Miasto - Tygodnik Koszaliński

Tu potrzebny jest kompromis

 Dlaczego giną?         ::  Fot:   Mariusz Czajkowski

Dla pani Jolanty niezielny spacer brzegiem morza nie był czasem relaksu. Trudno, żeby był, skoro na 5-kilometrowym odcinku plaży znalazła... pięć martwych fok.

Mieszka nad morzem od urodzenia i nigdy nie zdarzyło jej się natknąć na takie żniwo.Czy to natura płata figle i podrzuca martwe zwierzęta letnikom, czy to wojna między zwierzęciem a człowiekiem? Bo dla rybaków foki to drapieżniki.

- Dopiero do mnie dotarło, jak mało zastanawiamy się nad tym, że ten świat jest nasz wspólny, że musimy umieć w nim egzystować razem z innymi żyjącymi stworzeniami – mówiła zbulwersowana pani Jolanta, pokazując ze łzami w oczach zdjęcia, które zrobiła martwym fokom. - Nie mogę zrozumieć, dlaczego daliśmy sobie prawo wyłączności do dysponowania wszystkim, co daje natura. Te zwierzęta przecież nie wiedziały, że są dla rybaków jakimś zagrożeniem. Trzeba coś robić, żeby je ratować – mówi oburzona.

 

To szkodniki
Głośno o tym, że foki to szkodniki, mówiła w kwietniu Dorota Arciszewska-Mielewczyk, posłanka Prawa i Sprawiedliwości. – Nie może być tak, że szkodnik otaczany jest większą opieką niż rybacy. Powinno być zawarte porozumienie ministerstwa środowiska z kołami łowieckimi w sprawie odstrzałów – powiedziała. – Foka to ewidentny szkodnik, a Bałtyk nie jest jej naturalnym środowiskiem. Przed wojną płacono rybakom za zabicie foki. Jej pojawienie się u nas to wymysł WWF-u i ekologów, głównie niemieckich, którzy chcieliby nam tutaj przeflancować rezerwaty. Musimy zacząć coś robić. Nie ma innego wyjścia – dodała. I tymi słowami rozpętała wojnę.  Według szacunków populacja fok w Bałtyku to około 30 tysięcy sztuk. Zwierzęta są pod ochroną, nikt bezkarnie nie powinien robić im krzywdy. Prawda jest jednak taka, że dla jednych to urocze zwierzątka, dla innych – bezwzględne drapieżniki. - Nikt z rybaków tego głośno dotąd nie mówi, ale fok się nie lubi – mówi delikatnie jeden z mężczyzn zajmujących się połowem ryb. Zastrzega od razu, że chce pozostać anonimowy, podkreśla też, że nigdy by foki nie skrzywdził. - Ale wiem, że nie wszyscy mają opory. Trafia ich, kiedy wyławiają obżarte z każdej strony ryby.
- Ustalmy sobie jedno – morze jest domem fok, a nie ludzi -  mówi zirytowana Magda, która popiera proekologiczne działania i sama uczestniczy w takich akcjach. - Foka nie pójdzie do sklepu, kupić sobie rybę w puszce, ona je to, co daje jej morze, czyli naturalne środowisko.
A rybacy z tego, co daje morze, żyją. - Pamiętajmy, że ryb w morzu nie jest już tyle, co kiedyś. Każde wypłynięcie w morze to koszty, a jak wraca się z niczym lub z prawie niczym, to się po prostu przestaje opłacać – rybak z żalem opowiada o swojej pracy. - Kiedyś było zupełnie inaczej, Bałtyk był pełen ryby...


Patrolują plaże
Od lat polskie wybrzeże patrolują ubrani na błękitno wolontariusze z WWF Polska. To fundacja ekologiczna, działająca już ponad 50 lat na świecie, a w Polsce 15,  a ich zadaniem jest niesienie pomocy ptakom i ssakom w potrzebie. Oni właśnie przyjeżdżają na zgłoszenia, m.in. o fokach. - Są takie dni, kiedy morze jest bardziej rozkapryszone, wtedy  fale wyrzucają na brzeg martwe foki czy morświny – mówi Sebastian Barszczewski z Błękitnego Patrolu WWF. - Przyjeżdżamy wtedy, kiedy nie mogą na miejscu być pracownicy stacji morskich, wykonujemy zlecone czynności. Wspomagamy ich, dokonując dokumentacji fotograficznej, określamy płeć osobnika, mierzymy go i oceniamy wagę oraz kondycję i przyczynę śmierci, czy była naturalna, czy związana z działalnością gospodarczą człowieka – mówi pan Sebastian.
Czy doniesień o znalezionych martwych zwierzętach jest coraz więcej? - Na razie jednoznacznie nie mogę odpowiedzieć na to pytanie – mówi wolontariusz. - W ubiegłym roku miałem 37 interwencji, w tym było ich już około 55. Ale może być tak, że morze wyrzuciło martwe zwierzęta i w lipcu będzie ich znacznie mniej lub wcale. Takiej oceny będę mógł dokonać dopiero po wakacjach – twierdzi.

Dlaczego giną?
Narzędzia, jakie wykorzystują rybacy do połowu ryb, mogą być śmiercionośne dla morskich ssaków. I często są. - Ostatnie znaleziska mogą o tym świadczyć - opowiada. - Jeśli foka trafi na sieć tzw. selektywną, czyli przeznaczoną do łowienia większych ryb, głowa albo płetwa może w niej utknąć, zwierzę się szamocze, chcąc wydostać na zewnątrz i po kilku minutach po prostu się topi. Na wielu odcinkach znajdowane były foki, które miały mocno zaciśnięte na szyi nitki z sieci rybackich albo resztki siatki owinięte o szczękę. Niektóre nie mają takich śladów, ale prawdopodobnie też się utopiły.
Bezpośrednich dowodów na świadomą przestępczą działalność człowieka nie ma. - Niektóre zwierzęta na plażę koło Łaz mogły trafić z bardzo daleka i nie żyć nawet od kilku tygodni. Ślady działalności ludzkiej nosił np. morświn, który miał przecięte powłoki brzuszne. Choć rybacy powinni ciało ssaka, który zaplącze się w sieci dostarczyć do stacji badawczej, wielu z nich nie robi sobie kłopotu i po rozcięciu brzucha wyrzuca do morza – mówi pan Sebastian. - Rozcinają go po to, żeby w ciele nie zbierały się gazy, które spowodują, że martwa foka nie zatonie.

Jak pogodzić interesy?
Foka nie wie, że robi krecią robotę, podżerając solidną rybę, złapaną w sieć. Jest u siebie i przynajmniej polowaniem się nie zmęczy. Nie wie też, że zaplątując się w sieć ryzykuje życie. Rybak natomiast jest zły, kiedy w sieci znajduje uszkodzone sztuki. Teoretycznie można pogodzić żywieniowe i biznesowe interesy. - Pojawiają się nowe projekty, na przykład specjalne klatki. Są testowane na wybrzeżu szwedzkim – informuje pan Sebastian. - To zupełnie inny teren, niż ten nasz, południowego Bałtyku, choćby z tego powodu rybacy twierdzą, że takie urządzenia tu się nie sprawdzą, bo nie mamy spokojnych zatoczek na przykład – opowiada. - Uważają, że te, które stosują, są najefektywniejsze, dostosowane do ich jednostek pływających, natomiast te nowe są zbyt skomplikowane i wymagające zaangażowania kilku jednostek naraz albo po prostu większej liczby osób.
Kolejnym argumentem rybaków jest, oczywiście, cena, bo nowoczesne rozwiązania nie są tanie. - Wprowadzenie nowych metod łowienia budzi w nich zastrzeżenia, że wzrośnie nakład finansowy, a za tym nie będzie szedł wzrost dochodu – tłumaczy wolontariusz. - Też to rozumiemy, dlatego potrzebny jest kompromis – mówi. - Ryba wyłowiona w nowych technologiach musiałaby być albo droższa, albo dodatkowo dofinansowana – przyznaje.
W Helu jest nowoczesny sprzęt, który naukowcy, wspólnie z rybakami, mogliby testować w naszych warunkach, cały czas poszukiwani są chętni do takich testów. - Przestawić isę na zupełnie inny sposób łowienia nie jest łatwy.

Pod ochroną
Foki są zwierzętami chronionymi. Policja w Gdyni wraz z prokuraturą prowadzi śledztwa w sprawie wszystkich budzących wątpliwości przypadków śmierci fok. - Też jestem umówiony z policjantem w sprawie morświna z Łaz – mówi pan Sebastian. - To dowodzi, że przypadki, w których podejrzewany jest udział osób trzecich w pozbawianiu życia fok są monitorowane. Trzeba pamiętać, że za zabicie foki grozi kara więzienia – do trzech lat.  A co robić, kiedy natkniemy się na martwą fokę? - Zawsze prosimy dzwonić do Błękitnego Patrolu pod numer 795-536-009, przykryć ciało kilkoma gałązkami, można przyczepić kawałek materiału na kiju, żebyśmy mogli przez lornetkę wypatrzyć to miejsce. Przy wejściach na plaże są tablice informacyjne, warto je sfotografować.
- Jesteśmy powołani też do tego, żeby ze spotkania z martwym ciałem zwierzęcia wyciągnąć jak najwięcej informacji dla nauki, stąd prośba, żeby nie dotykać go i nie przenosić w inne miejsce – apeluje. - Wczasowicze czasem proszą o pilne usunięcie rażącego ich poczucie estetyki ciała, ale musimy pamiętać, że plaża to naturalne środowisko fok, a my jesteśmy tam tylko gośćmi. 100, 200 lat temu nie było tak popularnej turystyki, nieliczni turyści przyjeżdżali do nadmorskich miejscowości, foki miały całe kilometry plaży dla siebie, teraz musimy uczyć się żyć razem. I nie dziwmy się, kiedy spotkamy żywą fokę na brzegu. To nic niezwykłego.

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Tu potrzebny jest kompromis