Miasto - Tygodnik Koszaliński

Miasto na ośmiu calach

 Przejażdżka na hulajnodze elektrycznej :: Fot: Magda Pater

Do Koszalina często nowe trendy przychodzą z opóźnieniem. To, co w wielkich miastach jest codziennością, u nas pojawia się rok, dwa lata później. Cały świat zwariował na punkcie elektrycznych hulajnóg. U nas taki widok to na razie rzadkość. A jest to przyszłość miejskiej komunikacji.

Samochody są z pewnością znakomitym wynalazkiem, który zrewolucjonizował transport. Auta mają jednak swoje minusy. Przede wszystkim są to koszty paliwa. Obecne ceny na stacjach są najwyższe od kilku lat. Także zapowiadane hucznie samochody elektryczne są na razie mrzonką. W bogatej Norwegii rząd dopłaca do „elektryków” i już teraz jest ich więcej na ulicach niż pojazdów spaleniowych. U nas to na razie sfera marzeń. Mamy już wiosnę, więc temperatura poszybowała do 20 stopni Celsjusza. Nie każdy ma otwierany dach w samochodzie, więc nie poczuje wiatru we włosach. Kiedy nie odwozimy dzieci do szkoły i nie robimy wielkich zakupów, a do pracy mamy kilka kilometrów, pojawia się pytanie – po co samochód? Oczywiście, rozwiązaniem jest rower, ale wiele osób zwraca uwagę na to, że szybko się poci, co może może być niekomfortowe w biurze. Idealnym więc rozwiązaniem na wiosenne przemieszczanie się po mieście jest elektryczna hulajnoga.

Szał w Warszawie
W dużych miastach takich jak Warszawa i Kraków, prywatne firmy stworzyły sieć elektrycznych hulajnóg wypożyczanych na minuty. Logujemy się w aplikacji, odblokowujemy pojazd, a za każdą przejechaną minutę pobierana jest opłata. Obecnie w tych miastach jest prawdziwy szał na tę formę komunikacji. Osoby jeżdżące na hulajnogach są widoczne wszędzie. Oczywiście, są z tego powodu różne kontrowersje...

Prawo nie nadąża
W polskim prawie nie ma ujętej hulajnogi jako pojazd mechaniczny. Jest więc traktowana jako pieszy. Ustawodawca nie przewidział, że te maszyny mogą jechać niemal 30km/h i mieć mocny silnik. Zgodnie więc z literą prawa, hulajnogą zarówno tradycyjną, jak i elektryczną, należy się poruszać tylko i wyłącznie po chodniku. Tak jak pieszy. To powoduje wiele nieprzyjemności i nieporozumień. Piesi mogą się przestraszyć, że przejeżdża obok nich maszyna z dużą prędkością. Zdarzają się nawet potrącenia. Tak ostatnio było w Warszawie. Co ciekawe, mandat otrzymała osoba pokrzywdzona, gdyż według policji to ona weszła w drogę hulajnodze, która poruszała się prawidłowo po chodniku. Jazda po ulicy jest zbyt niebezpieczna i powoduje konflikty z kierowcami. Niestety, osoby siedzące w autach często są nadpobudliwe i musząc zwalniać przed „śmieszną” hulajnogą, zaczynają trąbić i krzyczeć. Najrozsądniejszym rozwiązaniem wydaje się zrównanie hulajnogi z rowerem. Jeżeli ustawodawca uzna, że to równoważne pojazdy to na pewno bezpieczeństwo i komfort jazdy poprawi się. Prawo nie nadąża za nowymi technologiami, ale ogrom hulajnóg elektrycznych i coraz częstsze zdarzenia z ich udziałem powoduje, że nowe regulacje wydają się kwestą czasu. Obecnie, jeżeli zdarzy się nadgorliwy policjant, to za poruszanie się hulajnogą po drodze dla rowerów może wlepić mandat! I będzie miał rację, bo tak stanowi prawo. Oczywiście, byłaby to pewna złośliwość, ale znający prawo rowerzyści mogą także „hulajnogistę” zganić, że jedzie drogą, do której nie jest uprawniony. Panuje więc chaos.

Własne doświadczenia
Sam kupiłem elektryczną hulajnogę. Rozglądałem się dość długo za odpowiednim modelem. Ten, który wybrałem jest popularny na świecie, więc nie ma problemu z częściami zamiennymi i serwisem. Jego udźwig to 100 kilogramów, więc jeszcze trochę mi na szczęście brakuje. Producent podaje, że na jednym pełnym naładowaniu baterii można przejechać 30 kilometrów. W moim przypadku jest trochę mniej. Wpływ na zasięg ma waga użytkownika, wiatr i nachylenie terenu. Hulajnoga radzi sobie dobrze ze wzniesieniami. Sam codziennie podjeżdżam pod wzniesienie przy Przedszkolu Integracyjnym przy ulicy Władysława IV i maszyna prawie nie zwalnia. Pomaga jej silnik o maksymalnej mocy 500 W, który zasilany jest przez baterię litowo-jonową o pojemności 280 Wh. Maksymalna prędkość to 25 km/h i bez problemu taką uzyskuję przy swoich 80 kilogramach wagi. Hulajnogę ładuje się przez gniazdko, tak jak telefon komórkowy. Czas pełnego ładowania to około 5 godzin. Można doładowywać maszynę w każdym momencie. Ogólna waga to 12 kilogramów. Hulajnoga składa się na pół, więc można ją wnieść do autobusu czy pociągu. Dodatkowo, można zainstalować aplikację w smartfonie, aby śledzić łączny przebieg, stan baterii, prędkość i wiele innych danych. Jest też lampka z tyłu i przodu, a także tarczowy hamulec. Są też minusy konstrukcji. Łamie się często tylni błotnik, ale można zamontować specjalny wspornik. Często też uszkodzeniu ulega zaczep w mechanizmie składania hulajnogi. Można tu użyć zamiennika z lepszego materiału. Te minusy nie zakrywają jednak ogólnej oceny.

Wrażenia z jazdy
Jeżdżąc po ulicach Koszalina widzę wzrok na sobie, co może być lekko krępujące. Spotkałem jednak już 2-3 osoby z podobnym modelem, a wiem, że kilka innych się przymierza do zakupu. Za chwilę więc i w Koszalinie zapanuje moda na ten rodzaj transportu. Poruszam się głównie chodnikiem i także ścieżkami rowerowymi (mam nadzieję, że nie czyta tego komendant policji). Im gładszy asfalt, tym lepszy komfort jazdy. Drgań wówczas prawie nie ma. Jeżeli chodnik jest krzywy (a takich nie brakuje, np. wzdłuż al. Monte Cassino), to komfort spada. Trzęsie wówczas dość mocno. Dlatego jadąc gdzieś, zawsze wybieram trasę nie najkrótszą, a tę gdzie są najlepsze chodniki i drogi rowerowe. Problem stanowią krawężniki. Nie zawsze są one „ścięte”. Tak zdarza się niestety nawet przy nowych inwestycjach. Przykładem jest przejazd przez ulicę Strumykową. Tamtędy biegnie nowa trasa rowerowa Wodna Dolina-Jamno, a krawężnik jest zdecydowanie za wysoki. Wówczas należy zwolnić niemal do zera i delikatnie najechać. Wtedy dłużej posłużą nam łożyska, zaczep kierownicy, a także dętki. Opony mają 8,5 cala. W środku znajduje się dętka. Należy pilnować ciśnienia, aby dłużej posłużyły. Ciśnienie uzależnione jest od wagi użytkownika. Specjalne tabele z łatwością można znaleźć w internecie. Jeżeli jednak przydarzy się „kapeć”, to można wymienić dętki. Na rynku dostępne są też tzw. opony twarde i bezdętkowe, ale wówczas spada komfort jazdy.

Dla kogo?
Zbliżają się komunie i z pewnością elektryczne hulajnogi staną się hitem. Osobiście nie polecam kupowania takiej maszyny dziecku. Jest ona za mocna i za szybka. Kierownica ma stałą wysokość i poniżej 160 cm wzrostu nie powinno się jeździć. Najlepiej mieć nawet 170 cm. Upadek przy 25 km/h może boleć. Polecam kask, choć według prawa nie ma takiego obowiązku. To maszyna dla osób dorosłych, które chcą się przemieszczać sprawnie po mieście w cieplejsze dni (wiem jednak, że wiele osób w innych miastach jeździ też zimą). Oszczędność pieniędzy na paliwo i wielka frajda z jazdy. Za kilka lat większość z nas będzie jeździć elektrycznymi pojazdami. To miejska przyszłość.

Mateusz Prus

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Miasto na ośmiu calach