja” jury nagrodziło Angelikę Olszewską za monodram „O matko z córką!”, który aktorka napisała sobie sama po urodzeniu pierwszego dziecka.

Dziś ma ich dwoje – podobnie, jak zwyciężczyni tegorocznej „Strzały Północy”. I to o dzieciach właśnie, a dokładniej o rozmaitych aspektach bycia ich matkami traktują spektakle, które najbardziej podobały się na tegorocznym spotkaniu z teatrem jednego aktora. Przez trzy dni na niedużej scenie Teatru Propozycji „Dialog” pokazywali się młodzi ludzie, którzy po raz pierwszy zdecydowali się sięgnąć po najtrudniejszą ze sztuk aktorskich. W monodramie nie da się prześliznąć, uciec do zastępstwa w postaci obrazu, muzyki. Te elementy mogą pełnić jedynie rolę delikatnego tła dla czystej gry aktorskiej. – Właśnie czystość i spójność formy, właśnie brak jakichkolwiek potyczek czy niekonsekwencji sprawiły, że postanowiliśmy nagrodzić panią Igę Jambor-Skupniewicz – powiedziała jurorka Aleksandra Dziurosz, dyrektor Warszawskiego Teatru Tańca. Spektakli tanecznych na pierwszym małym jubileuszu „Strzały Północy” nie było; podobnie, jak słuchowisk radiowych. Za to w doborze pięciu spektakli konkursowych, jednego mistrzowskiego i jednego towarzyszącego nie było pomyłek. Każdy z nich był w najwyższym stopniu interesujący.
Jeszcze przed oficjalnym otwarciem widzowie obejrzeli aktorskie solo Bartosza Martyny „Performer”. Aktor rozpoczął od wykładu, będącego fragmentem jego pracy doktorskiej na temat różnic między performance a monodramem.  A potem zamienił garnitur na luźniejszy strój i zaprezentował bardzo śmieszny popis, w którym w lekką improwizację wplótł monolog sceniczny Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego „Xymena”. Następnego dnia festiwalowa publiczność miała okazję zobaczyć spektakl wznowiony, premiera „Lamentu Doctoris Fausti” miała bowiem miejsce blisko 16 lat wcześniej. Spośród spektakli konkursowych ta autorska adaptacja „Doktora Faustusa” Tomasza Manna była niewątpliwie najtrudniejsza. Zebrała też najmniej głosów, bo tylko 9. Przemysław Wasilkowski grał doskonale. Stworzył spektakl, w którym moc wyrazu ma każdy ruch, każde słowo, każda pauza.
Drugi spektakl konkursowy pokazany został na Małej Scenie Bałtyckiego Teatru Dramatycznego i wzbudził zachwyt młodej, żeńskiej części festiwalowej publiczności. Pytanie, czy za sprawą postaci młodego Wertera, którą uwspółcześnił i wyreżyserował Mariusz Babicki, czy też za sprawą obsadzonego w tej roli Jamesa Malcolma? Aktor nie mógł zostać w Koszalinie do rozdania nagród, bo miał premierę w swoim Teatrze Lubuskim w Zielonej Górze. Nie odebrał więc osobiście ani wyróżnienia jury, ani jęków zawodu ze strony sympatycznych nowych fanek. Drugi dzień konkursowych zmagań zakończył spektakl mistrzowski, czyli punkt obecny w programie „Strzały Północy” od drugiej edycji. Po Bogusławie Kiercu, Krzysztofie Gordonie i Dorocie Stalińskiej wystąpił Wiesław Komasa w autorskim monodramie „Różewiczobranie”, stworzonym oczywiście na podstawie tekstów Tadeusza Różewicza. – O tym, jak trudną sztuką jest monodram, świadczy choćby fakt, że Wiesław Komasa, mistrz tego gatunku, zrealizował ich w swym życiu tylko sześć – mówi przewodniczący rady programowej festiwalu, dyrektor artystyczny Wrocławskich i Toruńskich Spotkań Teatrów Jednego Aktora, juror Wiesław Geras.
Ostatni dzień „Strzały Północy” należał do kobiet. – Ukończenie szkoły teatralnej zbiegło się z tym, że zostałam mamą. Już zanim zostałam mamą po raz drugi, marzyłam o tym, by zrobić monodram o macierzyństwie. Tekst „Mamusiu, co to za ptaszek?” napisała moja przyjaciółka Karolina Kasprzak, również aktorka i również mama – mówi Iga Jambor-Skupniewicz. Za pomocą dowcipnego tekstu oraz prostych przedmiotów i animacji światłem, kreuje postać, próbującą pogodzić role młodej żony, matki bliźniaków i zdolnej projektantki. – Urodziłam pierwsze dziecko zaraz po skończeniu Akademii Teatralnej – Angelika Olszewska ma podobne doświadczenie. Premierę swego zabawnego i wzruszającego spektaklu „O matko z córką!” grała, będąc w szóstym miesiącu drugiej ciąży. – Kiedy koleżanki z roku chodziły od dyrektora do dyrektora w poszukiwaniu najlepszych dla siebie angaży, ja... pisałam mój debiutancki monodram. Oczywistym było, że jego pierwszym recenzentem i debiutującym w tej roli będzie mój mąż Mateusz Olszewski. Poznaliśmy się jeszcze jako dzieci, w ognisku teatralnym Haliny i Jana Machulskich...
Przegląd konkursowych spektakli zakończyła studentka czwartego roku Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie Kamila Banasiak z monodramem „Wanda Wasilewska”. – Spektakl ten był pracą zaliczeniową studentki wydziału reżyserii, Aleksandry Skorupy. Razem siedziałyśmy nad materiałami o tytułowej bohaterce. Ola zastrzegała, że nie chce stawiać jej pomnika. Chciała pokazać ją po ludzku... Gdybym znała Wandę Wasilewską tylko z jej książek, oczywiście nie polubiłabym jej. A tę postać, którą stworzyłyśmy z Olą, polubiłam bardzo – mówi Kamila Banasiak, która za swój monodram zgromadziła prawie tyle samo głosów widzów, co Iga Jambor-Skupniewicz. Konkursowe spektakle oceniła rada artystyczna festiwalu: Marek Kołowski, Aleksandra Dziurosz, Wiesław Geras i dyrektor Bałtyckiego Teatru Dramatycznego Zdzisław Derebecki. Zamykając imprezę, zastępca prezydenta Koszalina Przemysław Krzyżanowski obiecał, że na jej szóste, przyszłoroczne wydanie, miasto przekaże wyższą dotację aniżeli na piątą.
Maja Ignasiak

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Tryumf opowieści o macierzyństwie