Miasto - Tygodnik Koszaliński

Droga ku świętości

 Koszaliński cmentarz :: Fot: Magda Pater

Rozmowa z ks. dr. Wojciechem Parfianowiczem, rzecznikiem prasowym Kurii Biskupiej Diecezji Koszalińsko-Kołobrzeskiej na temat uroczystości Wszystkich Świętych i Dnia Zadusznego.

Po co w Kościele katolickim są specjalne dni, w których wierni wspominają świętych i wszystkich zmarłych?
– Pierwszego listopada inaczej patrzymy na cmentarz, bo myśląc o naszych bliskich, którzy tam spoczywają, mamy nadzieję, że zostaną zbawieni. Myślimy też o tych, którzy już doświadczają radości nieba. Święci to ludzie, którzy pod wieloma względami byli takimi samymi ludźmi jak my – słabymi i grzesznymi. To nie tylko ci oficjalnie beatyfikowani i kanonizowani. Jestem przekonany, że chodząc po koszalińskim cmentarzu, mijamy groby wielu świętych. Na pewno, jeśli chodzi o groby dzieci, a w zbiorowej mogile Dziecka Utraconego spoczywają szczątki kilku tysięcy małych świętych. Kościół stoi na stanowisku, że dzieci, które zmarły bez chrztu, są zbawione. Wierzymy, że cieszą się obecnością Boga, chociaż nie rozumiemy, dlaczego zmarły przed urodzeniem, czy tuż po nim.

 

Uroczystość Wszystkich Świętych to zatem dzień wbrew pozorom radosny. Tego dnia patrzymy na groby z nadzieją, że śmierć to nie koniec naszego życia, bo chociaż w grobie spoczywa ciało, to jednak dusza jest u Boga. Zresztą my, katolicy, wierzymy też w zmartwychwstanie ciała. Ono za życia ziemskiego było świątynią Ducha Świętego, dlatego jego rozkład po śmierci nie może być ostateczny. Po zmartwychwstaniu będziemy mieli to samo ciało, choć nie takie samo. Zostanie ono przemienione. Wymyka się to naszemu ludzkiemu rozumowaniu, dlatego sprawy życia wiecznego są w dużej mierze tajemnicą.
Dzień Zaduszny ma z kolei charakter bardziej żałobny. Przypominamy sobie, że śmierć jest bólem, a rozstanie z ukochanymi osobami pozostawia w sercu wyrwę. Chcemy o nich pamiętać, ale nie tylko we wspomnieniach, lecz nade wszystko w modlitwie.

Wiele osób może oburzać fakt, że ktoś, kto za życia popełniał różne grzechy, czasem dopuszczał się zbrodni, po śmierci zostaje uznany za świętego. Ktoś może powiedzieć: nikogo nie zabiłem, nie okradłem, jestem bardziej święty niż niejedna osoba wyniesiona oficjalnie na ołtarze, o której wiem, że robiła straszne rzeczy.
– Faktycznie, wielu świętych przed nawróceniem wiodło życie dalekie od ideału Ewangelii. Świętość nie oznacza bezgrzeszności, nieskalaności moralnej. Każdy człowiek, poza Matką Bożą, jest grzesznikiem. Bycie świętym oznacza ciągłe nawracanie się. Święty jest osobą pokorną, ma poczucie własnej grzeszności. Wielcy święci, tacy jak Jan Paweł II, bardzo często się spowiadali, bo będąc blisko Boga, mieli bardziej wyczulone sumienia. Im dalej od Boga, tym większe poczucie bezgrzeszności.
Często patrzymy na świętych jak na osoby niedostępne, które robiły coś wielkiego, na co nie mamy siły albo nie czujemy się do tego powołani. Ale nie chodzi o to, by pan Kowalski był drugim papieżem Janem Pawłem II, a pani Kowalska drugą Matką Teresą z Kalkuty. Każdy z nas ma swoją drogę do świętości, żyjąc w rodzinie, wykonując swój zawód. Każdy może zostać świętym, żyjąc zgodnie z własnym powołaniem. W naśladowaniu świętych nie chodzi o te same dzieła, ale o te same cnoty.

A co z modlitwami do świętych i czczeniem relikwii? To niezrozumiałe nawet dla wielu katolików, którzy mogą rozumieć te zaleceni,a Kościoła katolickiego jako odbieranie czci należnej Bogu, co zarzucają katolikom protestanci.
– Kościół jest wspólnotą zarówno ludzi żyjących, jak i tych, którzy już odeszli. Wierzymy w obcowanie świętych, czyli we wzajemne relacje, bo zgodnie z naszą wiarą ci zmarli nie rozpłynęli się w nicości, ale dalej istnieją, tylko w innej rzeczywistości. Mają inne spojrzenie na nasze życie. Będąc już u Boga, mogą nam u Niego wyprosić różne łaski, dlatego warto się do nich zwracać o pomoc. Poza tym nie modlimy się do nich, ale do Boga, za wstawiennictwem tych, którzy są bliżej Niego. To nie jest odbieranie czci Bogu. Nawet Matka Boża, która przecież była zwykłą kobietą, nie jest ważniejsza od Pana Boga.
Co do relikwii, to obecnie już się raczej nie pobiera części ciała zmarłych, uznanych za świętych. Przyznaję, że w dawnych wiekach były nadużycia w tej dziedzinie, takie jak handel relikwiami, sprzedaż fałszywych relikwii, traktowanie ich jak amulety, czyli myślenie magiczne. Ale dobrze rozumiany kult relikwii istniał w Kościele od samego początku. Np. ciała męczenników otaczano tak dużym szacunkiem, że na ich grobach budowano kościoły. Tak powstała np. Bazylika św. Piotra. Bywało, że na grobie osoby uznanej za świętą, działy się zjawiska nadprzyrodzone, co przyciągało do tego miejsca pielgrzymów i rozpoczynało rozwój kultu, który Kościół zwykle potwierdzał. Ciała niektórych świętych, zmarłych nawet kilkaset lat temu, nie uległy do tej pory rozkładowi.
Kult relikwii to wyraz szacunku i czci nas, chrześcijan, dla ludzkiego ciała, które jest nie tylko zlepkiem komórek, ale także świątynią Boga. Dlatego chrześcijanie nie palili zwłok, jak np. Rzymianie, ale chowali je w całości. Relikwie są dowodem na realność świętych, którzy żyli w konkretnym miejscu i czasie. Kiedyś nie było zdjęć, filmów, więc pobranie części ciała świętego i przechowywanie jej dla potomnych, było dla naszych przodków dowodem na istnienie tej osoby.

W takim razie co z kremacją zwłok? Czy katolik może wybrać dla siebie tę formę pochówku?
– Tak, ale to zależy od motywacji. Taka, że grób z urną zabiera mniej miejsca i jest łatwiejszy do uprzątnięcia niż grób z trumną, nie jest dobra. Kościół katolicki nie zabrania kremacji i pochowania urny z prochami, ale zaleca chowanie ciała, właśnie z powodów, o których mówiłem wcześniej. Podczas mszy pogrzebowej w kościele powinna być obecna trumna z ciałem zmarłego. W trakcie pogrzebu nie akcentujemy bowiem zniszczenia ciała, chociaż wiemy, że to nastąpi, bo wierzymy, że ono zmartwychwstanie. Etymologicznie słowo „cmentarz” oznacza „miejsce snu”. Niedopuszczalne jest dla nas rozsypywanie prochów zmarłego w ogrodzie czy w morzu albo robienie sobie z nich oczka do pierścionka.

Jak Kościół katolicki odnosi się do obchodów Halloween?
– Nie powinniśmy robić ze śmierci żartów, a to m.in. przyświeca niektórym zabawom w dzień Halloween (31 października). Przebieranie się za upiory czy zwłoki nie jest śmieszne. Po śmierci bliskiej osoby czujemy przecież ból, płaczemy, więc nie rozumiem karnawałowego podejścia do śmierci, choć obecne jest ono już od wieków. Nie sądzę, aby przebieranki, urządzane w przedszkolach czy szkołach, miały charakter okultystyczny, czyli otwierający na działanie demonów, ale rodzice powinni zapytać siebie, czemu takie zabawy mają służyć. Estetyka Halloween nie podnosi na duchu. Zapytajmy kogoś, czy chciałby, aby ktoś w ramach Halloween przebrał się za jego zmarłą mamę, córkę albo zmarłego brata?

Rozmawiała Ewa Marczak

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Droga ku świętości