Miasto - Tygodnik Koszaliński

„Natalia” inna niż wszystkie

 Pasmanteria „Natalia” :: Fot: Magda Pater

 

35 lat własnej działalności gospodarczej to rzadkość w polskiej rzeczywistości. Tym bardziej że w latach 80. nie było łatwo otworzyć własny biznes, bo niemal wszystko było państwowe. Udało się jednak państwu Natalii i Ryszardowi Borysiewiczom, którzy przy ulicy Zwycięstwa 177 otworzyli pasmanterię. Przyszedł w końcu czas na emeryturę.

Pasmanteria „Natalia” to symbol tej części miasta. Znają ją niemal wszyscy mieszkańcy. Przychodzili tu po guziki, kiedy byli mali, a teraz naprawiają zamki błyskawiczne w kurtkach swoich dzieci. Przyszedł jednak czas pożegnania z pasmanterią, która nie tylko krawcowym ratowała niejeden raz szytą garderobę.

Tu przez lata ubierały się panie, dbające o swój wygląd. Tu kupowały parasolki i apaszki. Tu też rozmawiały z właścicielami. Nic więc dziwnego, że w piątek, 5 kwietnia, drzwi sklepu trudno było zamknąć. Na pożegnanie przyszło tyle osób, że nie mieściły się wewnątrz. Każdy przyniósł kwiaty, wino lub słodycze. Właściciele odwdzięczyli się poczęstunkiem i tortem. Każdy dostał też guzik z dedykacją.

– Codziennie tędy przechodzę lub przejeżdżam rowerem i zawsze albo wejdę, albo chociaż pomacham właścicielowi – mówiła Katarzyna Ulicka-Pyda, aktorka Bałtyckiego Teatru Dramatycznego, która również przyszła na uroczystość. - Coraz mniej jest starych sklepów w Koszalinie. Niedawno zamknięto antykwariat. Takich miejsc ze swoją legendą ubywa. Szkoda – dodała z żalem.

Państwo Borysiewiczowie często przyprowadzali swoje dzieci do sklepu. Maluchy pomagały jak mogły. Dziś wspominają te czasy z uśmiechem. - Pomagało się nieraz, także przy remoncie – wspominał syn właścicieli, Arkadiusz Borysiewicz. - Dwukrotnie podczas wakacji pomagałem odnawiać wnętrze i elewację. Jestem w szoku, że przyszło tyle osób pożegnać ten sklep – dodał. Arkadiusz wspominał też, że często guziki czy nitki sprzedawano... za uśmiech, co robiło różnicę w porównaniu z innymi sklepami.

– To jest moje życie i moich dzieci – mówiła Halina Korczyc. - Pan Ryszard naprawiał suwaki wszystkim moim dzieciom. Jak zobaczyłam, że jest wyprzedaż ze względu na zakończenie działalności, to mi się nogi ugięły. Oni byli tu zawsze. Tu się wchodziło jak do starych, dobrych przyjaciół. Już od progu był uśmiech, życzliwość, pomoc i porada. Te nowoczesne galerie handlowe nie mają klimatu. Tu jest klimat – dodaje.

Ryszard Borysiewicz nie spodziewał się aż tylu gości ostatniego dnia swojej pracy. - Dziękuję wszystkim za te 35 lat – mówi. – Bywało i lepiej, i gorzej, no, ale dotrwaliśmy, głównie dzięki żonie. To ona stworzyła tę atmosferę. Na szczęście znalazła się osoba, która przejęła sklep i będzie już po nas kontynuowała działalność „Natalii”.

Historia więc trwa. Kolejne pokolenia mogą kupować materiały, guziki i naprawiać zamki przy ulicy Zwycięstwa 177. Niestety, już bez państwa Borysiewiczów, którzy przeszli na zasłużoną emeryturę. Pamięć o niezastąpionym klimacie tego sklepu zostanie na zawsze.

(mp)

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: „Natalia” inna niż wszystkie