Miasto - Tygodnik Koszaliński

Kronika pocztowa

 Siedziba pierwszej placówki pocztowej w Koszalinie  :: Fot: Archiwum Państwowe Koszalin

Wszyscy koszalinianie bez wahania wskażą siedzibę Poczty Głównej w mieście. To strzelisty, neogotycki obiekt z czerwonej cegły wzniesiony w 1884 roku. Zastąpił dwa mniejsze budynki, bo poczta funkcjonowała w Koszalinie od 1858 roku. Działalność pocztowa trwała tu nieprzerwanie, jeszcze wiosną 1945 roku wyjeżdżały wozy z przesyłkami.

Ale przyszedł dzień 4 marca 1945 roku i cała historia poczty zaczęła się od nowa. Była to teraz poczta polska i wszystko trzeba było zorganizować. Grupy pocztowców pojawiły się na Pomorzu Zachodnim już w marcu i, jak podaje Archiwum Państwowe w Szczecinie – pierwszy polski urząd pocztowy uruchomiono 2 marca w Człuchowie. Dopiero w maju taka grupa dojechała do Szczecina.
Świadectwo pierwszych dni
A w Koszalinie? Mamy przekazane do Archiwum Państwowego w Koszalinie świadectwo tych pierwszych dni zapisane przez samych pocztowców. – O dziejach polskiej poczty w Koszalinie najpierw przeczytałam we wspomnieniach Stefanii Tomaszewskiej, pionierki miasta – mówi Dorota Cywińska z AP Koszalin. – Opublikowano je wśród trzydziestu innych opowieści w książce „Koszalin 1945-2015. Historie z rodzinnych archiwów”, wydanej przez AP i wydawnictwo Jasne w 2015 roku.

Pani Stefania pisze, że do Koszalina trafiła z mamą w maju lub czerwcu 1945 roku, wprost z miejscowości rodzinnej w pobliżu Tarnowa. W mieście od marca przebywał jej ojczym – Józef Sowa. „Został wraz z sześcioma innymi pocztowcami skierowany przez dyrekcję Okręgu Pomorskiego Poczt i Telegrafów w Bydgoszczy do służby w Obwodowym UP w Koszalinie – opowiada we wspomnieniach Stefania Tomaszewska. - Zapaleńcy przyjechali, by uruchomić pierwszą polską placówkę pocztową w najdalej wówczas wysuniętej na zachód miejscowości – Koszalinie”. Podwieziono ich z Bydgoszczy do Człuchowa, resztę drogi pokonali prawdopodobnie głównie pieszo. Józef Sowa własnoręcznie uszył polską flagę, którą wywiesił 26 marca 1945 roku na budynku poczty przy obecnej ul. Dworcowej. Z czego? „Pewnie z wsypy – pisze pani Stefania. – Skąd by wziął czerwony materiał? Biały chyba z prześcieradła albo jakiejś koszuli”. Nie dodaje, bo pewnie nie wiedziała, że pocztowcy nadali obecnej ulicy Dworcowej nazwę – Wjazdowa.

UPT nr 2 rozpoczął pracę już na drugi dzień. Przed wojną mieścił się tam także urząd pocztowy. Autorka wspomnień zachowała zdjęcia pocztowców przybywających do Koszalina, a także ówczesny wygląd budynku przy ul. Dworcowej.

Odnalezione zapiski
I stała się rzecz niezwykła! Oto odnalazła się w archiwach pocztowych kronika pisana najpierw przez jej wieloletniego naczelnika i ojczyma pani Stefanii – Józefa Sowę. Stefania Tomaszewska wiedziała o jej istnieniu od Bazylego Kuzynkowa, który przyjechał do Koszalina w 1987 roku, odwiedził „swoją” pocztę, mieszczącą się już w obecnym miejscu, za dworcem PKP. Tam mu pokazano kronikę. Natychmiast poinformował panią Stefanię, ta archiwum i po długich procedurach księga znalazła się w zasobach AP.

To bezcenne źródło informacji o pierwszych dniach poczty polskiej w naszym mieście. Tom ma format typowych kronik – szkolnych czy organizacyjnych, okładka jest twarda, ciemnoczerwona, a kartki grube, bez linii. Pierwszy wpis (Artykół I) – pisownia oryginalna – pod wspólnym tytułem „Kronika Urzędu Pocztowego nr 2 w Koszalinie” nosi datę 1 czerwca 1945 roku, ostatni jest z roku 2000. Każdy jest datowany i podpisany przez autora, na ogół nieczytelnie, czasem z pieczątką funkcyjną.

Wpisy nie są regularne i, niestety, poza tymi z l. 50. ub.w., dość lakoniczne. Kronika jednakże podlegała kontroli, o czym świadczą podpisy „Przeczytano” i pieczątki kontrolera. Wróćmy do tego pierwszego tekstu – sporządzonego piórem i zielonkawym atramentem (może wyblakł?). Pisze Józef Sowa: „Dnia 24 marca 1945 roku wyruszyła ekipa w osobach: obywatel Pałaszewski Michał, jako naczelnik Urzędu, Szyndler Ryszard, zastępca, Sowa Józef, kontroler urzędu, Kuzynkow Bazyli, praktykant pocztowy oraz jako pion techniczny obywatelowie: Ostrowski Stanisław, technik, Majka Jan, monter i Majszak Tadeusz, monter”.
Wyjechali z Bydgoszczy samochodem, dotarli do Człuchowa, tam przenocowali i dalszą podróż – jak napisano - odbywali samochodami wojskowymi. W Koszalinie udali się do komendantury wojsk radzieckich „celem otrzymania zezwolenia na zakwaterowanie się” . Styl pisania w trzeciej osobie Józef Sowa zachował do końca, nawet wtedy, gdy pisał o sobie.

W mieście była ludność jeszcze niemiecka i już polska. Ci pierwsi z przygnębieniem patrzyli na budynek poczty z polską flagą, ci drudzy – z radością. Pierwszy napis na budynku wykonano na papierze, farbą olejną. Nad napisem „Urząd Pocztowo-Telekomunikacyjny Koszalin” umieszczono godło państwowe, też ręcznie namalowane. Obok flagi biało-czerwonej wywieszono też flagę Związku Radzieckiego. Nie ma w notatkach zapisu, z czego flagi sporządzono.

Ruszyła praca
„W dniu 29 marca 1945 roku placówka miała już nadawczość listów zwykłych i poleconych” – pisze dalej Józef Sowa. „Okienko nadzorcze obsługiwał Ob. Kuzynkow Bazyli”.
Pan Józef oddał do kasy swoje 300 zł, aby można było bezpłatnie wydawać znaczki, bo ludzie nie mieli polskich pieniędzy. Zwykły znaczek kosztował 25 groszy. Jak wysyłano listy w tym gorącym czasie? Pracownicy poczty udawali się drogą sztafetową co trzeci dzień, okazją, czyli samochodem wojskowym, a potem pociągiem wojskowym w kierunku Białogardu, następnie Szczecinka, stamtąd już była kolej do Bydgoszczy. „Po uruchomieniu pociągów pasażerskich około 10 maja 1945 pocztę odsyłano stałym konwojem do Białogardu” – czytamy na pożółkłych kartach.

Na poczcie uruchomiono też bezpłatną stołówkę, z której korzystali do 30 maja nie tylko pracownicy, ale i wciąż przybywający do Koszalina osadnicy. Bywało nawet 70 osób dziennie. Autor notatki był kierownikiem jadłodajni, odpowiedzialnym za dostawy mięsa. Zaznaczył, że pomagali mu pozostali pocztowcy.

Na kolejnych stronach autor zapisuje zmiany kadrowe i lokalowe. I tak do 28.3.1945 r. urzędem kierował Michał Pałaszewski, w okresie 1.5.1945-15.8.1950 – Ryszard Szyndler, a od 15.9.1950 roku naczelnikiem został Józef Sowa.

Sukcesy uczczone… malowaniem
W roku 1954 UPT2 zdobywa kilka razy sztandar przechodni dla najlepszej rozdzielni w Koszalinie, który w efekcie już tu pozostał. W 1956 Józef Sowa „został wybrany przez ludność zamieszkałą w rejonie UPT2 na przewodniczącego Komitetu Blokowego tego rejonu”. W tym samym roku wybrano go ławnikiem Sądu Wojewódzkiego. W 1985 r. UPT Koszalin nr 2 obchodził 40-lecie istnienia. W krótkim zapisie jest informacja o modernizacji magazynu i przeniesieniu paczkarni do innego budynku. A załoga uczciła jubileusz…pomalowaniem siatki wokół obiektu.

Wpisy ręką Józefa Sowy kończą się 2 maja 1969 roku. Następny, z marca 1975 roku i już innego autora, jest smutny: „Po długotrwałej i ciężkiej chorobie zmarł wieloletni naczelnik UPT2, pionier, odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. W czasie swej działalności cieszył się ogólnym szacunkiem i uznaniem”.

Na tych kilkudziesięciu stronach kroniki jest niewiele np. wycinków prasowych. Te z roku 1963 prezentują zwięzłe sylwetki Józefa Sowy i Haliny Brody pracującej na stanowisku dzielacza. Przeczytamy tam, że naczelnik za organizowanie czynów społecznych otrzymał pralkę elektryczną. Żal, że kronika jest taka skromna, że wpisy pojawiały się co kilka lat i były coraz skromniejsze. Czy jej założenie i prowadzenie to nakaz ówczesnych władz? Bo począwszy od samego Józefa Sowy widać, że autorzy „artykółów” serca do tego nie mieli. Ale i tak przynosi nowe, i - co najważniejsze, pisane przez świadka tamtych wydarzeń świadectwo – jak się rodził powojenny polski Koszalin. A w dawnym budynku UPT2 ma w tej chwili siedzibę Energa oraz mieszka jedenastu lokatorów.

Dana Jurszewicz

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Kronika pocztowa