Miasto - Tygodnik Koszaliński

Służą dla pokoju

 20 lat minęło :: Fot: Marcin Torbiński

Od lat 50. ubiegłego wieku polscy żołnierze służą w Misjach Pokojowych ONZ. W szeregach tzw. Błękitnych Beretów znaleźli się także mieszkańcy Koszalina. W ostatnich dniach obchodzili 20-lecie swojego stowarzyszenia.

Chyba łatwiej wymienić części świata, w których sił ONZ nie było. Niestety, mimo że II wojna światowa skończyła się w 1945 roku, to od tej pory niemal wszędzie dochodzi do mniejszych lub większych konfliktów na tle etnicznym lub religijnym. Kiedy już uda się uzyskać zawieszenie broni lub rozejm, trzeba je utrzymać. Wówczas pole do popisu mają siły ONZ, które nie są armią narodową i nie prowadzą akcji ofensywnych.

Błękitne Berety mają takie zadania jak: pilnowanie pokoju i stabilizacja w danym rejonie. W szeregi sił ONZ trafiło wielu Polaków. Ci, którzy służyli w latach 60. czy 70., dziś są już emerytowanymi weteranami. Założyli swoje stowarzyszenie, którego koszaliński oddział 10 lutego obchodził swój jubileusz. – Spotykamy się wśród przyjaciół, członków koła i władz samorządowych – mówił podczas uroczystości podpułkownik w stanie spoczynku Jerzy Kurowski, prezes koła nr 18 Stowarzyszenia Kombatantów Misji Pokojowych ONZ w Koszalinie i jednocześnie wiceprezes całego zarządu głównego tej organizacji.
– Nasze stowarzyszenie skupia nie tylko tzw. misjonarzy, ale także osoby, które służyły pod flagą NATO i Unii Europejskiej – dodaje Kurowski. Koszalinianie służyli już latach 60. w Wietnamie. Kolejne kraje,w których byli obecni to m.in. Egipt, Syria, Liban, Namibia, Afganistan, Tadżykistan i kraje byłej Jugosławii. Mimo że są to siły pokojowe, to często bywa tak, że patrole stają się celem terrorystów. Należy być zatem w ciągłej gotowości.

Jak zapewniają sami weterani, najtrudniejsza jest rozłąka z rodziną. Szczególnie było to odczuwalne w czasach, kiedy nie było telefonów komórkowych i internetu. – Służba nie była lekka – mówi Andrzej Roszczewski, który służył w Egipcie w 1977 roku i w Syrii w 1991 roku. – Trzeba się było nastawić psychicznie do tego wszystkiego. W Egipcie miałem do dyspozycji tylko listy. W Syrii można było już rozmawiać przed radiostację, ale była to komunikacja bardzo ograniczona – dodaje. Podczas obchodzenia jubileuszu nie zabrakło podziękowań dla instytucji i osób wspierających oraz przyjęcia w szeregi nowych członków. Weteranów misji pokojowych ciągle przybywa, bo niestety nie ubywa konfliktów na świecie.

(mp)

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Służą dla pokoju