Miasto - Tygodnik Koszaliński

Wolność

Najprostsza definicja mówi, że jesteśmy ludźmi wolnymi, kiedy możemy działać bez przymusu, zgodnie z własną wolą i dokonywać swobodnego wyboru z wielu możliwości.
W minionym ustroju, przetransformowanym w końcowych latach dwudziestego wieku, wolności było mało, podobnie jak możliwości swobodnego działania.
Socjalistyczne państwo założyło blokady na wiele, a może wszystkie, sfery życia swoich obywateli.
Jedną z nich, tych blokad, była cenzura. W PRL funkcjonowała cenzura prewencyjna, czyli taka, która mogła zablokować każde działanie przed jego publiczną prezentacją. Cenzurowano wszystko. Nie można było wydrukować np. wizytówki bez zgody cenzora, każda informacja prasowa, radiowa czy telewizyjna, książka, spektakl teatralny, wiersz, publikacja naukowa i oczywiście filmy, bez zgody Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk nie mogły ujrzeć światła dziennego. Stworzono wykazy dzieł zakazanych, zakazanych myśli, autorów i poglądów. Państwo czuło się komfortowo, obywatele i twórcy przeciwnie. Limitowano także dostęp do papieru, nie można było bez specjalnej zgody kupić kalki, maszyny do pisania i wszystkiego innego, co mogłoby pomóc w tworzeniu „dzieł nieprawomyślnych”.
W roku 1990 cenzurę zlikwidowano. Wolność była na wyciągnięcie ręki, a za cenzurowanie czegokolwiek grożą kary.
Wydawać się może, że nie ma powrotu do cenzury, jednak jest to wyobrażenie błędne.
Emocje, które wzbudza film pt. „Kler” pokazują, że opinia: kiedy się czegoś nie widzi, to tego czegoś nie ma - funkcjonuje sobie w najlepsze.
Z wielu miejsc naszego pięknego kraju dobiegają głosy ludzi, którzy uważają się za piewców wolności. Oni właśnie, w swojej nieograniczonej tolerancji i szanowaniu poglądów ludzi inaczej myślących, głoszą, że nie powinno się oglądać najnowszego filmu Wojciecha Smarzowskiego. Co ciekawe, zazwyczaj zarzekają się, że „Kleru” nie oglądali, ale wiedzą, co w nim jest złego i namawiają innych do podobnej postawy. Na szczęście, ich głosy raczej nie zostały wysłuchane. Sale kinowe zapełnione, padł rekord frekwencji.
Pokazuje to, że wolimy jednak wolność, że cenzura to przeszłość. Oczywiście, jej szczątki pozostały i, co gorsze, zaczyna dominować autocenzura. Twórcy i odbiorcy coraz częściej zachowują się oportunistycznie. Wolą mieć spokój. Szkoda, że dożyliśmy takich czasów.
Jest jednak nadzieja, że oportuniści i cenzorzy, nadgorliwcy i lizusy nie zdominują naszego myślenia. Coś z wolności, a raczej wiele, pozostało w nas i świadczy o tym, że wolimy być wolnymi, a nie bezwolnymi.
Jaki jest film „Kler”? Nie słuchajmy opinii pseudoautorytetów. Sprawdźmy sami.

Andrzej Rudnik

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Wolność