Miasto - Tygodnik Koszaliński

Koszalińska historia w dyby zakuta

 Kontenery :: Fot: Magda Pater

17 maja w Teatrze Propozycji „Dialog” otwarto wystawę „Koszalińska historia w dyby zakuta…” przygotowaną przez Archiwum Państwowe w Koszalinie. Tytuł brzmi niepokojąco, ale inaczej być nie może, skoro wyeksponowane dokumenty, fotografie, mapy i plany przybliżają mroczne karty z dziejów miasta.

- Nasza wystawa wpisuje się w obchody 60-lecia TP „Dialog”, który znalazł siedzibę w Domku Kata, kamienicy pochodzącej z XV wieku – powiedziała Joanna Woźniak z AP. – Chcieliśmy zaprezentować zachowaną w archiwaliach historię, może przerażającą, ale autentyczną. Jej elementem są dzieje kata miejskiego oraz mrożące krew w żyłach wspomnienia dotyczące procesów czarownic. Dziś w Domku Kata króluje piękne słowo. Ale z eksponowanych dokumentów wyłania się zupełnie inna historia i nic dziwnego, że przez wieki ta śliczna kamieniczka cieszyła się złą sławą. W XV wieku zbudowano dom z przeznaczeniem na mieszkanie dla rodziny kata miejskiego, który był wtedy po prostu urzędnikiem zatrudnionym przez koszalińską radę miejską. Od 1732 roku, przez co najmniej pięć pokoleń mieszkała tu rodzina Fuchsów. Do obowiązków kata należało przede wszystkim egzekwowanie wyroków sądowych w sprawach kryminalnych. - Jednym z najbardziej interesujących eksponatów jest cennik usług katowskich pochodzący z 1743 roku – stwierdziła Joanna Woźniak. – To bardzo cenny dokument pozwalający poznać katowskie obowiązki. Naprawdę nie należały do najłatwiejszych… Kolejnymi, które koniecznie trzeba zobaczyć są świadectwa potwierdzające kwalifikacje kata.

W siedzibie „Dialogu” do lat 30 ub.w. nadal mieszkały rodziny katów, chociaż sam urząd został zniesiony w 1893 roku. Do dziś czasami pojawia się tu zakapturzony kat witający sympatyków teatru. Druga część wystawy poświęcona jest procesom czarownic, które odbywały się na Pomorzu Zachodnim. Można poznać dramatyczne dzieje dwóch koszalinianek oskarżonych o uprawianie czarów. A warto wiedzieć, że nawet najbardziej nieprawdopodobne podejrzenia skazywały kobiety na okrutne tortury, kończące się śmiercią na stosie. Ze źródeł historycznych wynika, że od końca XV do końca XVII w. płonące stosy pochłonęły w Europie ponad 1 mln osób oskarżonych o uprawianie magii, czarów i konszachty z szatanem. Koszalinianki: Barbara Labarenz i Katherine Reinke uniknęły tragicznego losu, lecz druga z nich – o czym świadczy list pisany przez jej męża – po torturach „nie była już podobna do człowieka”.

Na wystawie eksponowane są również mapy pozwalające poznać złowieszcze miejsca w Koszalinie – między innymi tzw. „Szubiankę”, gdzie w XVII w. stały się szubienica i stos, ostrzegawcze symbole dla rzezimieszków, łotrzyków i czarownic. Wystawę można zwiedzać do końca 2019 roku.

Izabela Nowak

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Koszalińska historia w dyby zakuta