Miasto - Tygodnik Koszaliński

Moda na retrogaming

 Koszalin Retro Games Show 2018 :: Fot: Archiwum

Czy nazwy „Mario”, „Tekken”, „Contra” czy „Mortal Kombat” brzmią znajomo? To tytuły, w które chętnie grywało niegdyś pokolenie obecnych 30- i 40-latków. Warto je sobie przypomnieć, ponieważ coraz śmielszym krokiem wkracza na światowe salony moda na gry z końca XX i początku XXI wieku.

Dzięki temu wracają wspomnienia. Niejednemu dorosłemu już graczowi z pewnością łezka zakręciła się w oku z tego powodu. Tytuły, które przez dłuższy czas były raczej niedostępne na rynku powracają – czy to z powodu organizowanych coraz częściej imprez tematycznych lub po prostu… osiągnięć technologicznych. Tak oto osoby, które straciły możliwość grania na popularnych automatach czy konsolach, mogą odetchnąć z ulgą. Podobnie jest z grami komputerowymi, choć coraz to nowsze systemy operacyjne często przekreślały możliwość powrotu do ukochanego tytułu. Nie udało by się to jednak bez wiernych graczy, którzy nie chcieli porzucać swoich ulubionych gier. Zjawisko zbierania oraz grania w stare gry zyskało nawet własną nazwę – retrogaming.
Pierwsze wspomnienia
Każdy zaczynał swoją przygodę na swój sposób. Jedni pamiętają automaty, inni przeszli przez niemalże wszystkie dostępne w kraju konsole, a co poniektórzy pamiętają jedynie Pegasusa, czyli polską podróbkę konsoli Nintendo, hit przede wszystkim lat 90.
– Wszystko zaczęło się od tego, że mój tata z bratem kupili sobie Commodore. Miałem wtedy 8-9 lat. Wiadomo, pierwsze gry na kasetach, nawijanie ich z powrotem ołówkiem, to było takie pierwsze wspomnienie, jakie mam. Takie późniejsze to konsole Segi, m.in. Sega Saturn i Sega Genesis. Najwięcej grałem na Sedze Genesis. Mam ją do tej pory i całe pudełko kartridży – gry typu „Mortal Kombat”, „Vectorman”… – wspomina Piotr, miłośnik starych gier, i dodaje: – Był jeszcze GameBoy. Oczywiście zagrywałem się w „Mario” i „Lucky Luke’a”. Nawet była wersja „Street Fightera” na Game Boya. Wszędzie go ze sobą nosiłem. W nocy nie dało się na nim grać, więc trzeba było z latarką siedzieć…

– Był Pegasus i kultowe strzelanie do kaczek. „Contra” jeszcze – na dwie osoby ze starszym bratem albo jak kolega przychodził, to też godzinami się tłukło aż się paski na telewizorze wypalały od grania. Pegasus był pierwszą i ostatnią konsolą, która u mnie zagościła. Nie polubiłem ich. Gdzieś tam przelotnie u znajomych na PlayStation w „Tekkena” się zagrało. Kiedyś też kuzyn z Niemiec mi Game Boya przywiózł, ale to nie było rozwiązanie, które mnie bawiło – mówi natomiast Paweł, który również chętnie wraca do gier retro.

Komputerowe szaleństwo
Chociaż konsole cieszyły się wielkim powodzeniem w Polsce, to jednak komputer wprowadził prawdziwą rewolucję do świata gier. Wraz z szybkim rozwojem technologii – zarówno sprzętu, jak i systemów operacyjnych, zaczęto produkować coraz ambitniejsze tytuły.
– I się zaczęło – „Heroes”, „Gore”, „Blood”, „Neverhood”, „Quake”... – potwierdza Piotr i dodaje: – Na samym początku, kiedy mieliśmy komputer, było tak trudno o gry, że brat płacił za wersje demo spiracone. Ludzie nagrywali dema na płyty i je sprzedawali – taki był niedosyt gier na komputery. W sklepach były gry po 400-500 zł. Pamiętam taką jedną z polskich gier, która podbiła świat – „Gorky 17”. Też się w to zagrywałem. To była taka strategia turowa. Gdy rynek gier w Polsce się udomowił, to gry były tańsze. Większą część dzieciństwa spędziłem na „Heroesach 3”, „StarCrafcie”.

– Pierwszy mój komputer to była Amiga A500, a moją ulubioną grą komputerową były wyścigi samochodowe „Lotus”. Było też „Ultimate Hokey”. Pamiętam, że fascynowało mnie wtedy w tej grze to, że można było personalizować swoją drużynę i wybierać kolor koszulek. Na tamte czasy było dla mnie to tak szokujące, że utkwiło mi to w pamięci – wspomina Paweł. – Szczęśliwie moje dzieciństwo przypadało na lata 90., kiedy był wysyp dobrych strategii czasu rzeczywistego, bo i kwitła wtedy seria „Command & Conquer”, „Red Alert”, „Warcraft”, „StarCraft” – to są gry, które cieszą się popularnością do teraz, a już z powodzeniem można o nich powiedzieć, że są retro. Społeczność graczy nadal jest aktywna i można po sieci pograć z graczami z całego świata.

Co więcej, Paweł przeżył w latach młodości wyjątkową przygodę, ponieważ został recenzentem gier komputerowych dla jednego z pierwszych sklepów wysyłkowych w Polsce, który mieścił się w Koszalinie. – To mi faktycznie otworzyło drogę do poznawania wielu tytułów z wielu dziedzin i nie musiałem przy tym wydawać gigantycznych pieniędzy, bo trzeba przypomnieć, że zarobki były znacznie niższe wtedy, a nowa gra kosztowała wtedy ok. 160 zł. Te ceny bardzo długo trzymały się na pierwotnym poziomie. Zakup gry był trudny nawet dla średniozamożnych rodzin. Myślę, że około tysiąca tytułów w czasie trwania swojego dzieciństwa mi przez ręce przeszło – mówi.

Retro współcześnie
Co mają w sobie stare gry, że wciąż mają fanów, a nawet zyskują nowych graczy? Okazuje się, że to nie tylko kwestia sentymentalności.
– Po pierwsze prostotę, po drugie czystą przyjemność. Nie muszę się do niczego zalogować, nie muszę posiadać żadnego konta. Często jest też tak, że te gry są dostępne na internecie – twierdzi Piotr.

Okazuje się też, że gracze cenią je za ogólny mechanizm i wyjątkowość rozgrywki.
– Są gatunki gier, takie jak chociażby strategie czasu rzeczywistego, gdzie od wielu, wielu lat nie pojawiają się żadne tytuły, które przegoniłyby rzeczy, które działy się w tamtych czasach – mówi Paweł. – Po prostu coś się zatrzymało, zepsuło w myśli technicznej i nie robi się takich gier jak kiedyś.
Także ponadczasowość to cecha podkreślana przez graczy. – Przykładowo „Heroes 3”. Czy zestarzeli się? Ani troszkę. Do tej pory wyglądają przepięknie. Jak ktoś zrobi dobry pixel art, to gry nigdy się nie zestarzeją. Czysta przyjemność – wyjaśnia Piotr.

Gry retro mają więc pewne istotne zalety. Okazuje się jednak, że wcale nie tak łatwo wrócić do świata sprzed kilkudziesięciu lat, choć część z nich można znaleźć na oficjalnych platformach cyfrowych dość tanio lub nawet za darmo. Dwie kluczowe przeszkody to problem z dystrybucją tytułów i znikomy dostęp do starego sprzętu (zwłaszcza w przypadku konsol czy automatów) oraz kwestie techniczne (przede wszystkim gry na komputer). Gracze znaleźli na to jednak pewien sposób, choć budzące pewne kontrowersje pod względem prawnym, a dotycząca konkretnie praw autorskich – emulatory.
– W pewnym momencie znudziłem się grami na komputer i zacząłem się bawić w emulacje Neo Geo. Grałem w gry z automatów – SNK i te wszystkie bijatyki – „Streets of Rage”, strzelanki… Jeśli chodzi o gry konsolowe, to czasem może być problemem zdobycie i skonfigurowanie w pełni sprawnego emulatora – wyznaje Piotr i dodaje: – Być może jest to piracenie, być może nie, ale trudno byłoby mi kupić kartridż gry sprzed kilkudziesięciu lat i jeszcze konsolę w pełni sprawną. To jest niewykonalne. Plus ta gra nie jest już w sprzedaży na rynku.

Gracze mają również niekiedy dość spory problem ze starymi grami komputerowymi, ponieważ także komputerowe systemy operacyjne, choć są nowszą technologią, potrzebują nierzadko konkretnego wsparcia, nawet jeśli posiadamy oryginalną kopię tytułu.
– Niektóre gry nie są w stanie być odpalone na najnowszych Windowsach – 8 czy 10. Czasem trzeba uruchomić coś, co się nazywa virtual machine, czyli Windows w Windowsie. Mam oddzielnego Windowsa na komputerze – XP albo 95, gdzie wszystkie starsze gry będą śmigać bez najmniejszego problemu – mówi Piotr.
Paweł zwraca dodatkowo uwagę na kwestię problemów graficznych, co może nieco zaskoczyć zwłaszcza nowych graczy.
– Te gry brylowały w czasach, gdy korzystano z monitorów w proporcjach 4:3, czyli kwadraciaki, a teraz większość naszych ekranów jest panoramicznych 16:9 czy jeszcze szerzej i te gry po prostu nie są dostosowane do tego, aby się wyświetlać na tego typu ekranie. To jest największy problem. Zresztą da się wszystkie inne ominąć w jakiś sposób – wyjaśnia. Jak się do tego zabrać? Pomocą zawsze służą fora internetowe dla graczy. Odpowiednie wskazówki czy porady można z łatwością znaleźć wpisując do wyszukiwarki odpowiednią frazę, a naprawdę warto tu trochę poszperać.

Gdy już uda nam się przebrnąć przez wszystkie problemy natury technicznej, czeka na nas wielka nagroda w postaci wielu godzin wspaniałej rozrywki. Co więcej, w przypadku gier komputerowych zyskujemy możliwość ustawienia wszystkich (a przynajmniej większości) parametrów na maksymalne wartości, co wcześniej z pewnością dla wielu graczy stanowiło pewną barierę. Tym razem jednak wątpliwe jest to, aby ktoś miał sprzęt o zbyt słabych parametrach...

Remastering
„Pomocną dłoń” do fanów retrogamingu, a także młodszych pokoleń wyciągają także producenci gier, którzy dokonują remasteringu, czyli odświeżenia, niektórych tytułów. To nie tylko podciągnięcie możliwości gry pod współczesny sprzęt i system operacyjny, dzięki czemu mamy większe prawdopodobieństwo, że tytuł będzie grywalny. Często „ulepszona” zostaje także strona graficzna gry, a także niektóre jej mechanizmy. O ile tzw. remastery mogą stanowić pewnego rodzaju zachętę dla nowych użytkowników, tak wierni fani niekoniecznie z takich rozwiązań bywają zadowoleni, gdyż bywa, że zachodzi w nich m.in. bezpośrednia ingerencja w mechanikę gry i wyraźnie zaburzają to, za co gracze ją docenili w przeszłości.
– Są robione tylko po to, żeby sprzedawać i pod nostalgię, np. „Heroes 3”. Jak wyszedł remaster, to prawa od 3DO zdobył Ubisoft i wydał wersję HD. Nie dość, że brakowało w niej połowy muzyki, wszystkich dodatków i kampanii, to są po prostu brzydkie – twierdzi Piotr.
– Czasami stare gry nie są dostosowane do nowych systemów operacyjnych, nowego sprzętu i ten remaster jest konieczny, żeby w ogóle w te tytuły można było w sposób swobodny zagrać, bo nie trzeba emulować systemów czy instalować DOSBoksa – mówi Paweł. – Nie każdy gracz po prostu będzie chciał lub poradzi sobie z przygotowaniem komputera do tego, żeby taki stary tytuł odpalić. O ile ten remaster nie zmienia tej gry całkowicie, że nie można już jej poznać, to jest ok.

Współcześnie z nutą retro
O ile remastering to odświeżenie, tak istnieje współcześnie równoległa tendencja, a ma ona związek m.in. z grami typu indie. To produkcje, które są specjalnie stylizowane na retro. Podobieństwo to dotyczy zwłaszcza grafiki oraz mechanizmu rozgrywki. Wydawaniem gier w stylu retro zajmuje się m.in. studio Spider’s Web, które specjalizuje się w tego typu tytułach m.in. „Nethergate” czy seria „Avernum” oraz „Geneforge”.
– Jest bardzo dużo fajnych gier tego typu. Wynika to z faktu, że odpowiadają za nie bardzo małe ekipy. Niektóre z nich były robione przez dwójkę ludzi, np. seria „Hotline Miami” czy „Enter the Dungeon”, „Nuclear Throne”, „Slay the Spire”. Nie żerują tak bardzo na nostalgii, jak się ludziom wydaje – dodaje Piotr.

To jednak jedynie wycinek tego, co oferuje nam świat retrogamingu. Aby dowiedzieć się czegoś więcej, warto poszperać w internecie, a także brać udział w imprezach tematycznych. Mieszkańcy naszego regionu mają jednak szczęście, bo nie muszą szukać daleko. Dlaczego? Z powodu Koszalin Retro Games Show, gdzie co roku można nie tylko zagrać w stare gry, ale również obejrzeć sprzęt z dawnych lat czy posłuchać interesujących prelekcji. Najbliższa edycja już w weekend 16-17 listopada na Politechnice Koszalińskiej (Śniadeckich 2) - w sobotę w godz. 10-20, a w niedzielę w godz. 10-15.   

Alicja Tułnowska

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Moda na retrogaming