Miasto - Tygodnik Koszaliński

Pozory

Przywódca prawdziwego mocarstwa spotkał się z dyktatorem państewka uważającego się za mocarstwo.

Nie lubię zdrobnień, ale to, odnoszące się do Korei Północnej, oddaje istotę funkcjonowania azjatyckiego państwa opanowanego przez rodzinę szaleńców i rządzonego przez kolejnych jej przedstawicieli. To jest państewko, a jego wódz to satrapa, który wymordował miliony swoich rodaków, uważając, że działa w słusznej sprawie.
Wspaniały polski dokumentalista Andrzej Fidyk zaprezentował w 1989 roku film pt. „Defilada”, przedstawiający uroczystości z okazji 40. rocznicy proklamowania Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej i dojścia do władzy Kim Ir Sena.
Dzisiaj rządzi Koreą jego potomek.
Fidyk nie musiał niczego konfabulować, ubarwiać, interpretować - pokazał Koreę taką, jaka była wtedy i jaka jest dzisiaj.
Film jest wstrząsającym obrazem, pokazującym kult jednostki w reżimie totalitarnym. Nie pokazuje umierających z głodu Koreańczyków, więzionych w obozach koncentracyjnych, prześladowanych za najmniejsze przewinienie i nawet domniemaną nieprawomyślność. Widzimy kraj ludzi szczęśliwych, kochających wodza, gotowych oddać za niego życie.
Jednak oglądając „Defiladę” i znając chociaż trochę historię, wiemy, że piękne obrazy to pozór, to konfabulacja, to dzieło totalnej propagandy szaleńca i zniewolonych przez niego poddanych.
Od premiery filmu Fidyka minęło prawie 30 lat, w Korei nic się nie zmieniło oprócz tego, że kolejny Kim dozbroił państewko w broń atomową i może straszyć cały świat.
Z satrapą spotkał się przywódca światowego imperium. Rozpływał się w zachwytach i pochwałach azjatyckiego wodza. Można było dojść do wniosku, że nieważna jest przeszłość, natomiast ważne jest tylko to, co dzieje się dzisiaj. Wstrząsające wrażenie. Rozległy się nawet głosy, że wielki prezydent i mały satrapa mogą zasłużyć na pokojową nagrodę Nobla.
Kiedy film Fidyka zobaczył ówczesny przywódca Korei, uznał, że jest to najlepszy film o państewku zrobiony przez obcokrajowców. Fidyk twierdzi, że mało brakowało, a dostałby od Kima medal.
Dzisiaj scenariusz filmu napisał Kim Dzong Un i on film wyreżyserował. Podobnie jak w 1989 roku, obserwatorzy najpierw się ucieszyli, ale im bardziej zaczęli się zastanawiać, tym uciechy było mniej. Poczuli, że film dziejący się w Singapurze ma drugie dno i tak naprawdę jest filmem o potwornym reżimie, stwarzającym pozory otwartości i gotowości do zmian. Prezydent USA określił spotkanie jako szczere, bezpośrednie i produktywne. Nie powiedział czy oznacza ta „szczerość”, że rozliczone zostaną zbrodnie, a winni poniosą odpowiedzialność, podkreślił natomiast, że Kim jest człowiekiem, któremu można ufać.
Pozory zwyciężyły.

Andrzej Rudnik





Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Pozory