Miasto - Tygodnik Koszaliński

Pożegnanie z bohaterem

 Marcin Wroński :: Fot: Marcin Torbiński

Autor bestsellerowego cyklu kryminałów retro z komisarzem Zygmuntem Maciejewskim w roli głównej spotkał się z czytelnikami w Koszalińskiej Bibliotece Publicznej 18 czerwca. Opowiedział m.in. o spektakularnym pożegnaniu ze stworzonym przez siebie bohaterem, którego pokochały miliony Polaków.

Rozpoczęta w 2007 roku seria kryminałów o skomplikowanych śledztwach prowadzonych w przedwojennym Lublinie przez wnikliwego komisarza Zygę Maciejewskiego przyniosła Marcinowi Wrońskiemu sławę, uznanie krytyki literackiej i prestiżowe nagrody. Jednak autor debiutował o wiele wcześniej. Już w latach osiemdziesiątych należał do pisarzy tzw. trzeciego obiegu. Ale co to właściwie znaczy?

 

– W tamtych czasach istniały trzy obiegi literackie – wyjaśnił Marcin Wroński. – Pierwszy, ten oficjalny, drugi – podziemny i ten trzeci tworzony przez młodych kontrkulturowców, nieaprobujących literatów zarówno z pierwszego, jak i z drugiego obiegu i pragnących mówić swoim własnym głosem. Należałem do tego kręgu.

Od kontrkulturowca do znanego, lubianego i cenionego autora powieści kryminalnych dzieliło Marcina Wrońskiego kilkanaście lat. Ale już w latach dziewięćdziesiątych, kiedy w literaturze nie funkcjonowało jeszcze pojęcie kryminału retro, u młodego pisarza pojawiła się pewna myśl i pewne pragnienie, które w przyszłości zaowocowało serią o słynnym komisarzu, twardzielu o wrażliwej duszy, który w przerwach między rozwiązywaniem kolejnych zagadek kryminalnych czyta powieści Franza Kafki.

– Jako student polonistyki dużo czasu spędzałem w czytelni, przeglądając stare przedwojenne gazety. I wtedy po raz pierwszy pomyślałem sobie, że z przyjemnością przeczytałbym kryminał historyczny. A ponieważ tego typu publikacje przez długie lata jakoś się nie ukazywały, postanowiłem sam zmierzyć się z tym gatunkiem. Było to ambitne i trudne zadanie, gdyż literaturą gatunkową rządzą pewne reguły, których po prostu trzeba się nauczyć. W przypadku kryminału musi więc być ofiara, następnie skomplikowane śledztwo i doskonale zarysowana postać detektywa. Żeby sprostać tym wyzwaniom gatunkowym i powiedzieć coś od siebie, trzeba, trzeba być naprawdę biegłym pisarzem. Ale postanowiłem spróbować.

Marcin Wroński przyznał, że podjęcie nowego literackiego wyzwania traktował jako swego rodzaju test. Powodzenie powieści lub jego brak miało być wskazówką dotyczącą dalszych losów autora. Gdyby powieść okazałaby się niewypałem, Marcin Wroński postanowił pożegnać się z marzeniami o karierze literackiej i zostać na przykład kucharzem czy górnikiem. Na szczęście czytelnicy docenili barwny, pełen emocji język, błyskotliwe dialogi, dyskretny humor i finezję w konstruowania kryminalnej intrygi, a przede wszystkim pokochali komisarza Maciejewskiego. A wymyślenie postaci, która staje się bohaterem zbiorowej wyobraźni, z pewnością nie jest łatwe: – Celowo nie do końca określiłem charakter Zygi Maciejewskiego – powiedział Marcin Wroński. – To taka sprytna sztuczka, pozwalająca czytelnikom na uruchomienie wyobraźni i pełniejszą identyfikację z literackim bohaterem. Ale już od początku miałem pomysł na tę postać. Mój komisarz był rówieśnikiem XX wieku, urodził się w 1900 roku, a skomplikowana historia naszego kraju w sposób istotny ukształtowała jego osobowość. Na początku jest idealistą, później pojawia się rozczarowanie, a wraz z nim gorzka ironia, tak jak u bohaterów Raymonda Chandlera. Jednocześnie mój komisarz pozostaje wrażliwym, szlachetnym, budzącym podziw, sympatię i czasami współczucie człowiekiem. Wprawdzie przegrywa z historią, ale z historią po prostu nie da się wygrać… Obserwujemy więc, jak dzielnie walczy i kibicujemy mu z całego serca.

Książka „Gliny z innej gliny” – zbiór kryminalnych opowiadań, oczywiście, z Zygmuntem Maciejewskim w roli głównej, okazała się pożegnaniem z lubelskim policjantem. Ale temu pożegnaniu, które w założeniu było hołdem dla komisarza, Marcin Wroński postanowił nadać wyjątkowy literacko kształt. - Zaprosiłem do współpracy autorów, których cenię i lubię – Ryszarda Ćwirleja, Roberta Ostaszewskiego i Andrzeja Pilipiuka, którzy wzbogacili książkę swymi opowiadaniami – powiedział pisarz. – Oczywiście, taki projekt mógł się wydawać nieco ryzykowny, ale byłem pewien, że wszystko się uda. I tak właśnie było. Autorzy, którzy są moimi kolegami, napisali dobre opowiadania kryminalne, z których dowiedziałem się o Zygmuncie Maciejewskim wielu nowych i ciekawych rzeczy…

Izabela Nowak

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Pożegnanie z bohaterem