Miasto - Tygodnik Koszaliński

Koszaliński noblista z ulicy Dworcowej

 Wiza dziecięca Lesliego Brenta :: Fot: www.ajrrefugeevoices.org.uk

 

Pod koniec ubiegłego roku świat obiegła smutna wiadomość. 21 grudnia zmarł mieszkający w Londynie profesor Leslie Brent, jeden z laureatów Nagrody Nobla. Naprawdę nazywał się Lothar Baruch i urodził się w Koszalinie w 1925 r.

Był synem żydowskiego kupca Athura Barucha i przez pewien czas mieszkał w naszym mieście przy ulicy Dworcowej. Jego rodzina została wymordowana podczas II wojny światowej. On sam ocalał tylko dzięki temu, że w 1938 roku trafił do dziecięcego transportu ratunkowego, zorganizowanego przez angielskie organizacje żydowskie. W Wielkiej Brytanii zrobił zawrotną karierę naukową, w 1960 r. znalazł się w trzyosobowym zespole, kierowanym przez Petera Medawara, który zdobył nagrodę Nobla za przełomowe odkrycia immunologiczne. To one dały podstawę współczesnej transplantologii.

Koszalin miał w sercu
Leslie Brent pamiętał o swym rodowodzie - parokrotnie odwiedzał Koszalin, między innymi brał udział w oficjalnym otwarciu starego cmentarza żydowskiego przy ulicy Rzecznej. Pochowani są tam są jego bliscy, w tym dziadek. Cmentarz żydowski – to dużo powiedziane. W rzeczywistości to wygrodzone płotem miejsce, z obeliskiem i macewą, upamiętniającą Arthura Barucha. Wybitnego naukowca upamiętniono 14 lipca 2005 r., gdy na ścianie kamienicy przy ulicy Dworcowej 4 w Koszalinie, gdzie przed wojną na III piętrze mieszkał mały Lothar Baruch, została odsłonięta pamiątkowa tablica. Zapewne nie każdy z przechodniów mijając ją przeczytał napis: „W tym domu urodził się i mieszkał w latach 1925-1937 Leslie Baruch Brent profesor St. Mary's Hospital Medical School w Londynie, twórca fundamentalnych badań naukowych w zakresie immunologii. Jego prace przyczyniły się do odkryć Petera Medawara, uhonorowanych w 1960 roku nagrodą Nobla w dziedzinie medycyny”.

W czepku urodzony
Gdy przyjrzymy się fotografiom, na których uwieczniony jest Leslie Brent, zauważymy poważnego starszego mężczyznę, z uwagą wpatrzonego w obiektyw. Pociągła twarz, przenikliwe spojrzenie i wydatny nos uzupełniają wizerunek nie tylko naukowca z ponad 20-letnim dorobkiem naukowym, ale też autora książek. Oprócz typowo naukowej „A History of Transplantation Immunology” wydanej w 2008 roku, a pisanej przez sześć lat, Leslie Brent napisał po angielsku książkę, w której wspominał swoje dziecięce lata w Koszalinie. Jej tytuł to „Sunday's child? A Memoir”. Przy czym nie należy tego tłumaczyć dosłownie jako „niedzielne dziecko”, lecz coś w rodzaju „w czepku urodzony”. Tak właśnie określił go ojciec po raz ostatni w liście, który trafił do chłopca w 1942 roku za pośrednictwem Czerwonego Krzyża. Później Leslie Brent dowiedział się, że jego rodzice zostali zamordowani gdzieś na Łotwie w okolicach Rygi.

Wojenne dzieciństwo
Ze wspomnień Leslie Brenta wyłania się pełen dramatyzmu obraz dzieciństwa w Koszalinie, okres niosący zapowiedź wojny i prześladowań Żydów: „Pamiętam mój pierwszy dzień w szkole, dostałem wówczas wielki rożek napełniony słodyczami. Pamiętam jazdę na hulajnodze, a później na rowerze, czytanki o amerykańskich Indianach i kowbojach, mój pierwszy obejrzany film o trzęsieniu ziemi w San Francisco i zabawne filmy z Charliem Chaplinem. Stają mi przed oczyma złowieszcze znicze nazistowskiej parady, niesione przez maszerujących mężczyzn w górę Bergstrasse (dzisiejsza ulica Zwycięstwa w Koszalinie), które trwożnie obserwowałem z mieszkania mojej babki”.

Jak uciekinier z Koszalina trafił do Wielkiej Brytanii? Wspominał, że po raz pierwszy zetknął się z nienawiścią do Żydów, gdy miał osiem lat. Stał ze starszą siostrą na ulicy, gdy trwał akurat wiec „brunatnych koszul”, czyli bojówek SA. Zapadły mu w pamięć słowa piosenki „Gdy żydowska krew będzie spływać z noża, wszyscy będziemy szczęśliwi”. Był przerażony. Jego rodzice byli Żydami, ale nie ortodoksyjnymi, asymilowali się z lokalną społecznością. Mało tego - ojciec Lesliego brał udział – jako jeden ze 100 tysięcy niemieckich Żydów - w pierwszej wojnie światowej, a za swoją odwagę otrzymał Krzyż Żelazny. Rodzina sądziła, że wobec tego faktu unikną prześladowań. Mylili się i to bardzo.

Sierociniec uratował życie
Baruch był jedynym żydowskim chłopcem w swojej klasie. Oczywiste więc było, że szykany i nawet rękoczyny ze strony kolegów, a nawet jednego z nauczycieli, będą tylko kwestią czasu. Jego rodzice potrafili na szczęście przewidzieć, co będzie dalej. Korzystając z tego, że ojciec Lothara znał dyrektora sierocińca dla dzieci żydowskich pod Berlinem, w 1937 roku rodzice umieścili syna w tym sierocińcu. Wierzyli, że w ten sposób chociaż jemu uratują życie. Noc Kryształowa w 1938 roku przyniosła jasne przesłanie co do dalszego losu Żydów w nazistowskich Niemczech, była to też zapowiedź prześladowań i zagłady na skalę europejską. Na szczęście z Niemiec wyruszały transporty pełne żydowskich dzieci z sierocińców, które wieziono do Wielkiej Brytanii. Działo się to dzięki zaangażowaniu niemieckich i angielskich organizacji żydowskich, w ten sposób uratowano ponad 10 tysięcy dziecięcych istnień. Lothar Baruch wyjechał z transportem liczącym 200 dzieci i ostatecznie trafił do żydowskiej szkoły w hrabstwie Kent.

Lothar Baruch w latach 1943-1947 służył w armii brytyjskiej, odchodząc w stopniu kapitana już pod zmienionym nazwiskiem, jako Leslie Brent. Co ciekawe, noblista zajmował się także zoologią. Warto zachować pamięć o tym niezwykłym człowieku, mieszkańcu Koszalina, którego los rzucił daleko od domu. Niech jego życie będzie dla nas przykładem tego, że każdy dzięki determinacji i sile woli może osiągnąć sukces, czyniąc swe życie wartościowym dla innych.

Tomasz Wojciechowski

 

 

 

 

 Kontenery :: Fot: Magda Pater

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Koszaliński noblista z ulicy Dworcowej