Miasto - Tygodnik Koszaliński

Ambitny początek

 Skrzypek Krzysztof Jakowicz :: Fot: Sabina Marcinkowska

64. sezon artystyczny w Filharmonii Koszalińskiej rozpoczął się 13 września. Wyjątkowo w roli konferansjera wystąpił dyrektor placówki Robert Wasilewski. Zaprezentowano bardzo urozmaicony program.

Był to wieczór pełen napięcia i oczekiwania, zwłaszcza na dyrygenta Jakuba Chrenowicza. Jako gwiazda wieczoru wystąpił wybitny skrzypek Krzysztof Jakowicz. Nim jednak pojawił się na scenie, orkiestra zagrała uwerturę z „Leonory III” Ludwiga van Beethovena op. 72 b. To kompozycja dość zachowawcza w kwestii odbioru, choć tak naprawdę stawiająca przed artystami duże wymagania. Dobrym pomysłem było zagranie jej na początku koncertu, gdyż tego rodzaju utwory bywają przytłaczające ze względu na swoją strukturę. Od samego początku widać było starania koszalińskiej orkiestry. W kompozycji zaprezentowała ona bardzo dobre, płynne, nagłe zmiany dynamiczne. Wyróżnić należy partię fagotu, która, jak na możliwości tego instrumentu, była niezwykle ruchliwa i wymagała od instrumentalisty odpowiedniej biegłości i podparcia oddechowego. Warto zwrócić uwagę również na partię instrumentów smyczkowych, które musiały się wykazać precyzją. Pewnego rodzaju niespodzianką była "rola" tajemniczej trąbki. Było ją słychać, lecz nie widać. Jak się później okazało, to celowy zabieg, któremu podołał grający w ukryciu trębacz, dzięki czemu uzyskano nieco stłumione brzmienie. Nie zabrakło starcia smyczków z instrumentami dętymi. Widać było walkę i to, że orkiestra stara się oszczędzać siły na to, co miało nastąpić za chwilę…

Bez wątpienia wszystkich zachwycił tego wieczoru wirtuoz skrzypiec Krzysztof Jakowicz, który wykonał z towarzyszeniem filharmoników „Koncert skrzypcowy e-moll” op. 64 Feliksa Mendelssohna-Bartholdy’ego. Wykonanie pełne było ekspresji, gracji, a niekiedy i… żartobliwości, co absolutnie nie przeszkadzało. Głębokie, ciepłe i zarazem nieco matowe brzmienie skrzypiec Jakowicza świetnie oddało charakter utworu romantycznego kompozytora. Solista grał z wyjątkową lekkością i spokojem, był bardzo skupiony, prezentował delikatne ruchy, mimo mocnej w wyrazie, pełnej napięć partii. Jakowicz prezentował to, co najlepsze i charakterystyczne zwłaszcza u dojrzałych artystów, a czego brakuje, niestety, często młodym – klasę, charyzmę sceniczną i wyczucie. Był to wzruszający występ, podczas którego artysta zaprezentował mnóstwo bardzo trudnych technicznie elementów. Jego popis zrobił wielkie wrażenie nie tylko na słuchaczach, ale także orkiestrze. Na bis wykonał trzy utwory, które okraszone były żartobliwymi opowieściami.

Na zakończenie wieczoru zespół wykonał „Koncert na orkiestrę” Witolda Lutosławskiego, czyli kompozycję o bardzo ciekawych rozwiązaniach artystycznych i nawiązaniu do folkloru polskiego. Co więcej, to utwór o dość charakterystycznym brzmieniu i mocnym początku, a także nucie psychodelii. Lutosławski wykorzystał tu bardzo bogate instrumentarium, które pozytywnie wpłynęło na kolorystykę kompozycji. Pojawia się rozbudowana sekcja perkusyjna, m.in. werble, kotły, ksylofon, talerze. Można także usłyszeć harfę, a nawet… czelestę, która nie jest zbyt popularnym instrumentem, i to nie tylko w orkiestrze. Ze względu na mnogość muzyków na scenie, trudno było ją wypatrzeć, jednak wystarczyło podążać za charakterystycznym brzmieniem. Była to zdecydowanie bardziej widowiskowa, rześka propozycja, niż otwierający wieczór ciężki Beethoven. Dużo się tu działo w kontekście struktury. Istotny był zwłaszcza rytm i logika.

Widać było także większe zaangażowanie u dyrygenta, który sprawiał wrażenie, jakby lepiej czuł się w kompozycjach schematycznych, matematycznych, nietypowych niż klasycznych, gdzie trzeba polegać na wzmożonej ekspresji. Kto wie, może znajdzie się w repertuarze naszej filharmonii więcej takich kompozycji?

Alicja Tułnowska

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Ambitny początek