Miasto - Tygodnik Koszaliński

Klaun by się uśmiał

Kiedy w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku czytało się książkę Stephena Kinga o klaunie, który zrobił z dziecięcego żywota koszmar, człowiek miał dreszcze i spał przy zapalonej lampce co najmniej przez miesiąc od zakończenia lektury.

Od czasu przeczytania książki niejednemu pewnie  zmieniło się też zapatrywanie na najpoczciwszego nawet klauna, bo pod grubym makijażem – to dało się dostrzec - kryły się pełne zła oczy. Nawet kiedy do Polski zawitały pierwsze fast foody z klaunem w logo, człowiek patrzył na nie z lekkim lękiem. Bo co za młodu umysł wchłonie, łatwo z niego się tego nie wytrzebi.
Nie wiadomo, z jakiego założenia wychodzą (bo można się domyślać, że to pomysł więcej niż jednej osoby) ci, którzy postanowili kingowskiego bohatera przełożyć na koszaliński grunt. Pewne jest jedno – wzbudzają emocje, szczególnie bardzo młodych ludzi. Ale od początku...
Fascynacja nieznanym
Fotografia klauna w ciemności, niby nic strasznego, a jednak wzbudziła grozę, bo nie wiadomo, co to za klaun, skąd się wziął i dlaczego wędruje po Koszalinie i okolicach, daje się sfotografować, a potem zdjęcia ktoś zamieszcza w internecie. Jak to w dobie wirtualnej komunikacji, informacje o strasznym (choć niczego złego przecież nie robił) rozniosły się lotem błyskawicy i nastolatkowie rozpoczęli śledztwo oraz polowanie na klauna. Komentarze były różne, od wyważonych (przecież nic wam nie zrobił, co się klauna czepiacie), po nawet pełne gróźb, z wyliczeniem, co człowiek by zrobił, gdyby klauna spotkał. Właśnie. Nikt go nie spotkał, nikt nie widział, jedyne tropy, to ten, na które sam klaun naprowadzał.
Był widziany to tu, to tam, i tak to trwało kilka miesięcy...
Znajoma, która ma nastoletnie dzieci, klauna ma już po uszy. - Starszy syn straszy młodszą córkę – opowiada. - Tłumaczę, że to przebieraniec, że przecież nikomu nic nie zrobił, ale ona nie przestaje się bać. Zobaczyła na zdjęciu w internecie klauna i jest koniec. Spanie przy zapalonym świetle, zasypianie z moją dłonią pod jej policzkiem, makabra. To powinno być karane – mówi z oburzeniem. I pewnie nie jest jedyna, bo koszalińscy nastolatkowie o tajemniczym klaunie mówią.
Kolorowa postać pojawia się na osiedlu Jamno, przy drodze albo w lesie. Nie zostawia żadnych informacji, nie biega z  krzykiem, spokojnie stoi. I nakręca ludzi, spragnionych sensacji. - Ten klaun jest super – mówi dwunastolatka, która twierdzi, że się go nie boi. - Ale nie tak do końca, bo mam dreszcze, ale chciałybyśmy z koleżankami zobaczyć, kto to jest. W jaki sposób chcą nawiązać znajomość z klaunem? - No, chyba musiałybyśmy chodzić nocą do lasu – śmieje się niepewnie.
- Wiadomo, że dzieciaki fascynują się tym, co nieznane – mówi mama dwójki rodzeństwa, które straszą się nawzajem kolorową postacią rodem z horroru. - Moje dzieciaki nie siedzą w internecie, mają sporo zajęć, co z tego, skoro przynoszą im informacje koledzy ze szkoły. Nudzą się i wyszukują w internecie tych bzdur.

Internetowy twór
Koszaliński klaun jest chyba samotny, pojawia się na zdjęciach bez towarzystwa, ale przecież ktoś mu musi te zdjęcia robić. Nie wygląda jak przyłapany aparatem z fleszem przypadkowy przestępca. Czyli klaunowych twórców jest co najmniej dwóch. Zasłynęli na popularnej koszalińskiej stronie, na której jest mydło i powidło. Kto co gdzie dlaczego i w jakim czasie. Jedni pytają, inni, ci, którzy pozjadali trochę więcej rozumu niż inni, odpowiadają. Ktoś kogoś oceni, skrytykuje, ośmieszy, ot, internetowa rzeczywistość. Nic dziwnego, że właśnie w miejscu, w którym pytania o chiński obiad mieszają się z tymi dotyczącymi medycznych specjalistów i z poszukiwaniami przypadkowych osób, spotkanych na przykład w miejskim autobusie (miałaś piękny uśmiech, bluzę w paski i legginsy, odezwij się), pojawił się on. Krótkie filmiki zyskały zaciekawionych i nastoletni koszalinianie rozpoczęli poszukiwania. Same pokazane scenki wyglądają na wyreżyserowane. Tu klaun rzuca się biegiem w stronę samochodu, z którego ktoś go nagrywa, tam znowu nie zwraca uwagi na kamerę i idzie przed siebie, ciągnąc za sznurek sanki, na których jest coś, co może przypominać... ciało dziecka. Przerażające? Chyba tak, a na pewno interesujące, bo pod filmami jest liczba wyświetleń – 46 tysięcy.

Promocja miasta
O Koszalinie w internecie zrobiło się głośno. Bo sprawa tajemniczego klauna trafiła na ogólnopolskie strony i zaczęli o niej mówić ci, którzy mówieniem w internecie się zajmują, oni także rozpoczęli swoje śledztwo. Na jednym z filmów z udziałem tajemniczego klauna pojawiły isę zagadkowe liczby. Ktoś rozszyfrował – to nazwa małej miejscowości pod Koszalinem. Faktycznie, stoi w niej opuszczony dom. W sieci pojawił się film z odwiedzin w tym domu, niestety, klaun albo był w pracy, albo w ogóle tam nie mieszkał, bo autor dokumentu kręconego komórkowym telefonem go nie zastał. Niektóry studzili emocje, tłumacząc, że dom jest faktycznie opuszczony, ale on zna właściciela i z pewnością nie jest kolorowym nieznajomym, tym bardziej że mieszka zagranicą. Spirala pytań i niepewności nakręcała się coraz bardziej, klaun się pojawiał w internecie, a zaniepokojenie rosło. Aż do czasu, kiedy jeden z youtuberów oznajmił: - Wiem, kto jest klaunem! I przeprowadził na antenie (około trzeciej w nocy, a oglądały go tysiące ludzi!) wywód, mający to udowodnić.
Skoro klaun pojawiał się, i to od początku, na Spotted Koszalin (czyli tej stronie z mydłem i powidłem wyżej wymienionym), znaczy administratorzy mają wiele z nim wspólnego. A dodatkowo, kiedy o koszalińskim klaunie zaczęła mówić cała Polska, jeden z założycieli strony zamieścił post z tytułem „Ale poszło...” Czyli to akcja marketingowa internetowej strony, nic innego – twierdził youtuber. Fakt, na tę stronę zaczęły wchodzić tysiące osób, fakt, komentarzy pod postami o klaunie były setki, fakt, miasto dostało darmową promocję, ale co z tego? Może się dopiero okaże, bo wytypowany przez domorosłego Sherlocka Tomek Piskorowski zaprzecza stanowczo. I dementuje.

Nie jestem klaunem!
Mówi zdecydowanie przez telefon. I dodaje gorzko: - Wie pani, co ja teraz mam za życie? Dzwonią do mnie, piszą esemesy, pytają, dosłownie wszyscy. Nie ma minuty spokoju. Ciągle albo jakieś wiadomości, albo telefony, dzieciaki dzwonią, odpieram – cisza. Starsi gadają o wypisują jakieś bzdury, żyć się nie da – denerwuje się. Ale jednocześnie przyznaje, że to oni wypuścili informacje o klaunie w świat. - Faktycznie, kiedy przysłano nam pierwsze zdjęcie, postanowiliśmy je opublikować. Przecież nikomu nie szkodziliśmy, a to mogło być ciekawe, kolejne fotografie pokazały, że ludzie się klaunem zainteresowali, uznaliśmy więc, że temat pociągniemy. Trzeba przyznać, że klaun wypromował nam miasto, bo mówi się o nas. Kto mówi? Właśnie youtubrerzy, którzy mają rzesze fanów.
Tomasz jest bombardowany telefonami i esemesami, bo jeden z youtuberów, ten, który go „rozszyfrował”, przypadkiem pokazał na ekranie komputera jego numer telefonu. A oglądającym wiele nie było trzeba. I puszka Pandory został otwarta.
Czy na koszalińskiej stronie będą pojawiały się kolejne informacje o klaunie? - Nie. Już nie będziemy ich publikować, za daleko to wszystko poszło – mówi Tomek. - Sam chciałbym, żeby wyszło, kim on jest, żeby się okazało chociażby, że to jakaś marketingowa akcja, bo by się skończyło.

Żart czy choroba?
Niestety, nikt o klaunie wypowiadać się nie chce. Nawet psycholog, zagadnięta o ten wątek, chce być anonimowa: - Tajemniczy przebieraniec to nie nowość, na świecie od lat krążą opowieści, niestety, wiele jest prawdziwych, o ludziach, którzy dokonują przestępstw w przebraniach. Co to oznacza? Zwykle taka maskarada jest po prostu kamuflażem, nie pozwala zidentyfikować przestępcy od razu, zaciemnia obraz i sprawca jest trudny do wykrycia. Tu jednak nie mamy do czynienia z żadnym przestępstwem, ten przebieraniec niczego złego nie robi, to wygląda po prostu na prowokację, chęć zainteresowania sobą. A może faktycznie okaże się, że to marketingowa akcja? - zastanawia się psycholog.
Zdarza się, że przebieranie się za różne postaci jest silniejsze od człowieka. Wielu pewnie słyszało o ludziach kotach czy upodabniających się na przykład do szatana. Są też miłośnicy tatuażu, który może pokrywać ich całe ciała. - Tak ludzie czasem kamuflują jakieś swoje deficyty. Wyjście poza maskę często jest poprzedzone długotrwałą terapią, ale każdy przypadek specjalista analizuje indywidualnie – mówi psycholog i odmawia zanalizowania naszego rodzimego klauna.
Dlaczego tajemnicza postać tak zafascynowała internautów? Trudno uwierzyć, ale pod postami z jej udziałem są setki komentarzy. - Zainteresowani to przeważnie 10, 11-, 12-latkowie – mówi Tomasz Piskorowski, współzałożyciel Spotted Koszalin. - Dzieciaki siedzą z nosami w komórkach, bo po prostu się nudzą. I szukają wrażeń, chociaż takich.
Czy możemy spodziewać się wysypu klaunów lub podobnych postaci? - Oczywiście. Jest jakaś postać, niedługo będą naśladowcy. A potem pojawi się następny, zupełnie inny, ciekawy temat i klaun, choćby robił sobie zdjęcia, wisząc głową w dół, przestanie być atrakcyjny. To tylko kwestia czasu – mówi psycholog.
- Fascynacja postaciami z internetu, czy to popularnymi youtuberami, czy chociażby tajemniczym klaunem, bierze się często po prostu z samotności – twierdzi psycholog. - Rodzice, o czym specjaliści powtarzają w kółko, aż do znudzenia, nie prowadzą wspólnego życia z dziećmi, ograniczają się do koniecznych czynności i zdawkowych pytań. Często robią to, bo sami boją się wyzwań. Co będzie, jeśli problemy ich dzieci będą trudne? Za trudne? Takie myślenie powoduje wycofanie. Nie zapytam, żeby nie  było kłopotów. Smutne. Ale prawdziwe.
Jedni przyjęli klauna z zaciekawieniem, inni z lękiem. Szczególnie rodzice są źle nastawieni. - Dzieciaki się po prostu boją – mówi Anka, matka dwojga dzieci. - Ktoś powinien coś z tym zrobić.
Koszalińska policja nie odnotowała ani jednego zgłoszenia, dotyczącego klauna, który straszy na przykład kierowców na poboczu drogi. Nikt nie złożył doniesienia, że widział niepokojącą postać, nikt nie skarżył się, że się boi. To może znaczyć, że tajemniczy koszaliński przebieraniec jest po prostu wytworem wyreżyserowanych filmików, kręconych telefonem komórkowym. A całą resztę robi ciekawość, lęki i chęć poznania nieznanego tych, którzy klauna oglądają. Pozostaje poczekać aż fascynacja spowszednieje, a na przystani na osiedlu Jamno nogi w zimnej wodzie będzie moczył... Kto? Może nadnaturalnych rozmiarów kot? Albo przybysz z innej planety. Pożyjemy, przekonamy się.

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Klaun by się uśmiał