Miasto - Tygodnik Koszaliński

Fantazja „no mask”

„Miałam bardzo dobrze przygotowane narty na podbieg. Wydolnościowo też byłam dobra, ale czegoś zabrakło... zaraz będę musiała pójść do trenera i spojrzeć mu w oczy” – to mówiła po przegranym sromotnie biegu Justyna Kowalczyk.

„No mask, no mask!” – krzyczał na mecie, machał rękoma i się cieszył Mateusz Sochowicz, polski saneczkarz, który pędził po lodowym torze bez ochronnej maski z prędkością ponad stu kilometrów na godzinę. „Nie da się tego inaczej opisać..., ale można się teraz wkur... porządnie i na górze rozpierdzielić ich wszystkich, i tyle! No, co mam więcej powiedzieć?!” – to słowa Adama Małysza, dyrektora polskiej ekipy skoczków.
Pjongczang zapisuje się po kilku dniach igrzysk niezbyt chlubnie w polskiej pamięci. Tyle mieliśmy nadziei, wiele sobie obiecywaliśmy, tak dmuchaliśmy w balon, a wyszła bańka, która pękła z hukiem, powodując zdziwienie marzycieli. Przed igrzyskami do sportowców przytulali się – jak zwykle – politycy, chcąc, mimo zimy, ogrzać się w ich cieple. Jedni mówili, że „trzymamy kciuki aż do końca”, drudzy, że „jeszcze nigdy nie było tak dobrze”.
Maska spadła nie tylko na torze saneczkowym. Polscy sportowcy dostają łupnia, ale raczej nie mówią o rzeczywistych przyczynach. Słyszymy natomiast, że wiatr wiał za mocny, śnieg był za twardy, płozy w saneczkach były nie takie jak trzeba, maska gdzieś się zapodziała, że czegoś zabrakło.
Igrzyska jeszcze trwają, być może zdobędą Polacy medale, ale to, co stało się do tej pory pokazuje, że nie umiemy powiedzieć, że klęska jest klęską, przegrana przegraną, a przyczyna nie leży we wrogiej działalności złych sił, ale w nas samych. Odezwał się na szczęście Michał Jasnosz, prezes Polskiego Związku Sportów Saneczkowych. „Nigdy czegoś takiego nie widziałem. Żeby być tak rozkojarzonym. To nie jest spotkanie towarzyskie, trzeba być skoncentrowanym”. I dodaje prezes, że szkoda inwestować w takich zawodników.
Ale zawodnicy raczej nie rozumieją, że na igrzyska przyjeżdżają najlepsi i nie jest usprawiedliwieniem, kiedy się przegrywa, stwierdzenie, że się zrobiło tyle, na ile było stać. „No mask, no mask” – krzyczał Sochowicz i oczywiście oprócz tego, że podsumował swoje idiotyczne zachowanie, określił niechcący stan polskich sportów zimowych. Bez maski wyglądamy kiepsko.
Minister sportu oczywiście pojechał do Korei i w pięknym stroju narodowej reprezentacji nadmuchiwał nasze nadzieje. Ciekawe, czy po powrocie do kraju powie coś o masce, która opadła, czy też mówić będzie o wrogich siłach, które się na nas zasadziły na niegościnnej ziemi.
Andrzej Rudnik

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Fantazja „no mask”