Miasto - Tygodnik Koszaliński

Wywalczyli sobie drzewo

  Wywalczyli sobie drzewo       ::  Fot:   Mariusz Czajkowski

Jest stary, kiedy wieje wiatr – brudzi wokół szyszkami, a do tego jeszcze kładzie się na dach budynku, stojącego tuż przy nim. Za te przewinienia kara może być tylko jedna – wycięcie.

Losy modrzewia przy ul. Wyspiańskiego były, zdawało się, przesądzone, ale w obronie drzewa stanęli mieszkańcy. Zaczęło się od kartek, umieszczonych na płotach i drzwiach klatek schodowych. Na nich – zawiadomienie i prośba o nieparkowanie samochodów w określonym dniu. Będą wycinać drzewo. Mieszkańcy Wyspiańskiego, którzy chcą przywrócić ulicy dawną świetność i robią wszystko, żeby było to miejsce wyjątkowe, oburzyli się.

- Kartki zobaczyłam chyba 6 czerwca, na nich była informacja, że zaplanowano wycinkę na 9 tego miesiąca. W 2015 roku zostaliśmy postawieni w podobnej sytuacji, z dnia na dzień pojawiła się wiadomość o wycince okazałego starego klonu, to było w piątku na sobotę, byliśmy bezradni, drzewo wycięto, pozbawiając nas cienia i pięknego widoku z okna, dlatego tym razem postanowiliśmy od razu działać – mówi Agata Ossowska, mieszkanka ulicy Wyspiańskiego. - Próbowaliśmy ustalić, na czyj wniosek pojawił się ten pomysł, dowiedzieliśmy się, że sprawą zajmuje się Zarząd Budynków Mieszkalnych i na podstawie dostępu do informacji publicznej uzyskaliśmy dokumentację, dotyczącą modrzewia – opowiada pani Agata. - Mieliśmy wątpliwości co do wydanej opinii o zagrożeniu, jakie ponoć jest, dlatego poprosiliśmy specjalistę o wydanie ekspertyzy. Sami za nią zapłaciliśmy - mówi. - Obserwujemy to drzewo, spadają z niego gałązki, szyszki, może to się komuś nie podobać. Ale takie drzewo trzeba pielęgnować. Przeprowadziliśmy się kilka lat temu do Koszalina z Gdańska, tam wielokrotnie widzieliśmy takie prace pielęgnacyjne.
- Mieszkam tu od 61 roku – mówi Barbara Polcyn, jedna z pań, które postanowiły przeciwstawić się wycince. - Ten modrzew już wtedy tu stał, nie wyobrażam sobie, żeby mogło go nie być. Trzeba coś zrobić, może TVN zainteresować? Jak trzeba będzie, to ja się do tego drzewa łańcuchem przypnę – to postanowienie jest dowodem desperacji kobiety.
O tę ulicę walczy także koszalińska artystka, malarka i architektka wnętrz, Greta Grabowska. Sporny modrzew widzi z okna. - Jest piękny, nie może zniknąć z naszej ulicy – mówi. - Kiedy zobaczyłam kartki, informujące o wycince, stanęłam na równe nogi, dzwoniłam wszędzie, chciałam się dowiedzieć, dlaczego drzewo ma iść pod topór. Tłumaczenie jest po prostu śmieszne, niby przeszkadza budynkowi, przed którym rośnie, proszę spojrzeć, ten dom od lat jest zaniedbany, stoi pusty, niszczeje. Tak naprawdę to czas się z nim źle obchodzi, bo nikt o niego nie dba. Fakt, kilka gałęzi kładzie się na dachu, ale przecież można je po prostu podciąć, nie ma potrzeby wycinać całego drzewa – przekonuje. - Kolejna rzecz, niby korzenie niszczą chodnik, wystarczy spojrzeć wzdłuż ulicy, po drugiej stronie, tam nie ma żadnego drzewa, a chodnik jest w dużo gorszym stanie. Z tej wycinki ktoś chce mieć po prostu biznes – mówi. - Drewno modrzewiowe może być łakomym kąskiem, bo to trwały i mocny materiał, może ktoś po prostu chce na nim zarobić? - zastanawia się mieszkanka.

Papierologia
We wrześniu 2016 roku spisano protokół w sprawie wykonania cięć pielęgnacyjnych drzewa. W skład komisji weszły dwie osoby: właścicielka Zakładu Urządzeń i Renowacji Terenów Jolanta Staniszewska i zastępczyni kierownika Działu Eksploatacji Zarządu Budynków Mieszkalnych Elżbieta Fiebiger. I ta komisja stwierdziła, że drzewo zagraża w dużym stopniu bezpieczeństwu ludzi oraz samochodom. W listopadzie ZBM wysłał do Urzędu Marszałkowskiego wniosek o wydanie zezwolenia na wycinkę. Dołączono odpowiednie załączniki i w grudniu przyszła decyzja – zezwolono na wycięcie modrzewia, po uprzedniej wizytacji pracowników Wydziału Zamiejscowego urzędu w Koszalinie. W decyzji zaznaczono, że w dniu, w którym modrzew oglądali urzędnicy „(...) nie stwierdzono występowania gatunków chronionych (...)”. Ani roślin, ani grzybów, ani zwierząt. Stwierdzono też, że w zamian za stratę modrzewia, w tym miejscu nie pojawią się inne nasadzenia. Do decyzji dołączono także pouczenie, w którym czytamy m.in. „zabieg (…) należy przeprowadzić respektując przepisy art. 51 ustawy z dnia 16 kwietnia 2004 r. o ochronie przyrody w stosunku do dziko występujących roślin i grzybów (…) oraz art. 52 tej ustawy w stosunku do dziko występujących zwierząt objętych ochroną gatunkową”. Gdyby takie zwierzęta lub rośliny się pojawiły „należy wstrzymać wycinkę drzewa oraz zwrócić się ze stosownym wnioskiem do Generalnego (bądź Regionalnego) Dyrektora Ochrony Środowiska”. W pouczeniu czytamy też, że przed wycinką trzeba obejrzeć drzewo, czy nie ma w nim gniazd, a gdyby były „(... wycinkę (…) można realizować dopiero po okresie lęgowym, tj. od 16 października do końca lutego”. I jeszcze dwa pisma: prośba od ZBM-u do Urzędu Marszałkowskiego o przesunięcie terminu wycięcia modrzewia na 30 czerwca 2018 roku oraz decyzja z orzeczeniem zgody na tę zmianę.
- Z pewnością jest tam jedno gniazdo: gołębia grzywacza, w tym roku niezajęte. Czy są inne gniazda, na razie nie jestem w stanie stwierdzić – mówi  Krzysztof Beznar, biolog, specjalista w zakresie monitorowania środowiska przyrodniczego. - Trwa okres lęgowy, nie mogę stosować technik alpinistycznych, żeby obejrzeć drzewo z bliska choćby z tego powodu, że mógłbym zagrozić ptakom, a poza tym, drzewo stoi na terenie ZBM-u, oczywiście, bez zgody tej instytucji nie mogę na nie wejść. Gdyby taka zgoda była, można to zrobić po okresie lęgowym – podkreśla.

Pomnik przyrody?
- Drzewa w mieście trzeba chronić, a nie wycinać – to słowa Zuzanny Sugier, która przez lata zajmowała się zielenią miejską, wypowiedziane przy okazji awantury o plany wycięcia drzew na ul. Piłsudskiego. Tego samego zdania są mieszkańcy ulicy Wyspiańskiego. - Spać po nocach nie mogę, bo myślę o tym drzewie, przecież to zdrowy modrzew, jak można go wycinać? - dziwi się Barbara Polcyn. - Byłam u urzędników, pani zapewniła mnie, że żadnej wycinki nie będzie.
- Wymiary tego drzewa wskazują, że powinno być zakwalifikowane jako pomnik przyrody – twierdzi Greta Grabowska i przytacza treść Dziennika Ustaw z 12 grudnia 2017 roku. - Jest tam wyszczególniony modrzew, który musi mieć minimalnie 250 centymetrów obwodu. Próbuję zainteresować tą sprawą miejskich radnych, bo to oni powinni wystosować wniosek o uznanie drzewa za pomnik przyrody, boję się tylko, że do czasy planowanej wycinki, tj. do końca czerwca, nie zdążą tego zrobić.
- Mieszkańcy powinni złożyć wniosek do radnych o ustanowienie tego drzewa pomnikiem przyrody. Ten modrzew jest dla nich ważny, widać to choćby po ich zaangażowaniu w całą sprawę – Krzysztof Beznar, biolog, specjalista w zakresie monitorowania środowiska przyrodniczego, jest przekonany, że drzewo nie tylko nie zagraża nikomu, ale jest wyjątkowe i tę wyjątkowość trzeba szanować. - To okazały modrzew, a do tego rośnie w starej dzielnicy, wśród przepięknych kamienic – mówi. - Przesłanką, która kwalifikuje go do miana pomnika przyrody, jest obwód – to ponad 310 centymetrów na wysokości 130 cm – mówi Krzysztof Beznar. Choć sam nie jest dendrologiem, współpracuje z firmą z Wałcza, która w dendrologii się specjalizuje. - Zrobiłem pomiary drzewa, obejrzałem je dokładnie, wykonałem dokumentację fotograficzną – mówi. - W porozumieniu ze specjalistami tworzę ekspertyzę na prośbę mieszkańców. Wynika z niej, że nie ma żadnych przesłanek do wycięcia tego drzewa.
Pan Krzysztof pracuje dla firm i instytucji, które szukają pomocy przy np. pielęgnowaniu starych drzew. - Zdarza się, że firmy i instytucje zwracają się do mnie z prośbą o wyszukanie specjalistów w danej dziedzinie. Tym modrzewiem powinien zająć się arborysta, czyli fachowiec, który w odpowiedni sposób przytnie gałęzie tak, żeby było bezpiecznie – mówi.

Co z tym wycięciem?
Są też głosy, opowiadające się za usunięciem tego drzewa. Na portalu społecznościowym rozgorzała dyskusja. Niektórzy twierdzą, że drzewo faktycznie zagraża bezpieczeństwu, są głosy, że miasto nie dopilnowało rozrostu modrzewia i nie dbało o niego odpowiednio.
Zapytaliśmy, co o istnieniu bądź nie modrzewia sądzi dyrekcja Ośrodka Rehabilitacyjno-Edukacyjno-Wychowawczego, znajdującego się przy ul. Wyspiańskiego 4, czyli w miejscu, gdzie drzewo rośnie i od czasu do czasu sypie szyszkami.

Wycinania jednak (przynajmniej na razie) nie będzie. Robert Grabowski, rzecznik ratusza, uspokaja mieszkańców: - Rozmawiałem z dyrekcją Zarządu Budynków Mieszkalnych. Jeszcze raz przyjrzano się sprawie i już wiadomo, że modrzew nie będzie wycięty. Konieczna jest jego pielęgnacja, szczególnie w koronie, nad ulicą, i taka zostanie przeprowadzona – wyjaśnił rzecznik. Skąd taka zmiana decyzji? - To reakcja na wizyty mieszkańców w ZBM-ie.
Sami mieszkańcy potwierdzają, że odwiedzali miejską spółkę dość licznie. - To pokaząło tylko, że po prostu nam na tym drzewie zależy, tak samo zresztą jak na całej ulicy, którą można pokazywać bez wstydu przyjezdnym. Pewnie niektórzy pamiętają, jak wyglądała ulica Wyspiańskiego jeszcze kilka, kilkanaście lat temu? Nie ma porównania – mówią.
I już się cieszą, ale to umiarkowana radość: - O to walczyliśmy. Ale dopóki nie zobaczę tego na piśmie, to nie uwierzę. Wiem, że ZBM poprosił Urząd Marszałkowski o przedłużenie terminu wycinki do końca roku – mówi jedna z mieszkanek. - Pożyjemy, zobaczymy, no i będziemy starać się, żeby nasz modrzew był pomnikiem przyrody.

 

Joanna Wyrzykowska

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Wywalczyli sobie drzewo