Miasto - Tygodnik Koszaliński

Pamiętają o tragedii swego narodu

 Obchody rocznicy ludobójstwa Ormian :: Fot: Dorota Jóźków

– Gdybym nie znał kultury i historii mojego kraju, nie pamiętał o swoich przodkach, nie różniłbym się zbytnio od zwierzęcia – wyznaje Vahan Hakobyan, prezes Stowarzyszenia Ormiańskiego „Mer Hajrenik” im. abp. Józefa Teofila Teodorowicza. Razem z innymi rodzinami Ormian, mieszkającymi w naszym regionie, wspominali ofiary ludobójstwa sprzed ponad 100 lat. W latach 1915-1917 Turcy wymordowali 1,5 miliona Ormian.

Ormianie to starożytny naród. Już w IV w. przyjęli chrześcijaństwo, stając się pierwszym państwem chrześcijańskim. Przez wieki ich ojczyzna, Armenia, była pod okupacją różnych państw, w tym Turcji. Obecnie większość terenów dawnej Armenii należy do kraju rządzonego przez Recepa Tayyipa Erdogana. W ojczyźnie Vahana Hakobyana żyją 3 miliony ludzi, a 10 milionów poza jej granicami, w tym ok. 40 tysięcy w Polsce. Mało kto wie, że Ormianie przybyli do Polski ponad 650 lat temu. To dzięki nim król Kazimierz Wielki mógł zostawić Polskę murowaną, bo Ormianie dostarczali kamieni do budowy domów. Byli cenionymi kupcami i tłumaczami, bo znali wschodnie języki i szlaki dostarczania towarów. Pierwsza katedra, powstała we Lwowie w XIV w. i istniejąca do dzisiaj, należała do biskupa ormiańskiego. Aż do 1938 r. Lwów był stolicą diecezji ormiańskiej. Ormianie, jako naród kochający wolność, walczyli o nią po stronie Polaków w bitwie pod Grunwaldem, pod Wiedniem i w kolejnych ważnych starciach, także podczas II wojny światowej. To Ormianka, która straciła syna w wojnie i nie mogła znaleźć miejsca jego pochówku, poprosiła polskie władze o stworzenie Pomnika Nieznanego Żołnierza w Warszawie. Kilka lat temu jej szczątki zostały z honorami pochowane na Powązkach. Ormianie działali też w polskim podziemiu antykomunistycznym. Ormanami są m.in. znany kucharz Robert Makłowicz i ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.

Orman miało już nie być

 

Turcja starała się oczyścić swoje ziemie z Ormian już w XIX wieku, ale 24 kwietnia 1915 r. zaczął się pierwszy holocaust w dwudziestowiecznej Europie. Dlatego tego dnia Ormianie na całym świecie spotykają się, by uczcić pamięć pomordowanych rodaków. Ci, którzy mieszkają Pomorzu Środkowym, od kilku lat mają miejsce szczególne dla wspominana pomordowanych przodków. Już trzeci raz z polskimi przyjaciółmi uczcili Dzień Upamiętnienia Ludobójstwa (Մեծ Եղեռնի զոհերի հիշատակի օր). Spotkali się na Świętej Górze Polanowskiej, gdzie 3 lata temu stanął chaczkar – kamienny krzyż, uobecniający ormiańską tradycję, kulturę i pamięć o przodkach. – Turcy chcieli całkowicie zniszczyć nie tylko nas jako naród, ale i inne mniejszości zamieszkujące ówczesne Imperium Osmańskie – wyjaśnia. – Zamierzali stworzyć wielkie, islamskie państwo, dlatego musieli pozbyć się chrześcijan. Chcę jednak zaznaczyć, że nie czuliśmy i nie czujemy wrogości czy niechęci wobec muzułmanów. Przez wieki mieszkaliśmy obok siebie, bo islam wyznawali nie tylko Turcy, ale i Syryjczycy, Arabowie oraz Persowie. Szanujemy ich kulturę i religię. Wzajemnie sobie pomagaliśmy w razie potrzeby. Turcy jednak dążyli do dominacji na terenach podbitych przez Imperium Osmańskie. Byliśmy najliczniejszą grupą etniczną na jego terenach, bo przecież ono zajęło nasze ziemie. Grecy też stracili dużo ziem, z czym do tej pory się nie pogodzili. Nie można kupić biletu lotniczego z Aten do Stambułu, ale do Konstantynopola.

Polska delegacja w Armenii
Ormianie mają pretensje do Turcji nie tylko za to, że nie przyznaje się do wymordowania 1,5 mln ich rodaków, ale że zaciera ślady ich życia na swoim terenie. W Gruzji, Grecji, we Włoszech i w Polsce otwarcie wskazuje się obiekty wybudowane przez Ormian, ale nie w Turcji. Polska jest jednym z 30 krajów, które uznają rzeź Ormian w czasie I wojny światowej za ludobójstwo. Do tej pory nie zrobiły tego ani Turcja, która zaprzecza, że była to świadoma eksterminacja, ani Izrael. Władze Turcji twierdzą, że przyczyną śmierci tylu Ormian była wojna i jej skutki, takie jak głód, choroby, tułaczka. Nazywają to… „wypadkiem przy pracy”. Polscy Ormianie na co dzień tęsknią za swoją ojczyzną. Odwiedzają ją tak często, jak tylko mogą. Na szczęście w domach mogą oglądać kanały armeńskiej telewizji. W środę, 24 kwietnia, programy informacyjne zdominowały obchody rocznicy tragedii, jaka dotknęła Ormian ponad 100 lat temu. Do stolicy Armenii, Erywania, zjechały delegacje z całego świata, aby oddać hołd pomordowanym, wśród których były kobiety i dzieci, cywile i duchowni. Nie mogło tam zabraknąć Polaków, którzy także składali kwiaty na pomniku upamiętniającym ludobójstwo. – Polacy są lubiani na świecie, bo nigdy nie byli agresorami – uważa Vahan Hakobyan. – Owszem, walczyli o swój byt na różnych frontach, ale my robiliśmy to samo. Przeżyli trzy rozbiory, przez które Polska zniknęła z mapy Europy. Nikt nie może powiedzieć, że ich nie było. A Turcy twierdzą, że nie było ludobójstwa Ormian. My, mieszkając przez wieki, w różnych krajach, nigdy nie mieliśmy chęci zaprowadzenia w nich jakiejś rewolucji czy wprowadzenia swojej kultury, obyczajów. Dlaczego? Bo wiedzieliśmy, że naszą ojczyzną jest Armenia.

Jak można nie znać swojej historii?
Vahan Hakobyan świetnie mówi po polsku, choć urodził się i wykształcił w Armenii. Ma olbrzymią wiedzę nie tylko o swojej ojczyźnie, ale i o Polsce, do której wraz z rodzicami przyjechał 22 lata temu. Rodzice pana Vahana zamieszkali w Koszalinie, bo wcześniej do pobliskiego Białogardu przybył tu kolega Wardana, jego ojciec, i zachęcił go do przyjazdu nad morze. – Języka polskiego nauczyłem się, czytając książki – przyznaje. – Jeśli jadę do jakiegoś kraju, chcę go poznać, nawet jeśli mam spędzić w nim tylko tydzień. A w Polsce żyję już wiele lat, moja żona jest Polką. Jak mogę nie znać polskiej historii i tradycji? Nie rozumiem rdzennych Polaków, którzy nie interesują się przeszłością swojego kraju. Nie wiedzą, skąd się wywodzi taki czy inny obyczaj, gdzie, z kim i kiedy Polacy walczyli. Spotkałem ludzi, którzy nie wstydzą się swojej nieznajomości polskiej kultury, ale wstydzą się przyznać, że są Polakami. Dla nich nic to nie znaczy, że należą do narodu, który kiedyś był europejską potęgą, walczył o wolność swoją i innych narodów. To dzięki jego przodkom, walczącym z Turkami pod Wiedniem czy z Niemcami pod Monte Cassino może żyć we własnym kraju, mówić po polsku. Nawet w najdalszym zakątku świata są osoby, które słyszały o Janie Pawle II, niektórzy potrafią wypowiedzieć jego imię po polsku, a jakiś młody człowiek mówi mi, że się wstydzi bycia Polakiem? To właśnie papież Polak w 2001 r. beatyfikował ks. Ignacego Malojana, ormiańskokatolickiego biskupa, zastrzelonego 11 czerwca 1915 r. przez tureckiego policjanta za odmowę przyjęcia islamu. On i wszystkie ofiary ludobójstwa zostali uznani za męczenników.

Z daleka wspierają ojczyznę

Prezes Stowarzyszenia Ormiańskiego „Mer Hajrenik” zapewnia, że choć jego rodzina od lat żyją i pracują w Polsce, podobnie jak wielu jego rodaków, to serce ciągnie ich do Armenii. Ojczyzna jest tam, gdzie groby bliskich. Każdy Ormianin, nawet jeśli nie urodził się w Armenii i nie mówi po ormiańsku, zna jej historię, kulturę, religię. Przekazuje ją swoim dzieciom. Dlatego Ormianie, rozproszeni po całym świecie, wspierają materialnie swoją ojczyznę, która odzyskała niepodległość w 1991 r. i nadal podnosi się z kryzysu, spowodowanego utratą obywateli i ziem. – Kiedy przyjechaliśmy do Polski dwa lata po wielkim trzęsieniu ziemi i wybuchu wojny o Górski Karabach, Polacy nic o nas nie wiedzieli – wspomina Vahan Hakobyan. – Myśleli, że skoro mieszkaliśmy na terenie Związku Radzieckiego, to jesteśmy Rosjanami. A my jesteśmy odrębnym narodem, mamy europejską mentalność. Nie mylcie nas z prawosławnymi! Od piątego wieku jesteśmy prześladowani przez Kościół Bizantyjski, który stał się później prawosławny. W Polsce Ormianie nie mają obecnie zwierzchnika swojego Kościoła, są za to trzy ormiańskie parafie, w tym jedna w Gdańsku. Stowarzyszenie Ormianie w Koszalinie ma swój profil na Facebooku, gdzie można znaleźć informacje o życiu jej członków. Jesienią organizacja przygotuje w Koszalinie spotkanie przybliżające ich dzieje i kulturę.

Ewa Marczak

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Pamiętają o tragedii swego narodu