Miasto - Tygodnik Koszaliński

„Kolorowa, czyli biało-czerwona” – opowieść o sile manipulacji

Czy pod pięknie brzmiącymi patriotycznymi hasłami może kryć się nacjonalizm, ksenofobia, a nawet rasizm? Czy poprzez umiejętne stosowanie socjotechniki można kształtować poglądy innych ludzi? Na te pytania, a także na wiele innych odpowiedział monodram lubelskiej Fundacji Banina „Kolorowa, czyli biało-czerwona” autorstwa Piotra Przybyły, w reżyserii Bartłomieja Miernika i w znakomitym wykonaniu Huberta Dyla. Spektakl zaprezentowany został 1 czerwca w koszalińskiej Centrali Artystycznej.

Po raz pierwszy koszalinianinie mieli okazję obejrzeć głośny monodram „Kolorowa, czyli biało-czerwona” prezentowany na festiwalach i wystawiany na czołowych scenach teatralnych w kraju, a także w szkołach, jednostkach wojskowych, a nawet w więzieniach. I wszędzie spektakl budził niezwykle silne emocje, wpisując się ogólnonarodowy dyskurs o tym, co znaczy być polskim patriotą w czasach pokoju. Ten prowokacyjny i mocno kontrowersyjny spektakl zachęca również do definiowania często nadużywanych słów, takich jak „naród”, „tolerancja” czy „empatia”, oraz do zastanowienia się, gdzie przebiega cienka granica między patriotyzmem a nacjonalizmem i czy w porę potrafimy ją zauważyć. Akcja spektaklu toczy się w sali lekcyjnej, w której Hubert, nowy uczeń kandydujący w wyborach na przewodniczącego szkoły, zachęca kolegów do oddania głosów właśnie na niego. Jest bardzo sympatyczny, ot taki „chłopak z sąsiedztwa”, niebieskooki blondynek z ujmującym uśmiechem. Jest także niezwykle elokwentny, chętnie odpowiada na pytania, błyskotliwie polemizuje z oponentami. I sam siebie określa jako „polskiego patriotę”, o czym świadczy również jego koszulka z rzucającym się w oczy napisem: „Pamiętaj! Bądź dumny! Jesteś Polakiem!”. Umiejętnie zyskuje sympatię – częstuje jabłkami (oczywiście – z polskich sadów!), a paniom prawi miłe komplementy. Potrafi także wzruszyć, kreując samego siebie na zagubionego, osamotnionego chłopca, porzuconego przez pracującą w Anglii matkę. I jak tu nie współczuć Hubertowi? I jak tu takiego chłopaka nie polubić?

Jednak w miarę rozwijającej się dyskusji okazuje się, że ten pozoru empatyczny, szczery, wrażliwy i tolerancyjny chłopiec jest czystej wody szowinistą, ksenofobem, rasistą i skrajnym nacjonalistą. Niedowierzanie i konsternacja – takie uczucia towarzyszą widzom, w miarę jak Hubert coraz śmielej prezentuje swój skrajnie prawicowy światopogląd, z przekonaniem głosi hasła typu „Polska dla Polaków!”, manipuluje faktami, bezlitośnie drwi z mieszkających w Polsce cudzoziemców czy opowiada antysemickie dowcipy. A jednak – i to jest największym zaskoczeniem – nie przez wszystkich widzów zostaje odrzucony…

W postać Huberta mistrzowsko wciela się Hubert Dyl – aktor o wyglądzie nastolatka, który znakomicie nawiązuje kontakt z widzami, stającymi się aktywnymi uczestnikami teatralnego wydarzenia. Szczery podziw budzi jego swoboda i naturalność. Młody aktor do perfekcji opanował też sztukę improwizacji, niezbędną do tej, jakże trudnej, roli. Bowiem spektakl dzieje się „tu i teraz” i nigdy nie wiadomo, z jakimi reakcjami spotkają się skrajnie nacjonalistyczne poglądy wygłaszane z uśmiechem przez Huberta, który o wiele wyżej nad tolerancję i tzw. poprawność polityczną stawia patriotyzm – oczywiście bardzo swoiście pojmowany…

Koszalińscy widzowie obejrzeli teatralną wersję „Kolorowej, czyli biało-czerwonej”. Ale trzeba dodać, że spektakl ma też swoje „drugie życie”. Prezentowany jest bowiem także w szkołach, a uczniowie nie są uprzedzani, że uczestniczą w wydarzeniu artystycznym. W tym przypadku monodram staje się bardziej eksperymentem społeczno-psychologicznym, a jego rezultaty skłaniają do raczej niewesołych refleksji…

Dopełnieniem spektaklu w koszalińskiej Centrali Artystycznej była rozmowa z reżyserem, Bartłomiejem Miernikiem z fundacji Banina, zajmującej się nowatorsko prowadzoną edukacją młodzieży poprzez sztukę teatralną. Nawiązując do treści przedstawienia reżyser obnażył socjotechniczne sztuczki stosowane przez Huberta w celu zmanipulowania publiczności i pozyskania ogólnej sympatii, Wyjaśnił również, co skłoniło go do realizacji tego interesującego, odważnego, ale także kontrowersyjnego projektu, jakim z pewnością jest „Kolorowa, czyli biało-czerwona”:

– Od pewnego czasu zauważyłem bardzo niepokojące zjawisko. Otóż postawy skrajnie nacjonalistyczne i narodowościowe przestały być „obciachem” – powiedział. – I postanowiłem coś z tym zrobić… A przy okazji uwrażliwić młodzież na mechanizmy manipulacji.

Izabela Nowak

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: „Kolorowa, czyli biało-czerwona” – opowieść o sile manipulacji