Miasto - Tygodnik Koszaliński

Dodawanie i mnożenie

Matematyka jest banalnie brutalna. Dwie cyfry dodane do siebie zawsze tworzą liczbę, która nie poddaje się interpretacjom podważającym wynik tego najprostszego działania matematycznego.

Okazuje się jednak, że kiedy do prostoty dołączy się ideologię i politykę, wynik nie jest jednoznaczny i zależy od interpretatora.Od kilku tygodni protestują lekarze rezydenci. Nie każdy wie, że lekarz taki ukończył trudne sześcioletnie studia, odbył staż, zdał Lekarski Egzamin Końcowy i postanowił zdobyć specjalizację, bez której prawie niemożliwe jest „bycie” lekarzem.

Specjalizację można zdobyć tylko poprzez odbycie tzw. rezydentury, czyli kilkuletniego szkolenia powiązanego z codzienną pracą na oddziałach szpitalnych. Rezydent musi odbyć kilka stażów i zaliczyć liczne kursy. Staże są bezpłatne, natomiast za każdy kurs adept płaci około dwóch tysięcy złotych i nikt mu tych kosztów nie zwraca. Do tego dochodzi dodatkowa trudność – odległość od medycznych ośrodków akademickich. Lekarz z Koszalina jedzie na kursy i staże na przykład do Poznania, Szczecina lub Gdańska, co oczywiście także wiąże się z kosztami.
W polskim systemie ochrony zdrowia postanowiono, że lekarzowi rezydentowi płaci się 14 złotych za godzinę ciężkiej i odpowiedzialnej pracy. Kiedy dodamy godziny pracy i pomnożymy je przez 14 złotych, otrzymamy wynik porażający nawet surowych krytyków pracy młodych lekarzy. Od miesięcznych wynagrodzeń muszą oczywiście odjąć koszty wspomnianych kursów i mogą się cieszyć comiesięcznie kwotą niższą od najniższej płacy krajowej. Jeśli mają rodziny albo chcą poszaleć – na przykład kupić drogie podręczniki – to albo szukają pracy w kilku innych miejscach oprócz „macierzystego” szpitala, albo zatrudniają się daleko od medycyny. Oczywiście po pracy w kilku miejscach nie bardzo nadają się ze zmęczenia do wypełniania podstawowych obowiązków lekarza.
Do prostego liczenia włączyły się jednak wspomniane ideologia i polityka. Ta pierwsza mówi, że młody lekarz powinien się cieszyć z tego, że państwo umożliwiło mu skończenie elitarnych studiów; ta druga dodaje, że jak się nie podoba, to można zmienić zawód, a protestowanie jest całkowicie nie na miejscu, bo zapewne inspirują je wrogie siły polityków czyhających na władzę, która aktualnie do nich nie należy.
To nieludzkie traktowanie osób aspirujących do wykonywania jednego z najszlachetniejszych zawodów. Ci, którzy uważają, że lekarzom poprzewracało się w głowach, pozbawieni są empatii i na świat patrzą przez pryzmat wykoślawionego rozumienia rzeczywistości. Politycy znaleźli pieniądze na liczne, często usprawiedliwione wydatki, dalekie od medycyny. 500 złotych ze znanego programu to ponad 35 godzin ciężkiej pracy lekarza rezydenta. Fryzjer życzy sobie 15 złotych za najprostsze strzyżenie męskiej głowy. Zarobienie tych 15 złotych zajmuje mu około dziesięciu minut. Przez godzinę może zarobić tyle, ile lekarz zarobi za osiem godzin pracy. Oczywiście porównaniami tymi nie chcę obrazić ani beneficjentów programu 500+, ani fryzjerów. Pokazuję po prostu banalną brutalność matematyki.
Na szczęście nie słychać, żeby lekarze rezydenci chcieli się przekwalifikować na przykład na fryzjerów. Propozycja rozwiązania problemu jest taka: pacjent płaci każdemu lekarzowi-rezydentowi tyle, ile musi zapłacić fryzjerowi. Dodamy, pomnożymy i będzie dobrze.
Andrzej Rudnik

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Dodawanie i mnożenie