Miasto - Tygodnik Koszaliński

Gadacze i słuchacze

Jadę pociągiem Pendolino, cichym, przyjaznym dla pasażerów. Żaden tam stukot kół wbijający się po paru godzinach w mózg ani grzechot metalowych części wagonów.

Niestety, obok siedzi młoda pracownica korpo wracająca z konferencji. Impreza była ciekawa, ale towarzysko niezbyt udana, ludzie okazali się drętwi... Skąd to wiem? Od Gdańska do stolicy kobieta opowiedziała o swoich wrażeniach i braku przeżyć intymnych czterem (!) osobom. Po kolei. Przy trzeciej wersji pasażerowie wokół chrząkali, uśmiechali się wymownie, ale jej to nie peszyło.

Audycja skończyła się dopiero, kiedy kobieta wysiadła. Czekam w jednej z koszalińskich przychodni lekarskich. Przestrzeń niewielka, ludzi sporo. Wjeżdża młoda matka z wózkiem wypełnionym śpiącym dzieckiem. Czas trzeba jakoś zabić, więc wyciąga telefon. Wszyscy słuchamy, że wczoraj synek spał dobrze, ale dziś marudzi, potem lecą jakieś opowieści o spotkaniach, planach na obiad. Same newsy. Na zwróconą uwagę odwarknęła, że zakazu prowadzenia rozmów telefonicznych tu nie ma. No, nie ma. A jak były – nie skutkowały, o czym wiem od pracowników. Koleżanka opowiadała, że w strefie ciszy w pociągu pewien pan cały czas rozmawiał przez telefon. Ten z kolei na uwagę odparł, że przecież on nie dzwoni, to do niego są telefony.
Zadziwiają mnie dwie rzeczy. Tak dbamy o „dobro osobiste”, że wymazujemy nazwiska z tablic informacyjnych i domofonów w blokach, zachwycamy się RODO, a naprawdę zupełnie o te dobra nie dbamy. Siejemy nasze dane, gdzie popadnie – wrzucając informacje o nieudanych pierogach na FB lub opowiadając publicznie o chorobie, kłótni z przyjaciółką i zakupie czegoś tam. Ale uwaga, ZUS już przeglądał profile na portalach społecznościowych swoich klientów, by je porównywać z wnioskami, a zwłaszcza informacjami o chorobie i zwolnieniach lekarskich. I będzie mógł to robić nadal, bo zdjęcie spod palmy zamiast z łoża boleści zamieszczone na portalu jest równoznaczne z jego upublicznieniem.
Po drugie - publiczna rozmowa telefoniczna jest czymś obrzydliwym i swego rodzaju torturą. Rozmówca zaprasza nas do swojego życia, ale trzyma mimowolnych słuchaczy w korytarzu i z zaklejonymi ustami. Tak, bo słowo komentarza (a znam osoby, które celowo włączają się do rozmowy) wywołuje natychmiastową reakcję: „To dlaczego pan/pani słucha?” Drodzy „gadacze” - uwierzcie, nie da się nie słuchać. I nie dlatego, że to, co opowiadacie, jest takie ciekawe.


Dana Jurszewicz

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Gadacze i słuchacze