Miasto - Tygodnik Koszaliński

Jedyni tacy jubilaci

 Jubilaci z najbliższymi :: Fot: Magda Pater

Państwo Anna i Zbigniew Grońscy mogą stanowić wzór dla wszystkich par, które planują zawarcie małżeństwa lub mają za sobą krótki staż w takim związku. Pochodzący z Drohobycza koszalinianie świętowali brylantowe gody, czyli 75. rocznicę ślubu. To pierwszy taki jubileusz małżeński w powojennym Koszalinie.

Dostojna jubilatka urodziła się w 1925, a pan Zbigniew w 1924 r. Mimo sędziwego wieku małżonkowie doskonale pamiętają okoliczności, w jakich się poznali. Mieszkali wówczas w dawnym województwie lwowskim.
– To był słoneczny, wrześniowy dzień – wspomina pan Zbigniew. – Ja miałem 19 lat, a Ania – 18. Drogą szły dwie dziewczyny, siostry. Ja stałem z kolegą, mając w ręce bukiet kwiatów. Zebrałem się na odwagę. Podszedłem do tych panien i oznajmiłem: „Tej daję kwiaty, a tej – czyli mojej przyszłej żonie – samego siebie”.

– A ja wolałam kwiaty! – dodaje ze śmiechem pani Anna. – I wcale mi się nie podobało, że dał je mojej siostrze. Odwróciłam głowę, obrażona, ale on wziął mnie pod rękę i zaprowadził do kościoła. Od tamtej pory jesteśmy ze sobą. On zresztą nie był mi obcy. Nasze rodziny się znały. Moja mama często zwracała mi uwagę: „Patrz, Zbyszek idzie!” A ja na to: „To niech idzie! Co mi do tego?”.

Jednak pan Zbigniew przekonał przyszłą żonę do siebie i po dwóch latach narzeczeństwa, które przypadło na okres okrutnej wojny, w styczniu 1945 r. w Drohobyczu stanęli na ślubnym kobiercu. Z powodu uzasadnionej obawy przed zesłaniem na Daleki Wschód, młode małżeństwo opuściło swoją małą ojczyznę i z Kresów Wschodnich RP przyjechali na tzw. Kresy Zachodnie, czyli Ziemie Odzyskane. W kwietniu 1946 r. osiedlili się w Koszalinie. Pan Zbigniew pracował w sądownictwie, gdzie zatrudniony był początkowo na etacie kancelisty, a po 40 latach pracy zakończył ją jako kierownik oddziału. Pani Anna zaś pracowała w handlu i po 35 latach pracy przeszła na emeryturę. Najbardziej cenią sobie otrzymane medale za zasługi dla Koszalina, gdyż uważają je za podziękowanie za wkład społecznej pracy, jaką włożyli w odgruzowywanie rynku, uporządkowanie parku czy budowanie stadionów Bałtyku i Gwardii.
– Trudno mi uwierzyć, że jesteśmy razem tak długo, bo ten czas zleciał w moim odczuciu jak najwyżej 10 lat – wyznaje pan Zbigniew. – To dlatego, że było i jest nam ze sobą tak dobrze. Nie pamiętam, aby coś w naszym związku zgrzytało.

Jubilaci wychowali troje dzieci, doczekali się czwórki wnucząt i czwórki prawnucząt. – Rodzice byli i są ze sobą nierozłączni – przyznaje Renata Libner, córka państwa Grońskich. –
Nigdzie się bez siebie nie ruszają, czy to na spacer, czy do lekarza. Wakacje, wczasy – zawsze spędzali razem. Żyli dla siebie i sobą nawzajem. Oczywiście, jak każda para czasami się kłócą, ale nie wyobrażają sobie życia bez siebie. Nie umieją żyć osobno. Ich ulubiona rozrywka od lat to wspólne czytanie. Tata czyta mamie na głos.
– Recepta na udane małżeństwo? Być uczciwym wobec tej drugiej osoby. Jeśli kochać, to tylko ją – zgodnie mówią jubilaci.

Piotr Jedliński, prezydent Koszalina, podkreślił, że państwo Grońscy to nasi rekordziści małżeńskiego stażu. Takiego jubileuszu w naszym mieście jeszcze nie obchodziliśmy.
– Życzę przede wszystkim dużo zdrowia i czasu spędzonego z rodziną i przyjaciółmi – mówił.
– Życzymy sobie, abyśmy się spotkali na kolejnym jubileuszu, z okazji setnych urodzin – podkreślał pan Zbigniew.

(ejm)

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Jedyni tacy jubilaci