Miasto - Tygodnik Koszaliński

Dzieci potrzebują rodziny

 Podczas konferencji :: Fot: Magda Pater

W całym kraju brakuje kandydatów na rodziców adopcyjnych i zastępczych. O przysposobieniu dzieci mówi się mało, albo głównie w kontekście trudności związanymi z procedurami. Tymczasem miłość rodzicielska nie jest związana z genami, a i w rodzinach biologicznych nie brakuje problemów. Na szczęście nie brakuje też specjalistów gotowych do pomocy.

O Dniu Dziecka, świętowanym 1 czerwca, słyszał chyba każdy. O Dniu Rodzicielstwa Zastępczego, przypadającym dwa dni wcześniej, mało kto. Warto połączyć ich świętowanie, zwłaszcza gdy starania o potomstwo biologiczne nie przynoszą rezultatów.

Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie w Koszalinie i stowarzyszenie S.O.S Wioski Dziecięce w Karlinie poszukują chętnych – samotne kobiety i małżeństwa – do zostania rodziną zastępczą. Na kandydatów na rodziny adopcyjne, czyli takie, które mogą dostać dziecko lub dzieci na stałe, czeka z kolei Ośrodek Adopcyjny w Koszalinie. Wszystkie instytucje oferują wsparcie zarówno podczas ubiegania się o przyznanie dzieci pod opiekę, jak i później. Wychowanie młodego człowieka to trudne zadanie, dlatego nie warto bać się proszenia o pomoc w razie różnorodnych problemów.

Brak ojca rzutuje na dorosłe życie
MOPR i S.O.S Wioski Dziecięce zorganizowały 23 maja na Politechnice Koszalińskiej konferencję ph. „Znaczenie diagnozy w pracy z rodziną”. Violetta Jakubowska, zastępca dyrektora MOPR, przyznaje, że przyczyny wielu problemów w rodzinach to brak wzorców, autorytetów, samotne macierzyństwo, niskie wykształcenie i nadużywanie alkoholu.- Kobiety, wychowane bez ojców, pozbawione ich ciepła i troski, szukają ich zastępców w innych mężczyznach, co często skutkuje zajściem w ciąże z niewłaściwym człowiekiem – uważa urzędniczka. – Często pomagamy mamom przez ich dzieci, bo często to dla nich te panie chcą zmienić swoje życie.

Warto szukać wsparcia
W konferencji na Politechnice Koszalińskiej wzięli udział m. in. pedagodzy i koordynatorzy Programu Umacniania Rodziny, który stworzyło stowarzyszenie, działające m.in.w Karlinie. W jego ramach prowadzi świetlice dla dzieci i młodzieży, organizuje wizyty w domach rodzin, szkolenia prowadzone przez ekspertów z różnych dziedzin, doradztwo psychologiczno-pedagogiczne. Zapewnia też pomoc prawną, zdrowotną, materialną. Tworzy też grupy wsparcia dla rodziców i ułatwia im kontakt z pracodawcami. - Pracujemy z rodziną jako całością, ze wszystkimi dziećmi i ich opiekunami – podkreśla Monika Kraszewska, koordynatorka PUR w Koszalinie. – To program mający zapobiec przekazaniu dzieci do rodziny zastępczej. Chcemy uczyć dzieci nawiązywania i utrzymywania więzi, rozmowy, bycia ze sobą. Dlatego w naszych świetlicach nie ma komputerów, telewizorów, czy gier typu PlayStation. Współpracujemy z pedagogami, terapeutami, kuratorami sądowymi, aby pomóc rodzicom w budowaniu relacji z dziećmi, rozwijaniu umiejętności wychowawczych. Zgłosić się do nas może każdy, kto uważa, że potrzebuje takiej pomocy, bo przeżywa różne trudności albo kryzysy, takie jak choroba przewlekła, niepełnosprawność któregoś z członków rodziny.

Stowarzyszenie S.O.S Wioska Dziecięca prowadzi w Koszalinie dom dla usamodzielnianej młodzieży przy ul. Głowackiego oraz placówkę wsparcia dla rodzin przy ul.Piłsudskiego 47. W ramach PUR odbywają się tam zajęcia dla dzieci w wieku szkolnym od poniedziałku do piątku w godz. 12.30-16.30.

Nie mają rodzeństwa, nie chcą mieć dzieci?
Pierwsza SOS Wioska Dziecięca powstała w 1949 roku w Austrii. Została założona dla dzieci osieroconych podczas II wojny światowej przez Hermanna Gmeinera. Zgodnie z ideą założyciela, opieka w SOS Wioskach Dziecięcych ma charakter rodzinny. On sam był jednym dziesięciorga dzieci. Po śmierci rodziców opiekę nad nim i rodzeństwem objęła najstarsza siostra. Stąd przez wiele lat w Wioskach Dziecięcych dziećmi opiekowały się tylko kobiety. W czasach powojennych brakowało mężczyzn, za to wiele było sierot, stąd taka forma pieczy zastępczej się sprawdzała. Dopiero w 2000 r., Polska jako jeden z pierwszych krajów, w którym działają Wioski Dziecięce, pozwoliła na to małżeństwom. Obecnie wciąż poszukiwani są kandydaci do stania się rodzicami dla nieswoich dzieci.

– Współcześni Polacy, podobnie jak inni Europejczycy, nie mają doświadczenia życia w wielopokoleniowej, a nawet wielodzietnej rodzinie – uważa Tomasz Rusiecki, dyrektor S.O.S. Wioski Dziecięcej w Karlinie, działającej 15 lat. – Nie umieją też komunikować się ze sobą bezpośrednio. Rozmowa przez telefon, czy komputer nie zastąpi rozmowy twarzą w twarz, a kontakty wirtualne nie pozwalają na zbudowanie długotrwałej więzi między ludźmi.

Wiele związków się szybko rozpada, a do tego te, które są, nie mają w sobie potrzeby życia dla drugich. Młodzi ludzie są roszczeniowi, bo często nie mają rodzeństwa, więc nie wiedzą, jak należy żyć w grupie. Wolą robić karierę zawodową, niż rodzicielską. Jeśli przygarniają, to psa lub kota, ale adopcja dziecka nie wchodzi w grę, nawet w dobrej sytuacji finansowej.

Rodzina aktora może być wzorem
Obecnie w karlińskiej Wiosce Dziecięcej na nowych lokatorów czeka pięć domów. Jeśli nawet zgłoszą się chętni do stworzenia prawdziwej rodziny, zniechęcają się po usłyszeniu, że bycie zastępczą matka i zastępczym ojcem wymaga oddania dzieciom całego siebie. Szczególnie że w Wiosce Dziecięcej w każdym domu jest 6-8 dzieci. Rodzic zastępczy ma dbać nie tylko o zaspokojenie potrzeb fizycznych i psychicznych podopiecznych, ale także o ich kontakty z rodzicami biologicznymi. Osoby, które chcą stać się rodzicami zastępczymi, mogą mieć dzieci biologiczne. Bywa, że na taki krok decydują się osoby w średnim wieku, które już odchowały własne potomstwo, ale mają w sobie tyle miłości i ciepła, że chcą nimi obdarzyć inne dzieci. Przykładem takich niezwykłych ludzi są rodzice Rafała Zawieruchy, który niedawno dostał rolę u amerykańskiego reżysera, Quentina Tarantino. 32-letni aktor ma troje biologicznego rodzeństwa i 19 przybranego, bo jego rodzice prowadzili rodzinny dom dziecka.

Ewa Marczak

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Dzieci potrzebują rodziny