Miasto - Tygodnik Koszaliński

„m-Teatr” pod ministerialną kreską

Czarne chmury zawisły nad koszalińskim festiwalem „m-Teatr”. Wydarzenie po raz pierwszy nie otrzymało dofinansowania z Ministerstwa Kultury. To oznacza, że choć przegląd się odbędzie, jego formuła będzie znacznie skromniejsza.

Festiwal, na którym prezentowane są najciekawsze przedstawienia młodych polskich reżyserów, ma stałe i wierne grono odbiorców. Nic dziwnego, bo w ciągu kilku dni na scenie Bałtyckiego Teatru Dramatycznego obejrzeć można spektakle z największych i najważniejszych ośrodków w Polsce. W poprzednich latach widzowie „m-Teatru” mieli szansę zobaczyć sztuki między innymi z Poznania, Warszawy, Torunia, Krakowa i Wałbrzycha.

Tak miało być również w tym roku, ale plany organizatorów pokrzyżowała decyzja resortu kultury. - Przez sześć lat regularnie otrzymywaliśmy wsparcie finansowe, które pozwalało nam kontynuować festiwal i przedstawiać spektakle, które są naprawdę istotne, bez względu na koszt sprowadzenia ich do Koszalina – mówił Zdzisław Derebecki, dyrektor Bałtyckiego Teatru Dramatycznego i dodał: - Tylko raz nasz wniosek znalazł się „pod kreską”, ale złożyliśmy odwołanie i dostaliśmy nawet więcej pieniędzy niż się spodziewaliśmy.
W tym roku eksperci z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego nie zaopiniowali pozytywnie wniosku BTD. Teatrowi zabrało niewiele, żeby znaleźć się w grupie wydarzeń kulturalnych, które otrzymają dofinansowanie. Również odwołanie nie przyniosło skutku. - Dzięki miastu, które zarezerwowało 90 tysięcy złotych na festiwal, i skromnej puli od marszałka, będziemy mogli zorganizować „m-Teatr”, ale nasz budżet zamknie się w kwocie 120 tysięcy złotych – wyjaśnił Zdzisław Derebecki.
Problemy finansowe przełożą się, niestety, na kształt festiwalu. Choć pomysłodawcy wydarzenia zapewniają, że liczba spektakli się nie zmniejszy, to jednak nie będą to monumentalne dzieła sceniczne z widowiskową scenografią. - Pójdziemy w kierunku przedstawień małoobsadowych, czyli takich, które nie kosztują dużo – tłumaczył dyrektor koszalińskiego teatru.
Zabraknie też wydarzeń towarzyszących, w tym czytania sztuk młodych dramaturgów oraz prezentacji i gali finałowej.
-  Naszemu festiwalowi grozi marginalizacja - zaznaczył Piotr Ratajczak, dyrektor programowy „m-Teatru”. - Średni koszt sprowadzenia przedstawienia to 30 do 40 tysięcy złotych, więc rachunek jest prosty – możemy zrobić festiwal dwóch, dużych spektakli. Bez pieniędzy z Ministerstwa Kultury „m-Teatr” będzie szedł w kierunku festiwalu monodramów, a nie w kierunku wydarzenia, które przez wiele lat było reprezentatywnym przeglądem polskich debiutów teatralnych.
Przemysław Krzyżanowski, zastępca prezydenta Koszalina, dodał, że „m-Teatr” nie jest jedynym lokalnym wydarzeniem kulturalnym, któremu ministerstwo nie przyznało w tym roku dotacji. Pieniędzy nie dostała też Filharmonia Koszalińska na organizację koncertów w ramach „Familijnego Parku Sztuki” oraz festiwal debiutów „Młodzi i Film”. - Po raz pierwszy ministerstwo nie przyznało nam też dofinansowania na festiwal organowy – wskazuje włodarz miasta i dodaje, że organizatorzy złożyli odwołanie i czekają na odpowiedź.
Pieniądze z resortu kultury trafiły jedynie do Koszalińskiej Biblioteki Publicznej.
(amb)

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: „m-Teatr” pod ministerialną kreską