Miasto - Tygodnik Koszaliński

Kuchnia, kultura, tradycja i gwiazdki Michelin

 Robert Makłowicz :: Fot: Magda Pater

Czy kuchnia jest elementem kultury? Jak można zostać krytykiem kulinarnym? Jaką wartość mają słynne i przez wielu upragnione gwiazdki Michelin? I czy istnieje kulinarne antidotum na jesienne i zimowe smuteczki? Na takie i wiele innych pytań odpowiadał Robert Makłowicz podczas spotkania z liczną publicznością, które odbyło się 24 października w Koszalińskiej Bibliotece Publicznej.

Robert Makłowicz – dziennikarz, pisarz, publicysta, krytyk kulinarny, podróżnik, autor książek kucharskich, a także laureat prestiżowych nagród zwanych Kulinarnymi Oscarami, należy do najbardziej popularnych i lubianych osobowości telewizyjnych. Sławę przyniósł mu bardzo chętnie oglądany cykl reportaży „Podróże kulinarne Roberta Makłowicza”. Programy te gromadziły przed telewizorami liczną widownię, która szczerze podziwiała dziennikarza przybliżającego telewidzom egzotyczne kraje i gotującego lokalne przysmaki. Mogłoby się więc wydawać, że Robert Makłowicz jest idealnym i wszechstronnym kucharzem, a jednak sam zainteresowany stanowczo protestuje przeciwko takiemu określeniu.
– Kucharz, to ktoś, kto po ukończeniu stosownych szkół karmi innych zbiorowo – powiedział. – Więc nie jestem kucharzem i nie jest dla mnie najważniejsze samo gotowanie oraz procesy zachodzące podczas obróbki termicznej określonych produktów. Samego siebie nazwałbym popularyzatorem kuchni, która jest dla mnie bardzo znaczącym elementem kultury i tradycji określonych społeczności. Kuchnia jest kluczem, który otwiera lokalne skarbczyki z miejscowymi kulturami. I właśnie takie wartości prezentuję w swoich programach i w swoich książkach. Sympatię wielomilionowej publiczności przyniosły Robertowi Makłowiczowi jego swoboda, poczucie humoru i ogromna kulinarna wiedza. Nic więc dziwnego, że jako krytyk kulinarny stał się niekwestionowanym autorytetem i wielu młodych ludzi pragnie podążać jego śladami. Jaką radę ma dla nich? Zabawną, dosyć wyczerpującą, ale z pewnością trafną.

– Aby zostać krytykiem kulinarnym należy zarobić sporo pieniędzy, następnie te pieniądze sumiennie przejeść i przepić, oczywiście cały czas robiąc notatki – powiedział. – Sam sprawdziłem tę metodę. Jest skuteczna. Zarabiałem zrywając owoce we Francji i układając kafelki w Belgii, a ciężko zapracowane pieniądze przeznaczałem na gastronomiczne przyjemności. I wcale nie dlatego, że byłem birbantem i utracjuszem. Po prostu w ten sposób zdobywałem wiedzę.

Powszechnie wiadomo, że to właśnie krytycy kulinarni przyznają upragnione przez wszystkich restauratorów gwiazdki Michelin, będące odpowiednikami Oscarów w świecie gastronomii. Jednak dla naszego krytyka wrzawa i zamieszanie związane ze słynnymi gwizdkami, to tylko „jeden wielki cyrk”. – Im jestem starszy, tym mniej ekscytujące są dla mnie te skomplikowane potrawy – powiedział. – I nie robi na mnie wrażenia szelest wykrochmalonej koszuli kelnera ocierającej się o jego fartuch… Dzisiaj często większe znaczenie ma dla mnie kromka dobrego chleba, o który naprawdę nie jest łatwo, kawałek smacznego sera, parę kropel oliwy i kieliszek dobrego wina. A więc umiar, umiar i jeszcze raz umiar.

Z pewnością doskonałe potrawy potrafią uszczęśliwić człowieka. A jaka kuchnia wiedzie prym w tej dziedzinie? Zdaniem Roberta Makłowicza niekwestionowanym liderem jest kuchnia azjatycka. - Jest bardzo smaczna, prosta, zdrowa i rozgrzewająca – wyjaśniał. – W smutny listopadowy, grudniowy i styczniowy czas uwalnia endorfiny i pieści przysadkę mózgową. Więc nie trzeba się upijać, ani narkotyzować, wystarczy delektować się mleczkiem kokosowym i spokojnie czekać na przyjście wiosny.

Izabela Nowak

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Kuchnia, kultura, tradycja i gwiazdki Michelin