Miasto - Tygodnik Koszaliński

Wieszanie symboliczne

Poplątało się prawie wszystko w życiu publicznym, polityce i stosunkach między Polakami. Oficjalna wersja jest taka: w Polsce panuje demokracja ze wszystkimi jej atrybutami.

Każdy może wyrażać swoje poglądy, manifestować, a nawet dokonywać spektakularnych ocen postępowania polityków, które to oceny materializują się np. wieszaniem podobizn osób uznawanych za zdrajców narodu. Młodzi ludzie, którzy prawdopodobnie mało wiedzą o historii, być może nieświadomie powielają metody stosowane w latach trzydziestych minionego wieku w kraju rodzącego się wtedy najstraszniejszego w dziejach ludzkości totalitaryzmu.

Wtedy eskalacja nienawiści do „innych” przyjmowana była też jako prawo do wyrażania poglądów. Jakie przyniosła skutki – wiemy, ale może nie wiedzą wieszający zdjęcia na szubienicach. Pół biedy, że nie wiedzą oni. Cała bieda, że nie wiedzą osoby odpowiedzialne w naszym kraju za przestrzeganie prawa. Komentarze tychże strażników demokracji powodują niepokój i zdziwienie.
Minister od spraw wewnętrznych bagatelizuje sprawę, mówi, jak zwykle, o totalnej opozycji, ulicy i zagranicy, prowokacjach itd. Posłowie mający siłę większości parlamentarnej bagatelizują „wieszanie” i w stylu, który stał się przekazem dnia, zwalają winę na poprzedników. Prokuratura dochodzi do wniosku, że przekazy medialne o przebiegu egzekucji nie wystarczają do podjęcia radykalnych kroków i natychmiastowego potępienia sprawców, a w konsekwencji ich ukarania. Można z dużym prawdopodobieństwem domniemywać, że i politycy i prokuratorzy doszli do wniosku następującego: wieszają nie naszych! Niech sobie wieszają. Może powieszeni dojdą do wniosku, że jak ich powieszono, to znaczy, że egzekutorzy mieli rację.
Jest jednak pytanie następujące: co by się stało, gdyby wieszano „naszych”? Co by było, gdyby na symbolicznej szubienicy zawisł minister kochający stwierdzenia o totalnej opozycji, ulicy i zagranicy? Co by było, gdyby ktoś wpadł na pomysł powieszenia posłanki, nazywającej szmatą flagę Unii Europejskiej, albo posła wykrzykującego oskarżenia z trybuny sejmowej?
Można czy nie można, mieści się to w granicach polskiego prawa czy nie mieści, wszyscy jesteśmy równi czy raczej nie? Pytania retoryczne.
Żyjemy sobie w naszej Polsce w miarę spokojnie. Zagranica dosyć daleko, nie bardzo nas interesuje, co o nas mówią sąsiedzi z zachodu, a ze wschodu to mogą sobie mówić co chcą i tak nie mają racji. Kiedy jednak chociaż na chwilę wyrwiemy się z błogiego spokoju usłyszymy, że powszechna opinia jest taka: coś się w Polsce dzieje złego, Polacy zapomnieli, że są w Unii Europejskiej, zapomnieli, że mają wiele praw, ale mają też obowiązki, że Unia to nie tylko „dawanie pieniędzy”, ale także przestrzeganie przyjętych zasad.
Powieszono symbolicznie „zdrajców”, którzy odważyli się głosować za rezolucją przestrzegającą nasz kraj przed kontynuowaniem złego, według Unii, kierunku zmian następujących w Polsce. Powieszenie nie likwiduje problemu, ten problem rośnie. I zrozumieć powinni to politycy i prokuratorzy. Na to, że zrozumieją egzekutorzy, liczyć nie należy.
Andrzej Rudnik

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Wieszanie symboliczne