Miasto - Tygodnik Koszaliński

Diabetycy muszą sobie radzić sami

 Przedstawicielki koła koszalińskiego Polskiego Związku Diabetyków :: Fot: Magda Pater

Cukrzyca to już choroba społeczna, dotykająca coraz większej liczby osób. W dodatku – coraz młodszych. Choruje na nią co trzecia osoba, a co czwarta o tym nie wie. I choć mamy internet, poradnie, lekarzy – nadal diabetycy potrzebują wsparcia, czasem w najdrobniejszych sprawach, którymi nie zajmie się lekarz rodzinny. Taką pomocą przez ostatnie 35 lat służyli wolontariusze z koła koszalińskiego Polskiego Związku Diabetyków. Ale to się już skończyło.

Krystyna Kasper, prezes koła, i Ewa Juriew-Nakielna, członkini zarządu, informują, że 26 czerwca zarząd podał się do dymisji. Obie panie pracowały w kole (przedtem oddziale) od 2009 r. – Przykro nam, że w roku 35-lecia naszej działalności musimy ją przerwać – mówią zgodnie. – Nie ma chętnych do dalszego działania, a my musimy się zająć swoim zdrowiem, bo też jesteśmy diabetyczkami.
Praca była społeczna, ale zarząd koła często dokładał do niej. – Jak trzeba było, pokrywało się z własnej kieszeni koszty delegacji – mówi Krystyna Kasper. – Przynosiło się materiały biurowe, naczynia, obrusy, firanki z domu, żeby siedziba jakoś wyglądała.
I tu przechodzimy do kolejnego powodu rozwiązania koła PZD. – Brakowało, zwłaszcza w ostatnich latach, wsparcia ze strony samorządu, firm farmaceutycznych, całej służby zdrowia – mówi z goryczą w głosie Krystyna Kasper. – Lekarze jakby nie rozumieli, że my im pomagamy w zakresie wczesnego wykrywania cukrzycy, profilaktyki, edukacji i wreszcie – w opiece nad chorymi, że ich wspieramy. To my uczyliśmy samobadania i samokontroli, robienia zastrzyków, dozowania leków, stosowania diety. Diabetologów jest wciąż mało, choć ostatnio w Koszalinie przybyło dwóch specjalistów, zwykle jest to 8-10 lekarzy diabetologów. – Był oddział diabetologiczny przy szpitalu – dodaje Ewa Juriew-Nakielna. – Ale został włączony w oddział wewnętrzny. W mieście są dwie poradnie – w szpitalu i w poliklinice. No, i prywatne.

Koło nie dostało ani złotówki na wniosek związany z obchodami 35-lecia działalności w Koszalinie i regionie. A chcieli jubileusz uczcić skromnie, we własnym gronie. Owszem, otrzymali lokal przy ul. Św, Wojciecha 1, ale wyremontowali go i wyposażyli z własnych środków i własnymi siłami, dostając dofinansowanie tylko na czynsz. – Nasi członkowie powinni płacić składki – przyznaje pani Krystyna. – Trzy złote na miesiąc. Ale bywało, że to my robiłyśmy zakupy dla chorych. Bo my pomagaliśmy każdemu, kto przyszedł, zadzwonił. Przez wiele lat w pracy pomagała nam dr Danuta Cybulska, dając wsparcie medyczne, za co serdecznie dziękujemy.

Zdaniem pań wielu lekarzy nie przywiązuje zbytniej uwagi do tego, co pacjent mówi podczas krótkiej wizyty. Zresztą, mają ustawowe 15 minut i w kolejce czeka następny. Co tymczasem mają robić pacjenci podejrzewający u siebie cukrzycę? – Nie bać się i wymagać otrzymania tego, co mu się należy od służby zdrowia w ramach ubezpieczenia – stwierdza zdecydowanie Krystyna Kasper. – Robić wyniki przynajmniej raz w roku, a cukier badać przy każdej okazji, np. podczas akcji edukacyjnych.

Trzeba też obserwować swój organizm. Zbytnia senność, poczucie stałego zmęczenia, zwiększone łaknienie i pragnienie, osłabienie widzenia, częste oddawanie moczu – to sygnały, że być może dopadła nas choroba. Wtedy do lekarza i nie odpuszczać, aż nie wykona nam odpowiednich badań. Znamy mnóstwo przypadków wykrycia, nawet zaawansowanej cukrzycy przypadkiem, przy innych diagnozach. – Bo cukrzyca nie boli, lecz zabija powoli – dodaje pani Ewa. – To nasze motto.
Zarząd Wojewódzki PSD jest w Nowogardzie. Tam się trzeba zwrócić, gdyby znalazł się ktoś, kto zechce reaktywować pracę koła w Koszalinie. Obie panie zadeklarowały pomoc.

(dj)

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Diabetycy muszą sobie radzić sami