Miasto - Tygodnik Koszaliński

Jezioro odcięte od morza

  WROTA SZTORMOWE    ::  Fot:   Mariusz Czajkowski

Wrota sztormowe na jeziorze Jamno miały w założeniu zapobiegać podtopieniom. Okazuje się jednak, że tak skutecznie bronią napływu wody morskiej do zbiornika, że zdaniem działaczy ekologicznych doprowadzają do katastrofy ekologicznej. Co dalej z tą konstrukcją?

W czasie ostatnich wichur stan Morza Bałtyckiego podniósł się znacznie. W przeszłości taka sytuacja powodowała wlewy wody morskiej do jeziora Jamno. Od kiedy wybudowano wrota sztormowe, takiej możliwości już nie ma. Wrota są tak skonstruowane, że przy napływie wody od strony morza blokują wlew. Tak samo jest w drugą stronę.

Z jeziora też woda (a także ryby) nie wypływa. Napisał do naszej redakcji Krzysztof Najda, prezes Fundacji Jantar, która czynnie przygląda się sytuacji w jeziorze Jamno. W wiadomości czytamy: „Była możliwość wlewu wody morskiej w ilości 14 milionów metrów sześciennych, przy objętości wody w jeziorze ok. 50 milionów msześc. Jakie to ma znaczenie dla ekosystemu jeziora, jest sprawą oczywistą. Taki wlew nie stwarza zagrożenia powodziowego, ponadto występuje niezwykle rzadko. Działania Zarządu Zlewni Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie w Koszalinie są w tym zakresie nielegalne, sprzeczne z prawem itd. Wody Polskie nie mają pozwolenia wodnoprawnego na utrzymywanie nielegalnego stopnia wodnego, blokującego migrację ryb i wlew wody morskiej. Zarząd Zlewni w Koszalinie, świadomie lub nie, bojkotuje deklaracje ministra gospodarki morskiej i prezesa Wód Polskich, mówiące o konieczności podjęcia natychmiastowych działań na rzecz poprawy ekosystemu jeziora. Do dnia dzisiejszego Zarząd Zlewni w Koszalinie, mimo upływu prawie roku od przejęcia od ZZMiUW sprawowania nadzoru właścicielskiego, nie podjął żadnych skutecznych działań w tym zakresie.”

Technologiczna fuszerka?
Na temat wrót wypowiadał się zarówno minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej Marek Gróbarczyk, jak i prezes Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie Przemysław Dec (Wody Polskie zostały utworzone w miejsce Wojewódzkich Zarządów Melioracji i Urządzeń Wodnych – przyp. red.). Obaj stwierdzili, że jest to technologiczna fuszerka i należy tę konstrukcję szybko przebudować.  
- To jest jak strzelanie armatą do wróbla – mówi prof. Leszek Kaczmarek z Politechniki Koszalińskiej. - Celem budowy było zabezpieczenie powodziowe. Do tego wystarczyłaby sama tzw. opaska wokół jeziora (która zresztą powstała – przyp. red.). Wcześniej kanał regulowała natura. W związku z tym nie widzę potrzeby istnienia tych wrót. Druga sprawa to wielki falochron, który znajduje się w morzu. Jeżeli miał przeciwdziałać erozji, to można było, tak jak w Kołobrzegu, zastosować progi podwodne, które redukowałyby fale. Teraz to dla mnie estetyczny dramat – dodaje profesor.
Swoje zdanie na temat sytuacji Jamna wyraziło także środowisko osób związanych ze sportami wodnymi. Obecnie nie ma możliwości wypłynięcia w morze. Mimo że wybetonowany kanał pozwalałby na wpływanie i wypływanie jednostek, to wrota skutecznie to uniemożliwiają.
- Cała społeczność chce uzyskać dwie rzeczy: wyjście w morze i wlewy wody – mówi Waldemar Koralewski, wicekomandor Jacht Klubu Koszalin. - Krótko mówiąc, jezioro bez wlewów umiera – dodaje.

Co dalej?
Wody Polskie zorganizowały spotkanie z zainteresowanymi przyszłością jeziora stronami. Wspólnie miano odpowiedzieć na pytanie, jak skutecznie naprawić sytuację.
- My optujemy za koncepcją przebudowy wrót i utworzenia śluzy – mówi Waldemar Koralewski. - Wtedy mogłyby przepływać ryby i żaglówki – dodaje.
Według naszych informacji, Wody Polskie mają jednak inne plany. Wrota mają pozostać, natomiast wybudowany zostałby tzw. bajpas (kanał umożliwiający żeglugę), przepławka dla ryb i most zwodzony.
- To nie jest dobre rozwiązanie – mówi Koralewski. - Ten bajpas to będzie wykopany rów, który będzie po prostu zasypywany – dodaje.
Ostateczna decyzja co do przyszłości ujścia Jamna ma zapaść jeszcze w listopadzie. Przed jej podjęciem będzie zorganizowane jeszcze jedno spotkanie z zainteresowanymi stronami. Szukanie „trzeciej drogi”, czyli niewyburzanie wrót, może mieć jeszcze jedną przyczynę. Chodzi o tzw. trwałość projektu. Przy inwestycjach z dotacją unijną nie można przez kilka lat nic zmieniać, gdyż grozi to zwrotem dofinansowania.
- Sprawa ewentualnego zwrotu dotacji unijnych ma olbrzymie znaczenie. Jednakże trwałość finansowa projektu, kończy się w grudniu 2019 roku. Jest czas na przeprowadzenie procedur (środowiskowe, przetargi, projekty, wykonawstwo itd.), tak aby na początku 2020 roku można  rozpocząć roboty – mówi Krzysztof Najda z Fundacji Jantar.
Niestety, mimo prób nie uzyskaliśmy komentarza zarówno od rzecznika prasowego Wód Polskich, jak i od Zarządu Zlewni w Koszalinie.

Za dużo sinic
Jezioro Jamno to 9. największe jezioro w Polsce. Przed wybudowaniem wrót sztormowych było zasilane woda morską w ilości od 15 do 20 metrów sześciennych rocznie. Obecnie nie może wlać się do niego nawet litr wody morskiej. Z jeziora słonawowodnego zamieniło się w słodkowodne. Z III klasy czystości stało się V – najgorszą.  
- Stan jeziora jest zły, a poziom koncentracji związków biogennych bardzo wysoki – mówi dr hab. Krystian Obolewski, kierownik Zakładu Hydrobiologii Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy. - Niewątpliwie znaczniej istotnym problemem dla Jamna jest wysoka koncentracja sinic, co w dużej mierze może ograniczać jego turystyczne wykorzystanie. W przypadku istotności budowy wrót sztormowych wypowiedziało się już wielu uznanych autorytetów. Aktualnie wszelkie zmiany w obrębie tej budowli hydrotechnicznej muszą być prowadzone niezwykle roztropnie, gdyż nastąpiła bardzo istotna ingerencja w funkcjonowanie ekosystemu jeziora. W związku z tym optowałbym raczej za modernizacją wrót poprzez możliwość sterowania ich pracą. – dodaje.
Mateusz Prus


Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Jezioro odcięte od morza