Miasto - Tygodnik Koszaliński

Ktoś musi grać, by żyć!

 Artur Barciś :: Fot: Magda Pater

28 marca na scenie Teatru Propozycji „Dialog” wystąpił popularny aktor Artur Barciś w swoim autorskim programie kabaretowo-muzycznym „ABS, czyli Artur Barciś show”. Publiczność miała okazję dowiedzieć się, jak trudna bywa czasem droga do wymarzonego zawodu, poznać tajniki aktorstwa i przekonać się, jakim jest wszechstronnie utalentowanym aktorem i sympatycznym człowiekiem.

Formuła „one-man show”, którą na swoje spotkania z publicznością wybrał, należy do bardzo wymagających. Ale talent aktorski, wyrazista osobowość i niezwykła umiejętność nawiązywania kontaktu z publicznością sprawia, że ten bardzo szczery monodram stał się znakomitym widowiskiem. Towarzyszyły mu huraganowe wybuchy śmiechu rozbawionej widowni. Jednak nie tylko humor królował podczas autorskiego show. Nie zabrakło również wspomnień, nie zawsze wesołych i refleksji nad wyzwaniami, jakie przed aktorem stawia samo życie.
Ogromną popularność przyniosły Arturowi Barcisiowi role w telewizyjnych serialach „Miodowe lata” i „Ranczo”. Zanim jednak zdobył sławę, czekało go wiele wyzwań. Od dzieciństwa marzył o aktorstwie. Dlaczego? Szczerze przyznaje, że „nie miał innego wyjścia, gdyż tylko na scenie czuł się bezpiecznie”. Jak wyglądała droga niepozornego chłopaka z małej wioski do wymarzonego aktorstwa? Trzeba przyznać, że los mu sprzyjał. Zdecydowanie nie był typem amanta, lecz po prostu miał szczęście. Bowiem w czasie, gdy zdecydował się związać swoje życie z aktorstwem, łódzka PWSFTviT poszukiwała „nietypowych” kandydatów, stawiając przede wszystkim na osobowość. A tego zdeterminowanemu młodzieńcowi nigdy nie brakowało! I udało się. Po studiach – kolejny wielki sukces, czyli angaż do Teatru na Targówku w Warszawie! Szczęśliwym zbiegiem okoliczności było również poznanie Jerzego Hoffmana, który powierzył młodemu aktorowi rolę w telewizyjnym serialu „Do krwi ostatniej”. Wkrótce zadebiutował na wielkim ekranie w popularnym do dziś „Znachorze”. Od tego czasu minęło wiele lat, a na artystycznym koncie Artura Barcisia znalazło się kilkadziesiąt znakomitych, różnorodnych gatunkowo kreacji – zarówno teatralnych, jak i filmowych, a także kilka reżyserskich realizacji. Jedną z nich jest reżyseria spektaklu „Burzliwe życie Lejzorka” w koszalińskim teatrze.

O tym, jak trudno jest być aktorem, przekonała się publiczność zaproszona przez Artura Bracisia do wspólnych ćwiczeń dykcyjnych. A przecież dykcja – ta „mozolna musztra słów, by język zdrów bezbłędnie słowa niósł” – to jeden z niezbędnych elementów warsztatu aktorskiego. Nie tylko troska o nienaganną artykulację spędza aktorom sen z powiek! Trzeba również walczyć z tremą, by po latach po prostu ją akceptować, jako, że – tu zacytujmy słowa piosenki „Trema” – „tylko ona aktorską duszę zapali i w jej ramionach wszyscy wielcy stali”… Kiedy zaś zgasną reflektory i z twarzy aktora wraz z wazeliną spłynie charakteryzacja, czeka go najpoważniejsze wyzwanie - musi „zagrać siebie” w tym najtrudniejszym teatrze, jakim jest …życie.

Jak widać, żywot aktora do najłatwiejszych nie należy, tym bardziej, że – co podkreślił Artur Barciś – nawet najlepszym zdarzają się „sypki”, czyli po prostu „wpadki” – literowe, sytuacyjne, pamięciowe czy wyrazowe. A wówczas diametralnie zmienia się sens przekazu i nawet najbardziej zaprawiony w scenicznych bojach aktor może się „ugotować”, wybuchnąć najzupełniej prywatnym śmiechem, którego nie sposób opanować. „Ugotowaniu” służą również „dowcipy” – przygotowane, przemyślane i szczegółowo dopracowane, którymi aktorzy zaskakują kolegów, stawiając ich w bardzo niekomfortowej sytuacji… Jednak, mimo wszystko, to właśnie aktorstwo stało się życiowym powołaniem, wielką artystyczną pasją i spełnionym marzeniem Artura Barcisia, który jest przekonany, że „aktor musi grać, by żyć, bo to jest jego być …albo nie być”.

Wspaniałe estradowe widowisko, jakim okazało się show Artura Barcisia, wzbogacone zostało doskonale interpretowanymi piosenkami i można było przekonać się, że aktor obdarzony został naprawdę pięknym głosem. Dodajmy do tego wszechstronny talent, niebywałe poczucie humoru, ambicję, pasję i godny podziwu dystans do samego siebie, a otrzymamy portret człowieka, który rzeczywiście urodził się po to, by zostać aktorem.


Izabela Nowak

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Ktoś musi grać, by żyć!