Miasto - Tygodnik Koszaliński

Kiedyś chluba, dziś ruina

   Kiedyś chluba, dziś ruina       ::  Fot:   Mariusz Czajkowski

Czasem nawet najpiękniejsza historia źle się kończy.

Tak chyba jest w przypadku budynku, który jeszcze rok temu mieścił wielce zasłużoną dla koszalińskiej kultury placówkę zwaną potocznie „Empikiem”, ale od dawna nie był ozdobą tej części miasta, raczej smutnym wyrzutem i świadectwem przemijania.Od paru lat obiekt wyraźnie podupadał. Murszejącą, brudną fasadę zasłaniały bannery reklamowe.

Ale i tak straszył zniszczonymi futrynami, odpadającym tynkiem. Na dole były jeszcze rozjaśnione okna księgarni, wyżej - ciemne, wyraźnie puste pomieszczenia, choć mieściła się tam szkoła językowa i kilku najemców wymieniło okna na nowe.

A było tak pięknie!
Miejsce to powstało w 1967 roku, jako jedna z form działalności Robotniczej Spółdzielni Wydawniczej „Prasa-Książka-Ruch”. RSW z kolei powstała w 1973 roku z połączenia trzech instytucji: RSW Prasa, wydawnictwa Książka i Wiedza oraz Przedsiębiorstwa Upowszechniania Prasy i Książki „Ruch”. Firma trzymała w jednym ręku krajową dystrybucję prasy oraz sporą część rynku wydawniczego. Nazwa „kiosk Ruchu” nadal oznacza po prostu budkę z gazetami. Właścicielem tego koncernu była PZPR. RSW miała własne drukarnie i wydawała 45 gazet codziennych, ponad 200 czasopism, kalendarze, widokówki, reprodukcje dzieł sztuki, płyty, kilkaset książek rocznie w siedmiu wydawnictwach. To był kolos, który lata całe kształtował gusta czytelnicze Polaków. Kluby Międzynarodowej Prasy i Książki powstawały od 1948 roku. Nazywano je oknami na świat i dużo w tym prawdy. Choć okno otwarte było najszerzej w jedną stronę, to jednak tu kupowało się (lub chociaż była możliwość przejrzenia) także prasę zachodnią, w tym tak ukochane przez eleganckie Polki żurnale. Przebywający wtedy w Polsce Rosjanie tu kupowali albumy prezentujące sztukę swojego kraju, bo były i dostępne, i... tanie. Empiki stały się prawdziwymi domami kultury. Tu zapraszano na promocje książek, spotkania autorskie, aktorskie, koncerty. Tu funkcjonowały kawiarnie z czytelniami prasy, salony wystawiennicze, z czasem organizowano cieszące się ogromnym powodzeniem kursy języków obcych (angielski, niemiecki i francuski).
To wszystko działo się i w Koszalinie w obszernym, specjalnie dla tego celu zaprojektowanym i zbudowanym obiekcie przy ul. Zwycięstwa 106/108, w samym centrum miasta. Budynek ładnie wkomponowano w skarpę schodzącą do Dzierżęcinki, stąd od strony rzeki były jeszcze dwa lokale. W jednym mieściła się kwiaciarnia, w drugim przez lata sklep filatelistyczny, a potem lokale gastronomiczne. Ostatnim była kawiarnia Puszczyk. Księgarnia zapewniała najnowsze tytuły książek, w Galerii Nadbałtyckiej prezentowano regularnie wystawy sztuki, panie same szyjące kreacje tu nabywały pierwsze Burdy (żurnale z wykrojami). Tu można było kupić pocztówki na każdą okazję i książki z reprodukcjami obrazów. Organizowano spotkania, a nawet recitale i koncerty kameralne (w jednej z czytelni stał fortepian). W 1988 roku to stąd nadawano koszalińską edycję słynnego do dzisiaj Dziennika Telewizyjnego o 19.30. Ostatnią dyrektorką koszalińskiego Empiku była Aniela Ratajewska. Bo potem już była tylko księgarnia. Ale była to wciąż największa księgarnia Koszalina.

Zmiany, zmiany...
22 marca 1990 roku ustawą sejmową zlikwidowano RSW, majątek podzielono między powstałe w tym czasie partie, jak SdRP, PC, Unia Demokratyczna, Solidarność i inne. A co się stało z KMPiK, zwanymi potocznie Empikami? Było ich w Polsce blisko 100, w tym koszaliński. Zostały tą samą ustawą przekształcone w przedsiębiorstwo Empik Sp. z o.o. Ostatnim właścicielem spółki jest (był?) czeski fundusz inwestycyjny Penta Investmens Ltd zarejestrowany na Cyprze. Spółka Empik postawiła głównie na prowadzenie księgarń. Choć w swojej misji zapewnia, że organizuje rocznie ponad 1.600 spotkań autorskich, w Koszalinie akurat zdarzało się to i nadal zdarza niezmiernie rzadko. Już wcześniej nie funkcjonowały ani czytelnia, ani galeria sztuki, zaś salon pocztówek wchłonęła księgarnia. W pomieszczeniach na tyłach budynku przez czas jakiś funkcjonowała sala zabaw dla dzieci, która obecnie mieści się przy ul. Modrzejewskiej. Istniała nadal szkoła językowa, ale wiele pomieszczeń na piętrach stało pustych. W latach 1989-95 mieściła się w nich redakcja pierwszej prywatnej gazety codziennej „Goniec Pomorski”. W 2006 pracę rozpoczęła inna redakcja - gazety Miasto, wówczas dziennika, nim po roku przeniosła się na ul. Partyzantów. Od tego to czasu okna na II i III piętrze Empiku na zawsze pociemniały. Firma tymczasem otworzyła w Koszalinie dwa duże salony księgarskie – oba w galeriach handlowych i tym samym ten, dawniej wiodący salon w centrum miasta, tracił klientów oraz pozycję. I stało się – w pierwszych dniach września ub.r. salon został zamknięty. Jak się okazało – definitywnie. Chodziły słuchy, że przejmie go inna sieć księgarska, ale ta nie tylko tego nie uczyniła, lecz sama zniknęła z koszalińskiego rynku.

Przykry koniec
Budynek zaś już wcześniej sprzedano. Kilka miesięcy temu zdarto brudne, pełne zacieków bannery z górnej części, w byłym salonie pojawili się robotnicy, zaś wokół materiały budowlane.
Inwestor – firma Braxton Investment ze Szczecina rozpoczęła remont obiektu, przystosowujący go do nowej funkcji. Z nieoficjalnych wiadomości wynikało do niedawna, iż obiekt ma być przebudowany na mieszkania z pozostawieniem na parterze funkcji handlowej (lokal o pow. 1017 m kw.). W koszalinian wstąpiła nadzieja, że straszący coraz bardziej obiekt przestanie szpecić główną ulicę miasta, podobnie zresztą, jak zapomniane po drugiej stronie Zwycięstwa lokale po barze mlecznym i lumpeksie.
Niestety, nadzieja trwała krótko. Remont bowiem stanął, robotnicy i sprzęt zniknęli, zostawiając opróżnione i posprzątane pomieszczenia. Niedawny inwestor nie odpowiada na telefony. Na ścianie frontowej wisi, co prawda, tabliczka informująca, że administratorem obiektu jest Zespół Zarządców Nieruchomości z Koszalina, ale to już nieaktualny ślad od około trzech lat. Ratusz także nie posiada informacji na temat losów obiektu, ponieważ prywatny właściciel nie ma obowiązku dzielić się z władzami miasta swoimi planami. Nie ma ochoty na dzielenie się nimi także z prasą. Kontakt jest tylko telefoniczny, a telefon milczy.
To smutny przykład zmarnowanego potencjału, ale też efekt procesu „wyprowadzania się” miasta z miasta. W Koszalinie, podobnie, jak w wielu miejscowościach w Polsce – w centrach zostają lombardy, apteki, banki i para-banki z rzadka przetykane sklepami z odzieżą. Całe „życie” przenosi się do galerii handlowych.
Dana Jurszewicz



















Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Kiedyś chluba, dziś ruina