Miasto - Tygodnik Koszaliński

Nauczyciele mówią „dość!”… kolejny raz

 Gdy nadejdzie strajk :: Fot: Magda Pater

Nauczycielskie związki zawodowe stawiają resortowi edukacji ultimatum: albo obietnica podwyżki wynagrodzenia zasadniczego o 1000 zł brutto, albo strajk 8 kwietnia. To dwa dni przed egzaminami gimnazjalnymi.

Protesty nauczycieli trwają od lat. Główną przyczyną są pieniądze, a raczej ich brak. Związkowcy zapewniają, że chodzi im o zachowanie wysokiego poziomu polskiej edukacji i o to, by nauczyciele mieli czas na pracę z uczniami. Podkreślają, że niewysokie pensje odstraszają potencjalnych kandydatów do zawodu, bo nauczyciel stażysta, czyli ten rozpoczynający pracę tuż po studiach, zarabia 1751 zł netto. Więcej zarabia nauczyciel dyplomowany, czyli ten, który pracuje minimum 10 lat, ale do jego wynagrodzenia wlicza się np. dodatek za wychowawstwo (w Koszalinie to 90 zł brutto) czy za staż pracy itp. Niedawno MEN wydłużyło ścieżkę awansu zawodowego nauczycieli z 10 do 15 lat, co też się nie podoba nauczycielskim związkom zawodowym.

– Wszystkie związki zawodowe wskazują na niedoskonałości w oświacie, dlatego wspólnie walczymy o nasze prawa pracownicze – twierdzi Małgorzata Chyła, prezes zarządu Oddziału Koszalińskiego ZNP (na zdjęciu). – Z nami są także: Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych, Wolny Związek Zawodowy Solidarność Oświata. Walczymy o podwyżki wynagrodzeń o 1000 złotych brutto nie tylko dla nauczycieli, ale także dla pozostałych pracowników placówek oświatowych.

Wszystkie koszalińskie szkoły i sześć przedszkoli są obecnie w sporze zbiorowym z pracodawcą. Z tego powodu ich pracownicy zwrócili się do ZNP o ochronę.

Rodzice, bierzcie urlop lub zwolnienie
W poniedziałek, 11 marca, w placówkach oświatowych w całej Polsce, także w Koszalinie, zaczęły się referenda strajkowe. Oznacza to, że wszyscy pracownicy mogą się teraz wypowiedzieć, czy popierają strajk zaplanowany przez związki zawodowe na 8 kwietnia. Głosowanie będzie anonimowe i potrwa do 19 marca. Wynik referendum będzie wiążący, jeśli weźmie w nim udział pięćdziesiąt jeden procent uprawnionych. Jeżeli z tej liczby minimum pięćdziesiąt procent plus jedna osoba opowie się za strajkiem, oznacza to, że ten się odbędzie. Nie odbędą się za to żadne lekcje. Rodzice będą musieli znaleźć opiekę dla dzieci na ten dzień lub sami zwolnić się z pracy.

– Jeśli to jest z jakichś względów niemożliwe, to prosimy, aby rodzice skorzystali z zasiłku opiekuńczego, takiego, jaki przysługuje na opiekę nad chorym dzieckiem – podpowiada Anna Grabowska, wiceprezes Oddziału ZNP w Koszalinie. – Wystarczy złożyć u pracodawcy oświadczenie, że placówka, do której państwa dziecko uczęszcza, jest zamknięta, a państwo dowiedzieliście się o tym w terminie krótszym niż siedem dni.

Przedstawiciele ZNP podkreślają, że nauczyciele wciąż zarabiają mniej, niż wynosi średnia krajowa. Dzieje się tak, mimo zapewnień rządu, że polska gospodarka wspaniale się rozwija. Rośnie pensja minimalna i średnia krajowa. Z powodu braku znaczących podwyżek, z zawodu odchodzą najlepsi nauczyciele, bo w innych branżach zarobią lepiej. Traci na tym także prestiż tej profesji. Według związkowców oświatowych państwo od wielu lat nie łoży tyle, ile trzeba, na edukację. Ich zdaniem brakuje nakładów na wyposażenie szkół, dbałości o programy nauczania, np. zaplanowany na trzy lata program gimnazjum był uczony w ciągu dwóch i pół roku.

O egzaminy zatroszczy się MEN
Wyniki referendum ZNP ogłosi w pierwszy lub drugi dzień kalendarzowej wiosny. Wszyscy zastanawiają się, co się stanie z testami gimnazjalnymi, jeśli doszłoby do strajku. – Egzaminy się odbędą, ale w innym terminie – twierdzi Anna Grabowska. – To już nie nasz problem. Decyzje w tej sprawie ma podjąć resort oświaty. Ministerstwo ma prawie miesiąc, żeby wyznaczyć nowy termin. Zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy: rozmowy, pikiety, protesty, aby zasygnalizować, że zmiany w oświacie idą w złym kierunku,. Te działania nic nie dały, więc je wzmagamy. Obecnie czekamy na ruch MEN. Liczymy, że podejmie odpowiedzialne decyzje.

ZNP przyznaje, że są dwie możliwości: – Może w ogóle nie dojść do strajku, bo się tak „cudownie” okaże, że rząd jednak znajdzie pieniądze dla oświaty i dostaniemy żądane podwyżki lub spotkamy się w pół drogi, jak to określiła Anna Zalewska, minister edukacji narodowej – zapowiada Małgorzata Chyła. – Może też to potrwać bezterminowo. Wszystko zależy od tego, jakie będą działania rządu, czy oświata zostanie potraktowania odpowiedzialnie. Na razie nie ma ze strony rządu żadnej rozmowy ani kompromisu.

Na stronach Rządowego Centrum Legislacji pojawił się projekt rozporządzenia ministra edukacji narodowej, który pozwala przeprowadzać egzamin kończący szkołę podstawową nawet bez obecności nauczycieli zatrudnionych w danej szkole. Centralna Komisja Egzaminacyjna ma tak skonstruowany system, że egzaminy będą sprawnie przeprowadzone. Projekt nowego rozporządzenia pozwala dyrektorom szkoły formować zespoły nadzorujące i egzaminacyjne z osób, które nie są zatrudnione w danej szkole.

– Egzaminy przeprowadzą po prostu łamistrajki – wyjaśnia Anna Grabowska. – To też pokazuje, jak MEN nas traktuje. Poza tym, zawsze jest do wykorzystania termin dodatkowy, wyznaczany dla uczniów, którzy z różnych powodów nie przystąpili do egzaminów zewnętrznych w pierwszym terminie. Jeśli we wszystkich szkołach te egzaminy się nie odbędą, to tak się załatwi tę kwestię. Ale to nie jest nasza sprawa i nasza wina, że ministerstwo doprowadziło do takiej eskalacji zachowań nauczycieli.

Depresja z powodu sytuacji w oświacie?
Przedstawicielki ZNP uważają, że zła, ich zdaniem, sytuacja w polskim systemie edukacji, odbija się negatywnie na psychice dzieci. To jest, według nich, przyczyną coraz częstszych zaburzeń u dzieci i młodzieży. Problemy psychicznie uczniów sprawiają, że wiele z nich wymaga leczenia szpitalnego, jednak placówki psychiatryczne są przepełnione.

Na połowę kwietnia są zaplanowane egzaminy dla absolwentów szkół podstawowych. Trzy tygodnie później odbędą się matury, o ile związkowcy nie przedłużą strajku. A jeśli go nie zakończą do czasu rozpoczęcia egzaminów dojrzałości, to co wtedy? – Do maja mamy jeszcze dużo czasu – kwituje Małgorzata Chyła.

Ewa Marczak

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Nauczyciele mówią „dość!”… kolejny raz