Miasto - Tygodnik Koszaliński

(Nie)Bezpiecznie nad Bałtykiem

Latem nad Bałtykiem wypoczywa kilkadziesiąt tysięcy turystów z Polski i zza granicy. Jednak nie wszyscy potrafią zachować podstawowe zasady bezpieczeństwa kąpieli w morzu, a niektórym brakuje szczęścia.

By utonięcia zdarzały się jak najrzadziej nad spokojnym i bezpiecznym wypoczynkiem wczasowiczów czuwają ratownicy. W samej gminie Mielno jest ich  ponad siedemdziesięciu. O wadach i zaletach pracy ratownika oraz o tym jak zadbać o swoje bezpieczeństwo podczas wypoczynku nad Bałtykiem zapytaliśmy Leszka Pytla, szefa ratowników w gminie Mielno.

Ilu ratowników będzie czuwało nad bezpieczeństwem turystów na plażach w gminie Mielno w tym sezonie?

Leszek Pytel: Potrzebujemy sześćdziesięciu ośmiu ratowników. W tym roku było duże zainteresowanie. Zgłosiło się więcej osób niż mamy miejsc. Przyjechało dużo osób z Koszalina. Mamy komplety na wszystkie wieże i zostaje jeszcze rezerwa. Przyjęliśmy 72 osoby. Jesteśmy jednym z niewielu kąpielisk, na których jest takie obłożenie w tym roku.

Jakie cechy charakteru i zdolności fizyczne musi mieć osoba, która chce podjąć pracę jako ratownik?

L. P.: Taka osoba musi przede wszystkim dobrze pływać i potrafić pracować w zespole, bo bycie ratownikiem nad morzem to nie jest indywidualne zajęcie, ale praca w minimum trzyosobowej ekipie. Pracujemy w grupach, bo morze jest bardzo niebezpieczne. Wiele osób się o tym przekonało próbując indywidualnie udzielać pomocy tonącym. Często udawało nam się uratować osobę, która tonęło, a tego, który próbował jej pomóc na własną rękę nie udało się uratować. Trzeba być też spostrzegawczym i umieć pracować z ludźmi, bo z Polakami pracuje się trudno. Większość z nich uważa, że ratownicy są tylko po to, by przeszkadzać turystom podczas wypoczynku, a my jesteśmy po to, by dbać o ich bezpieczeństwo i żeby wszyscy, którzy przyjechali na plażę wrócili do domu.

Czy zarobki ratownika są satysfakcjonujące?

L.P.: Na ratownictwie jeszcze nikt się nie dorobił, ale zarobki z roku na rok są większe. W tym roku najniższa płaca będzie wynosić trzy tysiące sto złotych brutto dla początkującego ratownika. Przypominam jednak, że to jest praca przez trzydzieści dni w miesiącu przez osiem godzin dziennie. Kiedyś to była fajna forma spędzania wakacji, ale od kiedy zmieniono system szkolenia ratownika, a uzyskanie stopnia ratownika jest dosyć drogie, bo kurs kosztuje około dwóch tysięcy złotych, to już nie wszystkim się to opłaca. Tym bardziej, że nie wszyscy wiedzą czy będą się nadawali do pracy na plaży i czy im się to spodoba. Wydać tyle pieniędzy, by popracować w ten sposób przez jeden sezon mija się trochę z celem. Już lepiej spożytkować te pieniądze na fajny, wakacyjny wyjazd.

Czy jest to zatem dobra praca dla studentów?

L.P. Około dziewięćdziesiąt pięć procent osób, które pracują latem na plażach stanowią uczniowie i studenci. Zawodowych ratowników jest niewielu. Byłoby fajnie, gdybyśmy mogli tak jak dawniej zatrudniać szesnastolatków. Był kiedyś taki stopień młodszego ratownika, który kosztował niewiele, bo około trzysta złotych. Przychodził do nas młody człowiek, który uczył się ratownictwa pod okiem osoby doświadczonej. Jeśli mu się spodobało, robił kolejny kurs i zostawał z nami przez całą szkołę średnią i studia, czyli około 8 lat. I trzeba przyznać, że to byli najlepsi ratownicy.

Jak by Pan zachęcił młode osoby do podjęcia pracy jako ratownik?

L.P.: To są fajne wakacje, które pomagają zyskać umiejętność pracy w zespole. To niemal każdemu przyda się później w pracy zawodowej. Ponadto można nabyć zdolność dogadywania się z ludźmi, bo czasem trzeba ich umieć wyciszyć, pocieszyć, a czasem nawet im pogrozić. Tego się trzeba nauczyć, a plaża uczy właśnie tego.

W jaki sposób zabezpieczacie plażę?

L.P.: Przede wszystkim dbamy o oznakowanie za pomocą boi. Kąpiel w miejscach do boi czerwonej zalecana jest dla osób, które nie potrafią pływać, bo tam głębokość sięga około metra i trzydziestu centymetrów. Do boi żółtej oznaczony jest akwen dla osób, które mają umiejętność pływania, bo tam jest już głębiej. Jednak apeluję, nie przeceniajmy swoich umiejętności pływackich, bo w morzu trzeba umieć naprawdę bardzo dobrze pływać. Tu, w Mielnie mamy jeszcze jedną bardzo dobrą rzecz, czyli radiowęzeł, który jesteśmy w stanie dotrzeć bezpośrednio do turystów i przekazać im informacje o stanie morza i o tym czy jest bezpiecznie czy nie.



Jak osoby wypoczywające na plaży powinny dbać o swoje bezpieczeństwo i dzieci , by ograniczyć pracy ratownikom, a sobie samym niepotrzebnego stresu?

L.P. Przede wszystkim należy przychodzić na plaże strzeżone. To jest absolutna podstawa. Na właściwą reakcję, by uratować osobę, która jest w potrzebie mamy maksymalnie dziesięć minut, więc ludzie nie powinni oddalać się na większą odległość. Ponadto należy przestrzegać podstawowych sygnałów. Biała flaga oznacza, że kąpiel jest dozwolona, a czerwona barwa chorągiewki oznacza, że kąpać się w morzu nie wolno. Ta czerwona flaga nie pojawia się dlatego, że ratownikom nie chce się pracować tylko dlatego, że są niesprzyjające warunki. Bałtyk jest bardzo niebezpieczny. Nasze morze jest bardziej niebezpieczne niż Morze Śródziemne, czy Atlantyk, bo Bałtyk jest mniej zasolony i tutaj łatwiej się utopić. Czerwona flaga pojawia się wtedy, kiedy fala  ma powyżej trzech stopni w skali Beauforta, jest niska temperatura wody (poniżej trzynastu stopni Celsjusza) i ograniczona widoczność oraz występują prądy wsteczne, czyli takie warunki, które powodują, że kąpiel jest bardzo niebezpieczna. Duży kłopot na plaży sprawiają nam też dzieci, które bardzo często się gubią. Plaża to bardzo monotonny krajobraz i nietrudno się tu zgubić. Chciałbym przestrzec rodziców, żeby wchodząc na plażę pokazali dzieciom charakterystyczne punkty na plaży oraz miejsca, w których stacjonują ratownicy i powiedzieli pociechom żeby przyszły do ratowników, gdy stracą kontakt wzrokowy z rodzicami.

Jakie są najczęstsze grzechy turystów?

L.P.: Prawie zawsze problemem jest alkohol. To jest  grzech chyba wszystkich plaż, bo Polak przyjeżdżający nad morze musi mieć swój grajdoł otoczony parawanem, a w nim oczywiście alkohol. Ponadto dużym grzechem turystów jest przecenianie swoich umiejętności pływackich. Tutaj pływa się zupełnie inaczej niż na śródlądziu. Fala nie zawsze przesuwa w kierunku lądu. Jak już wspominałem, czasem występują prądy wsteczne, które wciągają w głąb morza i trudno wrócić. Dlatego jeśli przychodzimy na plażę to pływajmy blisko brzegu i nie przeceniajmy swoich umiejętności. Faktycznie, alkohol to coś co rozluźnia, ale nie nadużywajmy go. Jeśli wypijemy jedno czy dwa piwa to nie powinno być problemu, ale bądźmy ostrożni. Jeśli nie będzie nam się wydawało, że jesteśmy mistrzami świata w pływaniu to też będzie dobrze. Pamiętajmy też, by przychodząc z dzieckiem zwracać na nie uwagę. Niech ono będzie blisko nas.

Rozmawiała Anna Suwałowska

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: (Nie)Bezpiecznie nad Bałtykiem