Miasto - Tygodnik Koszaliński

Awantura o place zabaw

 Plac zabaw :: Fot: Magda Pater

Mieszkańcy osiedla Tysiąclecia nie doszli do porozumienia przy wyborze inicjatyw, które powinny być wykonane w przyszłym roku w ramach budżetu obywatelskiego. Wydarzenie, które odbyło się 5 września w Szkole Podstawowej nr 4, miało chwilami burzliwy przebieg.

To już drugie osiedlowe spotkanie z przedstawicielami Urzędu Miejskiego i Pracowni Pozarządowej, wspierającej Koszaliński Budżet Obywatelski. – Dyskutujemy z mieszkańcami o tym, co jest im w danym czasie najbardziej potrzebne na ich osiedlu, pomagamy wybrać najważniejsze inwestycje – wyjaśnia Łukasz Cieśliński z Pracowni Pozarządowej. – Przy okazji mieszkańcy poznają siebie nawzajem, a niektórzy dopiero się dowiadują, na jakim osiedlu mieszkają i że działa tu rada osiedla, której mogą przez cały rok zgłaszać swoje uwagi i pomysły. Jedną z autorek pozytywnie ocenionego pomysłu jest Grażyna Kietrys, przewodnicząca Rady Osiedla Tysiąclecia, która zgodnie z nowymi przepisami, zgłosiła projekt placu zabaw przy ul. Głowackiego 13-15 jako osoba prywatna.
– Jest to część naszego osiedla, na której mieszka wiele rodzin z dziećmi i tam nie ma, dosłownie, żadnego urządzenia do zabawy – zaznacza Grażyna Kietrys. Ostatnio jako rada osiedla postawiliśmy tam dwie ławeczki, ale to za mało.

To ma być rewitalizacja?
Trzy osiedlowe pomysły, które przeszły akceptację pod względem merytorycznym, wywołały burzliwą dyskusję. Mieszkańcy mieli zagłosować za przyjęciem jednego lub dwóch projektów, których łączna wartość nie przekroczy 114 tys. zł, przeznaczonych na inicjatywy osiedlowe. Dwie z inicjatyw, nad którymi mieli głosować uczestnicy spotkania, dotyczą ul. Bałtyckiej. Mieszkańcy bloku przy ul. Bałtyckiej 35-51 nie chcieli zrezygnować z pomysłu rewitalizacji ich podwórka, mimo że jeszcze w 2019 roku zacznie się tego typu inwestycja w tym właśnie miejscu. Została on zgłoszona w zeszłorocznej edycji budżetu obywatelskiego. Rok temu mieszkańcy prosili o montaż lamp, ławek, wymianę piaskownicy, demontaż drabinek dla dzieci i postawienie urządzeń siłowni zewnętrznej. Według obliczeń autorów pomysłu, ta inwestycja miała kosztować prawie 35 tys. zł, ale po weryfikacji okazało się, że będzie to 90 tys. zł, dlatego jej wykonanie przesunięto na rok bieżący.
– Pamiętam ten projekt i nie rozumiem, dlaczego omawiamy go po raz kolejny – dziwiła się starsza pani. – Albo jest już robiony, albo państwo go rozszerzyliście i chcecie go wprowadzić od nowa.
– To, że był zgłoszony rok temu i w tym roku nie oznacza, że będzie wykonywany – tłumaczył Łukasz Cieśliński.
– Ale o to chodzi, że przeszedł! – odpowiedzieli uczestnicy spotkania.
– Tak, ale to, co szumnie było nazwane rewitalizacją, polegało na przesadzeniu kilku krzaków kilka metrów dalej – twierdzi jeden z mieszkańców. – Nam zależało na urządzeniu placu rekreacyjno-zabawowego. Na razie mamy tylko piaskownicę, ale jest ona zniszczona, podmokła, do tego śmierdzi. Teren, który przygotowaliśmy pod rewitalizację, nadal jest niewykorzystany. Stałby się przyjazny dla mieszkańców w każdym wieku. My, dorośli i starsi, też potrzebujemy urządzeń dla siebie, zwłaszcza ławek. A inne projekty też oczywiście są potrzebne, ale może za jakiś czas?

Ławka i piaskownica to za mało
Drugi projekt dotyczył utworzenia minifitnesu, zamontowania ławki, karuzeli i huśtawki sprężynowej przed budynkiem przy ul. Bałtyckiej 20-26.
–Tam już macie ławki, piaskownice, bujak, a tam, na ulicy Głowackiego, nie ma nic – wyliczała Grażyna Kietrys. –Chcielibyście mieć plac zabaw przy każdym bloku, i to od razu taki bogato wyposażony. Można się przecież przejść na sąsiednie podwórko albo na przedszkolny plac zabaw. Poczekajcie trochę i pozwólcie przeznaczyć pieniądze na plac zabaw w miejscu, gdzie nigdy żadnego nie było.
–Według pani te ławki i piaskownica to jest coś? – denerwowali się mieszkańcy. – Pani tam chyba w ogóle nie była, bo inaczej by pani wiedziała, że na naszym podwórku nie ma kompletnie nic. Ta piaskownica robi za kuwetę dla osiedlowych kotów. A ławki stoją ze czterdzieści lat. Są w opłakanym stanie. Dzieci bawią się w krzakach, bo nie mają żadnych urządzeń do zabawy. A przejść na inne ulice się nie da, bo ulica Bałtycka jest bardzo ruchliwa.
– Mój syn jest niepełnosprawny i nie wyobrażam sobie, żeby on sam wędrował po osiedlu – dodała jedna z mam.
– Proszę przyjść do rady osiedla i powiedzieć, czego wam potrzeba, to się zastanowimy, co można u was poprawić – tłumaczyła Grażyna Kietrys. – Zawsze jest szansa, żeby się dogadać.

Nie mówili jednym głosem
Rodzice dzieci z ulicy Głowackiego tłumaczą, że muszą z nimi iść aż na plac zabaw przy ul. Piłsudskiego, a ta droga jest niebezpieczna.
– My nie chcemy niczego dla siebie – żadnej siłowni zewnętrznej, tylko kilka urządzeń dla dzieci – tłumaczyła jedna z matek. – Najbliższy od naszych bloków plac zabaw to Jacek i Agatka. Dzielą nas od niego trzy ruchliwe przejścia, w tym jedno rondo. Czy któraś z mam mieszkająca przy ulicy Bałtyckiej puściłaby swoje dziecko na ten plac zabaw?
– Skoro są dwa projekty z ulicy Bałtyckiej, a z ulicy Głowackiego jeden, to wybierzmy jeden z Bałtyckiej, bo uważam, że jej mieszkańcy nie stracą – przekonywała jedna z uczestniczek spotkania.
– Dlaczego my z ulicy Głowackiego, którzy nie mamy żadnego placu zabaw, mamy być poszkodowani? Mieszkam przy tej ulicy dwanaście lat i poza stojącą tam już od dawna ławką i piaskownicą, też brudną i śmierdzącą, nie mamy żadnych placów zabaw.
W wyniku braku porozumienia wszystkie trzy pomysły przeszły do głosowania ogólnego, które zacznie się 24 października. Udział w głosowaniu na te inicjatywy mogą wziąć udział tylko mieszkańcy tego osiedla, bez względu na wiek.

Ewa Marczak

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Awantura o place zabaw