Miasto - Tygodnik Koszaliński

Albo ekspresja, albo depresja

 Wojciech Eichelberger :: Fot: Magda Pater

Centrum Edukacji Nauczycieli po raz czwarty przygotowało konferencję w ramach Akademii Nauczyciela. Tym razem wykład wygłosił znany terapeuta Wojciech Eichelberger. Zgromadzonym licznie nauczycielom wyjaśniał, dlaczego tak ważny jest ruch w życiu człowieka, zwłaszcza młodego. Jego brak prowadzi do chorób somatycznych i psychicznych. Równie szkodliwe jest tłumienie emocji i uczuć. Zakaz biegania uczniów w szkole czy robienie z dzieci naukowców wcale nie jest dla nich dobre.

Wojciech Eichelberger przywołał sytuację sprzed lat, gdy został zaproszony na wykład do Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. Adresatami jego wykładu mieli być jednak nie studenci, a rodzice.
– Zastanawiałem się, o kogo chodzi – przyznaje terapeuta. – O rodziców studentów? To dziwne, przecież na uczelni kształcą się dorośli, więc po co mieliby spotykać się ze mną ich rodzice? A może chodzi o studentów, którzy już zostali rodzicami i potrzebują jakiejś porady w tej dziedzinie? Okazało się, że na wykład przyszli ludzie w wieku około czterdziestu lat, których dzieci, w wieku około lat dziesięciu, miały na SGH zajęcia pod tytułem „Mały finansista”. Wyobraźcie sobie państwo: po kilku godzinach siedzenia w szkole, dwa razy w tygodniu musiały te biedne dzieci znowu siedzieć w ławce, bez ruchu, aby uczyć się czegoś, co nie jest odpowiednie dla ich wieku. Powiedziałem rodzicom, że jeśli chcą mieć mądre dzieci, powinni ten czas spędzać z nimi na placu zabaw. Bo w ruchu, w biegu, powstają nowe połączenia neuronalne, rozwija się mózg. Tak się uczymy, w ruchu, a nie przez czytanie, zapamiętywanie wzorów, tabliczki mnożenia. Dziecko od urodzenia do lat dwunastu, czternastu, potrzebuje sześciu godzin ruchu dziennie. On jest niezbędny do prawidłowego rozwoju dziecka. Tymczasem my, dorośli, nie doceniamy tej potrzeby, zachęcamy dzieci raczej do biernego spędzania czasu. Dodatkowym hamulcem potrzeby ruchu są smartfony. Nie pozwalamy na ujawnianie emocji, uczuć, a to prosta droga do tego, rozwinęły się depresja, cukrzyca czy inna poważna choroba.

Stres czy przewaga energetyczna?
A wszystkiemu winien jest brak umiejętnego rozładowywania stresu, który ma różne podłoża, ale reakcją na niego zawsze powinien być ruch. To jest wpisane w naszą biologię. Dawno temu, gdy idąc przez puszczę, człowiek spotykał dzikie zwierzę, na przykład niedźwiedzia, zamierał w bezruchu na ułamek sekundy, nierzadko z krzykiem, oceniając swoje szanse w starciu z nim, a potem zwykle odwracał się i uciekał tak szybko, jak tylko mógł. Gdy oddalił się na bezpieczną odległość, padał na ziemię i odpoczywał. Jego organizm, zmobilizowany do wyjątkowego wysiłku, regenerował siły, wracał do równowagi fizycznej i psychicznej.

– W tym ułamku sekundy, w którym człowiek stanął oko w oko z niedźwiedziem, w ludzkim organizmie zaszło wiele reakcji fizjologicznych – wyjaśniał Wojciech Eichelberger. – Rozszerzyły się jego źrenice, a gałki oczne nieco się wybałuszyły. Rozszerzył się kąt jego widzenia. Doszło do wyrzutu adrenaliny, której działanie wstrzymało inne potrzeby organizmu, na przykład takie jak jedzenie czy spanie. Spowalniają procesy myślowe. Na skutek wyrzutu tego hormonu serce zaczęło bardzo szybko bić. Trzustka wyrzuciła do organizmu cukier, który podczas biegu zostaje spalany. Te reakcje są bezwarunkowe, wykształcone w ciągu milionów lat w sytuacjach zagrożenia zdrowia lub życia.
Współcześnie o spotkanie z drapieżnikiem trudno, ale nie brakuje wydarzeń czy zjawisk, na które ludzki organizm zareaguje tak samo, choć zagrożenie będzie znacznie mniejsze. To stres bezwarunkowy. Są też inne rodzaje stresu, takie jak wyuczony i taki, który wynika z wewnętrznego napięcia, przewidywania negatywnych zjawisk, wydarzeń, które wcale nie muszą nastąpić. To autostres.

– To charakterystyczna cecha nas, Polaków, że kiedy jest dobrze, wszystko nam się układa, to nie umiemy się tym cieszyć, bo uważamy, że zaraz przyjdzie jakieś nieszczęście – zaznacza Wojciech Eichelberger. – Takim myśleniem umiemy sobie zepsuć życie. Jeżdżąc po świecie zauważyłem, że tylko w naszym języku funkcjonują takie negatywne powiedzenia: „Nie ciesz się, nie ciesz, bo będziesz płakać” albo „Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni”, „Nie mów hop, dopóki nie przeskoczysz”. Podobnie jak odbieramy sobie prawo do cieszenia się z własnego sukcesu. Ile osób mówi, że im się „coś udało”, jakby one same nie miały na to wpływu? A w naszym języku rzadko używamy stwierdzeń; ja to zrobiłem, tego dokonałem.

Nie dusić w sobie napięcia i emocji
Terapeuta uświadamiał nauczycielom, że w każdej sytuacji, która wywołuje reakcję stresową w organizmie, powinniśmy zareagować tak samo jak w czasie spotkania z niedźwiedziem: ruszyć z miejsca. To może być każda forma aktywności: bieg, spacer, ćwiczenia. Mają one pomóc organizmowi pozbyciu się adrenaliny i nadmiaru cukru. Muszą nastąpić: akcja na stres i regeneracja po wysiłku.
– Jeśli w sytuacji stresu zostaniemy w miejscu, może dojść nawet do śmierci, tak jak w Japonii wiele lat temu – przypomniał specjalista. – Wtedy uważano, że to z przepracowania, czyli karōshi. Dociekliwe badania naukowe wykazały, że śmierć wskutek zatrzymania akcji serca powodował brak reakcji na stres.

Japończycy, których kariera właśnie się ważyła, dostawali informacje, które wprowadzały ich ciała w stan stresu, jakby chodziło o zagrożenie życia. Ale Azjaci, nauczeni, że okazywanie emocji to wstyd, nie odreagowywali odpowiednio tego napięcia. Zastygali w bezruchu, nie oddychali, a ich serca pracowały szybko, jak podczas wysiłku. Dlatego w wielu korporacjach powstały specjalne sale do rozładowania stresu. Miejsca te nazwano „szałowniami”.

– Rosnąca liczba zachorowań na depresję u dzieci bierze się też z tego, że one nie umieją rozmawiać o tym, co i jak czują, a te skrywane emocje, napięcia, uderzają w ich organizm – tłumaczył Wojciech Eichelberger. – Dlatego zasada jest prosta: albo ekspresja, albo depresja. Podczas konferencji Henryk Zabrocki, Prezes Oddziału Okręgowego Towarzystwa Przyjaciół Dzieci wręczył terapeucie Specjalną Odznakę Przyjaciel Dziecka z okazji 100-lecia TPD oraz Złotą Odznakę „Przyjaciel Dziecka” z okazji 100-lecia organizacji.

Ewa Marczak

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Albo ekspresja, albo depresja