Miasto - Tygodnik Koszaliński

Kolęda o pustym talerzu

Dzieci biegające wokół choinki, pod którą leży mnóstwo prezentów. Dziadkowie rozprawiający przy stole, mama w pięknym czerwonym sweterku, niosąca z kuchni makowiec.

Labrador przytulony do kota, dźwięk dzwoneczków przy saniach Mikołaja, a w tle kolęda. Wszyscy roześmiani, radośni i życzliwi dla siebie. Świąteczna rzeczywistość? Nie. To tylko telewizyjna reklama, jedna z wielu emitowanych przed świętami.
A jakie są realia? Pusty talerz stoi na wigilijnym stole w prawie każdym polskim domu. Dla zbłąkanego wędrowca, kogoś kto w wigilijny wieczór niespodziewanie zapuka do naszych drzwi. Czy jednak jesteśmy gotowi zaprosić obcą osobę na święta? Bo byłoby kogo, naprawdę…
– W moim domu zawsze stał na stole w Wigilię pusty talerz – mówi Jadwiga Kalun. – I kiedyś, wiele lat temu, jeden człowiek do nasz przyszedł. Mój tata dał mu swoje ubranie i posadził z nami przy kolacji. Przekonałam się wtedy, że ten świąteczny zwyczaj nie jest pustym gestem. Zrozumiałam, jak cenne może okazać się zainteresowanie okazane samotnemu sąsiadowi. Powinniśmy podzielić się z nim tym, co mamy. A przede wszystkim naszym towarzystwem.
Pani Janina, mieszkająca samotnie siedemdziesięciolatka z Koszalina, codziennie, od wielu już lat powtarza niezmiennie ten sam rytuał. Zmawia poranną modlitwę, wkłada płaszcz i bez względu na pogodę idzie do świetlicy Caritasu.
– Tam przynajmniej jest się do kogo odezwać – mówi. – A co się tam nasłucham biadolenia, że ludzie są samotni i w święta nie mają co ze sobą zrobić. Wtedy to się cieszę, że w Wigilię nie będę sama. Na pewno, bo córka zawsze bierze mnie wtedy do siebie – starsza pani uśmiecha się promiennie.

Lepsza samotna Wigilia niż wstyd
Większość starszych ludzi nie ma jednak tyle szczęścia. Jak wielu ich jest widać po kolacjach wigilijnych urządzanych dla samotnych w parafiach, świetlicach PCK, na dworcach czy w domach Caritasu. Szacuje się, że tego wyjątkowego wieczoru miejsca przy sytym, rodzinnym stole nie znajdą aż trzy miliony Polaków! A przecież prawie każdy z nich ma jakąś rodzinę i niechby przynajmniej raz w roku poczuł, że jest komuś potrzebny.
Organizatorzy kolacji wigilijnych dla samotnych twierdzą, że przychodzą na nie głównie ludzie ubodzy. Większość z nich ma dzieci i wnuki, ale nędznej renty czy emerytury z trudem starcza na życie, więc jak z niej kupić prezenty dla bliskich? Wstydzą się biedy, więc wolą zostać sami w domu, albo przyjść na taką wspólną Wigilię, gdzie spotkają podobnych sobie.
Ale nie tylko bieda skazuje ludzi na samotność przy wigilijnym stole. 32-letnia Małgorzata, tłumaczka z Kołobrzegu, żyje pełnią życia. Pracuje na zlecenie bogatych, zachodnich firm, świetnie zarabia, dzięki wyjazdom służbowym zwiedziła prawie cały świat, a na wakacje jeździ w najbardziej egzotyczne miejsca. Lecz od niedawna ma wrażenie, że życie jej umyka. Najsilniej odczuwa to właśnie przed świętami. Koleżanki założyły rodziny, mają dzieci. One zazdroszczą jej wolności, ona im ciepłej, domowej atmosfery.

Wybierając sukces, skazałam się na samotność
– Młodszy brat ożenił się i ma wspaniałego synka. Zarabia mniej ode mnie, ale ma dla kogo żyć – mówi Małgorzata. – Coraz częściej łapię się na tym, że z niechęcią wracam do pustego domu, w którym nikt na mnie nie czeka. Tej pustki nie są w stanie wypełnić nawet szaleńcze zakupy, które kiedyś dawały mi wiele radości.
– Niektórzy twierdzą, że bliskość drugiego człowieka jest dla nich tylko ciężarem. Tak bywa, gdy ktoś wybiera jedynie karierę. To prosta droga do stania się człowiekiem samotnym. I co z tego, że osiągniemy sukces zawodowy i finansowy, jeśli nie mamy się z kim nim podzielić – mówi Zdzisław Kamienny, socjolog.

Zostanę, bo dokąd miałabym pójść?
Aneta, młoda matka, mówi że chciałaby mieć takie problemy jak pani Małgorzata, bo sama jest skazana na święta w Domu Samotnej Matki. Spędzi je ze swoim półrocznym synkiem. Mieszkają tam od dnia, w którym Aneta uciekła od ojca swojego dziecka.
– Byliśmy razem przez półtora roku. Na początku był dla mnie dobry. Dbał o mnie, kiedy byłam w ciąży – opowiada. – Jak urodził się nasz synek, wszystko się zmieniło. Pił coraz więcej i coraz częściej, zaczął bić mnie i dziecko.
Aneta mówi, że wszystkiemu winien był alkohol.
– Gdy mój chłopak wchodził do mieszkania i przynosił ze sobą charakterystyczny smród wódki, wiedziałam, że nie dotrwam do świtu bez siniaków. Gdy sprzedał na wódkę łóżko i pralkę, powiedziałam: dosyć, i uciekłam.
Nie skarży się, że do wigilijnego stołu usiądzie z obcymi sobie, równie skrzywdzonymi dziewczynami.
– A dokąd miałabym pójść? – pyta. – Mama już nie żyje, mam tylko braci, ale obydwaj są jak mój chłopak. Na każde słowo reagują wrzaskiem i od razu wymachują pięściami. W schronisku będzie spokojniej, bezpieczniej i, mimo wszystko, bardziej rodzinnie. Poza tym, tutaj, żadna z nas nie musi ukrywać śladów po biciu, bo przecież wszystkie je mamy.
Aneta nie chce zobaczyć się z ojcem swojego dziecka. Nie jest też gotowa, by przy okazji świąt wybaczyć mu to, że ją tak głęboko skrzywdził.
– Ludzie tacy jak ona spalili za sobą wszystkie mosty – mówi jedna z pracownic ośrodka. – Nawet jeżeli w sercu zakiełkowała już im wola przebaczenia, to lęk przed powrotem kata jest tak silny, że przebaczenie byłoby czynem heroicznym, a żaden człowiek nie jest zobowiązany do takich czynów.
Nie heroizmem jednak, lecz zwykłym odruchem serca jest pusty talerz ustawiony na naszym wigilijnym stole. Przypomnijmy sobie o dawno nie widzianym kuzynie, starej ciotce, mieszkającej niedaleko. Rozejrzyjmy się, może któryś z sąsiadów nie ma z kim podzielić się opłatkiem, bo tego wieczoru nikt nie powinien być sam.
Społeczeństwo samotnych
Samotność i to nie tylko w święta, staje się chorobą naszej cywilizacji. Dotyka nie tylko osoby starsze, ale coraz częściej też dzieci. Szybki, konsumpcyjny styl życia, jakie prowadzą ich rodzice, kradnie czas przeznaczony dla rodziny. W efekcie w domu brakuje go na rozmowę z dzieckiem, przytulenie go, wspólny spacer. Aby zagłuszyć wyrzuty sumienia dajemy dziecku coraz droższe prezenty, coraz wyższe kieszonkowe i nie zauważamy, jak rodzi się w nim poczucie osamotnienia. A takie dziecko już zawsze będzie miało trudności z nawiązaniem więzi z drugim człowiekiem.
Nie sposób ustalić, ilu dokładnie Polaków spędzi samotnie najbliższe święta Bożego Narodzenia. Z danych wynika, że ta liczba sięga kilku milionów. Największa kolacja wigilijna w Polsce dla samotnych i bezdomnych organizowana jest co roku na Rynku Głównym w Krakowie. Przychodzi na nią od kilku do kilkunastu tysięcy osób. Wydawane są tam hektolitry zupy grzybowej i barszczu, a kucharze przygotowują ponad sto tysięcy pierogów. W ubiegłym roku wydano ponad pięćdziesiąt tysięcy porcji. Jeśli dodać do tego wszystkie wigilie organizowane dla przez parafie i instytucje charytatywne, okaże się, że jesteśmy społeczeństwem ludzi samotnych.

Magda Omilianowicz

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Kolęda o pustym talerzu