Miasto - Tygodnik Koszaliński

Szukają ratunku dla synka

 Franek :: Fot: Archiwum prywatne

Państwo Agata i Paweł Gryzio są rodzicami 2-letniej Poli i 2-miesięcznego Frania. Zarówno pani Agata, jej starszy brat, jak i jej dzieci urodzili się z wadami serca. O swojej wadzie pani Agata dowiedziała się dopiero w ciąży z synkiem, gdy straciła przytomność i trafiła do szpitala. Teraz mimo problemów ze zdrowiem walczy o zdrowie całej rodziny.

Podczas ciąży z Frankiem u pani Agaty lekarze wykryli wadę zastawki aortalnej, a do tego przerost serca, czyli kardiomiopatię rozstrzeniową. Diagnozę koszalińscy kardiolodzy postawili w lipcu 2019 r. Na razie odstąpili od leczenia interwencyjnego, chociaż wydolność lewej komory serca pani Agaty jest bardzo niska i wynosi 20 proc. (norma zaczyna się od 50 procent).

Pola w Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie przeszła przeznaczyniowe wstawienie do zastawki aortalnej i mitralnej stentów, czyli sprężynek poszerzających naczynie lub zastawkę. Franek przyszedł na świat w 35. tygodniu ciąży przez cesarskie cięcie, aby nie obciążać słabego serca młodej kobiety. Lekarze wiedzieli, że jego serce nie wykształciło się prawidłowo i funkcjonuje tylko prawa komora, bo lewa jest niedorozwinięta. Przy tej wadzie, mającej angielski skrót HLHS (hypoplastic left heart syndrome – niedorozwój lewego serca), konieczne są trzy operacje we wczesnym dzieciństwie. Nie likwidują one wady, ale pozwalają dziecku w miarę normalnie żyć, choć nie można wykluczyć, że w życiu dorosłym konieczny będzie przeszczep serca.

Większość rodziców, którzy dowiadują się, że ich nienarodzone dziecko ma HLHS, stara się dotrzeć do prof. Edwarda Malca. To polski kardiochirurg dziecięcy, od lat operujący najcięższe wady serca w niemieckim Münster. Często zaleca on, aby poród miał miejsce w jego klinice, aby dziecko zaraz po urodzeniu dostało niezbędną pomoc i czekało na pierwszą operację, planowaną zwykle w pierwszych dniach lub tygodniach. Te pobyty w szpitalu i operacje nie są darmowe. Rodzice z Polski przez różne fundacje i portale zbierają na nie pieniądze, a są to kwoty sięgające zwykle kilkuset tysięcy złotych. Często zbiórki zaczynają się jeszcze przez przyjściem dziecka na świat, aby mieć wymaganą kwotę przed terminem pierwszej ingerencji kardiochirurgicznej.
Jednak w przypadku Franka tak się nie stało. Chłopiec urodził się w Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie, gdzie przeszedł pierwszą z trzech planowych operacji.
– Warszawscy lekarze nie wiedzą, co robić, bo Franek był dwa miesiące na respiratorze, przez co ma zmiany niedotleniowe w mózgu – przyznaje pani Agata. – Dlatego otworzyliśmy zbiórkę pieniędzy, aby opłacić konsultację z profesorem Malcem, z którym rozmawialiśmy telefonicznie i chce przyjąć naszego synka po wydaniu przez szpital dokumentacji medycznej. Mamy już umówiony termin spotkania na początku lutego w Krakowie. Dojazdy z Koszalina do Warszawy i konsultacje z wybitnymi lekarzami też kosztują, a w rodzinie pracuje tylko mąż.

Rodzice Franka założyli zbiórkę na portalu Pomagam.pl (www.pomagam.pl/walkafrania, www.pomagam.pl/dalszawalkafrania). Starają się też o otwarcie indywidualnego konta w Fundacji „Serce Dziecka”. Pieniądze są potrzebne nie tylko na konsultacje lekarskie, ale też na remont pokoju, bo jego obecny stan techniczny nie jest odpowiedni dla dziecka po operacji serca i z rurką tracheostomijną. Nie ma w nim ani ogrzewania, ani porządnej podłogi. Dlatego państwo Gryzio są zmuszeni prosić ludzi dobrej woli o pomoc w zbiórce funduszy na leczenie Frania i remont pokoju dla niego. Informacje o stanie zdrowia chłopca można znaleźć na jego profilu na Facebooku: Walka Franusia z HLHS.

(ejm)

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Szukają ratunku dla synka