Miasto - Tygodnik Koszaliński

O tradycji szkolnictwa medycznego

 Pierwsza rada pedagogiczna szkoły z uczennicami :: Fot: Zbiory Muzeum w Koszalinie

Kilka dni temu miałam przyjemność wypić kawę z niezwykle ciekawą osobą – Iwoną Sławińską. Części z Państwa jest na pewno znana jako emerytowana nauczycielka i zastępca dyrektora „Medyka”, części jako historyk i aktywny członek facebookowej grupy „Stary Koszalin Miłośnicy”. Ja poznałam panią Iwonę jako niezwykłą, pełną pasji kobietę. Osobę otwartą, która lubi dzielić się swoją wiedzą. A wiedzę o historii Koszalina ma ogromną.

Na spotkanie poszłam z zamiarem wypytania o szkołę, w której kiedyś pracowała. Jednak nasza rozmowa potoczyła się trochę inaczej. Sama najmłodsze lata swojego życia spędziłam w Darłowie, więc gdy dowiedziałam się, że pani Iwona pochodzi z Królewskiego Miasta, nie mogłam o to nie zapytać.
– Urodziłam się w Darłowie. Moi rodzice przyjechali do Darłowa w 1946 roku. We wrześniu 1945 „przyjechali” do Polski. Z Polski do Polski, ale z tej Polski, która po decyzjach jałtańskich znalazła się poza jej granicami. Oboje rodzice pochodzili z małego miasteczka Hancewicze, dzisiaj to Białoruś. Najpierw trafili do brata mojej mamy, który mieszkał na wsi koło Kępna. Ojciec przed wojną był urzędnikiem, tam nie było dla niego pracy. Nie było to ich miejsce. Moja mama powiedziała do taty: „Staszek, jedź i szukaj dla nas nowego domu”. I Staszek pojechał na Ziemie Zachodnie. Wiosną 1946 roku trafił do Darłowa, a w sierpniu już wszyscy, tzn. rodzice i ośmioletnia wówczas siostra, wraz z tym całym wschodnim dobytkiem przyjechali do miasteczka. Tata był kierownikiem Czerwonego Krzyża, który mieścił się wtedy na ulicy Pocztowej.

Jakie było Darłowo w tamtym czasie, tuż po wojnie?
– Mimo iż Darłowo nie było zniszczone, rodzice mieszkali w jednym pokoju, w którym było jedno łóżko. Siostra wspominała, iż podstawą jadłospisu była melasa i smażone na unrowskim oleju dorsze. Wkrótce przenieśli się na ulicę Żeromskiego, mieszkali naprzeciwko gazowni. Tam ja spędziłam swoje pierwsze 3 lata. Potem rodzice wyjechali. Ja Darłowa nie pamiętam, znam je tylko z opowieści. Później mieszkaliśmy w Słupsku. Całe dzieciństwo i wczesną młodość spędziłam w tym właśnie mieście. Tam skończyłam szkołę podstawową i średnią, podobnie jak siostra I LO im. Bolesława Krzywoustego. Potem wyjechałam na studia do Poznania…

… i studiowała pani?
– Historię. Chciałam być historykiem sztuki, ale ponieważ wtedy był to tzw. deficytowy kierunek, na który przyjmowano co dwa lata, akurat wtedy nie było naboru. Zdawałam więc na historię. No i w Poznaniu, na Uniwersytecie im. A. Mickiewicza, zaczęłam studia i tam je skończyłam. Moja pierwsza praca to Liceum Ziemi Gostyńskiej w Gostyniu.

Od początku pracowała pani jako nauczycielka?
– Tak, pracowałam jako nauczycielka historii. To był świadomy wybór. Po trzech latach pracy w Wielkopolsce trafiłam do Koszalina, do Zespołu Szkół Medycznych. Pracowałam tam 22 lata.

Na jednym ze spotkań w Muzeum w Koszalinie opowiadała pani o historii szkoły, opisała ją pani również w artykule w „Roczniku Koszalińskim”. Czy mogłabym prosić o jej przypomnienie?
– Szkoła, wówczas tylko kształcąca pielęgniarki, powstała w 1958 roku. Na naszym terenie była to druga szkoła medyczna, pierwsza była w Szczecinku. Na początku mieściła się ona w budynku przy ul. Marii Skłodowskiej-Curie, w którym dzisiaj znajduje się Archiwum Państwowe. Na potrzeby szkoły został on przebudowany. Było tam osiem sal lekcyjnych, a w pierwszym roczniku przyjęto jedną klasę – około 30 osób. Kolejna siedziba znajdowała się przy ulicy Leśnej. Pracowałam tam od roku 1975 do 1997. Byłam najpierw nauczycielką, a później zastępcą dyrektora. Moje ostatnie miejsce pracy to kuratorium i tam pracowałam do emerytury.

A jak to się stało, że zaczęła pani badać historię Koszalina i samego „Medyka”?
– Na studiach pisałam pracę magisterską z historii najnowszej. O Władysławie Sikorskim. Na dobrą sprawę weszłam w tę historię regionalną, kiedy już byłam wicedyrektorem. Polska była już w przededniu przyjęcia do UE, ale już istniała możliwość uczestniczenia w ciekawych szkoleniach, kursach. Tak trafiłam m.in. na kurs organizowany przez Żydowski Instytut Historyczny w Warszawie. To był kurs dla nauczycieli „Historia i kultura Żydów polskich”. Jako zadanie trzeba było poszukać śladów żydowskich tam, gdzie się mieszka. I od tego się zaczęło. Kolejnym krokiem było zachęcenie podopiecznych do odkrywania historii rodzinnych. Uczniowie dostali zadanie stworzenia drzewa genealogicznego swoich rodzin. Wtedy okazało się, że ktoś ma babcię „tutejszą”, młodzież zaczęła odkopywać rodzinne zdjęcia i dokumenty. Odkrywali pogmatwane rodzinne historie. Okazało się wtedy, że to nie jest „my”–„wy”, „inni” – „nie-inni”. To była nauka tolerancji i zrozumienia, że nic w życiu nie jest czarno-białe.Wtedy też przyszło zainteresowanie historią lokalną. Gdy już byłam zaawansowaną emerytką, los zetknął mnie z facebookową grupą „Stary Koszalin Miłośnicy”.

Czy wtedy zaczęła pani zgłębiać historię „Medyka”?
– Nie, historię szkoły poznałam już wcześniej, podczas opracowywania wydawnictw jubileuszowych. W szkole znajdowała się również izba pamięci pracowników koszalińskiej służby zdrowia. Eksponowane w niej były dokumenty i biogramy pionierów służby zdrowia w naszym mieście – dra Szantyra, dra Zemły, jednej z pierwszych pielęgniarek pani Michalak. Część tych materiałów znajduje się teraz w Muzeum w Koszalinie. Była tam także ekspozycja poświęcona patronowi szkoły – Tytusowi Chałubińskiemu. Kiedy zmieniano nazwy ulic to ul. Marchlewskiego zmieniono na Chałubińskiego.

Skąd wywodzi się tradycja szkolnictwa medycznego w Koszalinie?
– Tradycje są przedwojenne. Zgromadzenie Diakonis Salem podpisało w 1912 roku ze starostą powiatu koszalińskiego umowę, w której zobowiązało się do wybudowania i prowadzenia szpitala. W powstałym kompleksie pod Górą Chełmską był szpital, Dom Macierzysty. Znajdowały się tam również dwa domy dziecka, żłobek, przedszkole, szkoły.

Wszystko kompleksowo zebrane w jednym miejscu.
– To była specyfika tego rodzaju obiektów zakładanych i prowadzonych przez protestanckie diakonisy. W budynku Domu Macierzystego działała również szkoła gospodarstwa domowego, szkoła sanitariuszek i szkoła pielęgniarska.

Później, po wojnie, dopiero w latach 50. zaczęto kształcić pielęgniarki w Koszalinie?
– W latach 50. kształceniem pielęgniarek zajmował się Polski Czerwony Krzyż. Pierwsza szkoła medyczna, a w zasadzie kursy, odbywały się w siedzibie PCK przy ulicy Dworcowej 10. W związku z ogromnym zapotrzebowaniem na wykwalifikowany personel medyczny podjęto decyzję o tworzeniu szkół. Pierwsza szkoła medyczna na terenie ówczesnego województwa koszalińskiego powstała w Szczecinku. Później powstała szkoła koszalińska. Zbiegło się to w czasie z oddaniem na potrzeby szpitala cywilnego budynków przy ul. Marchlewskiego. Zwolnił się budynek szpitalny przy ul. Marii Skłodowskiej-Curie. Został on przeznaczony na szkołę medyczną. Najpierw znajdowało się tam 4-letnie liceum pielęgniarskie, potem wydłużono czas nauki do 5 lat. Z czasem powstało w tym samym miejscu liceum opiekunek dziecięcych. Przygotowywało ono do pracy w żłobkach, domach małego dziecka.

I była to szkoła żeńska?
– Tak, do końca istnienia liceów medycznych w Koszalinie nie przyjmowano chłopców. Zawody medyczne w tamtym czasie to były pielęgniarki, opiekunki dziecięce, położne. Natomiast w latach 70. przyjmowano już chłopców w Kołobrzegu. Jednak kiedy w Koszalinie powstała szkoła policealna, zaczęto przyjmować mężczyzn.

Zespół Szkół Medycznych powstał w 1970 roku w sąsiedztwie Szpitala Wojewódzkiego. Była to duża, nowoczesna szkoła?
– W latach 90., kiedy byłam tam wicedyrektorką, układało się plan na kołeczki. Był on tak wielki i skomplikowany, że początkowo śnił mi się po nocach. Mieliśmy wtedy około 1,5 tys. uczniów i słuchaczy. Pracowaliśmy na dwie zmiany. Dzisiaj, gdyby nie nasze absolwentki z lat 70., nie miałby kto pracować. Bardzo dużo obecnych pielęgniarek to nasze absolwentki.

A jak to było być uczennicą takiej szkoły?
– Kiedy rozpoczęłam pracę w 1975 roku, dla mnie jako nauczycielki przedmiotu ogólnokształcącego wszystko było nowe. Była to szkoła mundurowa. Na zajęciach praktycznych uczennice miały sukienki z szarego płótna z białymi mankietami i kołnierzykami. Na to nosiły wiązany fartuch zwany bawetem. Wszystko mocno wykrochmalone. Pierwsze pielęgniarki były zakonnicami, więc strój był nawiązaniem do ich ubioru. W pierwszych latach nauki wiele uwagi przywiązywano do estetyki, schludnego wyglądu.

Jak wyglądała nauka? Czego uczyły się adeptki pielęgniarstwa?
– Przez pierwszy rok kształcenia uczennice uczyły się głównie czynności pielęgnacyjnych przy łóżku chorego: słania łóżka, mycia chorego, zmiany pościeli. Ćwiczyły na sobie. Nie mieliśmy wtedy fantomów.
W drugiej klasie rozpoczynało się kształcenie praktyczne, praca przy chorym. Wtedy odbywało się również „czepkowanie”. W czasie tej uroczystości uczennice składały ślubowanie i jednocześnie otrzymywały czepek pielęgniarski. Był on jeszcze „goły”, bez żadnych paseczków. Kolejną tradycją było zapalanie świeczek na wielkim świeczniku przez ślubujące uczennice. Symbolizowało to niesienie ciepła i pomocy ludziom w potrzebie.
Uczennica trzeciego roku dostawała cieniutki pionowy paseczek. W czwartej dochodził drugi pasek, a w piątej trzeci. Kiedy kończyły edukację i zdawały dyplom, odbywała się druga ważna uroczystość, czyli „paskowanie”. Polegała ona na tym, że nauczycielki zawodu przecinały trzy paseczki z czepka i nakładały szeroki czarny pasek. To już był ten typowy pielęgniarski czepek. Natomiast opiekunki dziecięce, które uczyły się 4 lata, miały niebieskie paski. Z kolei położne nosiły i noszą czerwone paski. Choć dzisiaj ta tradycja już zanikła i czepek jest jedynie częścią stroju galowego.

Kiedy szkołę opuściły ostatnie słuchaczki pielęgniarstwa?
– Ostatnie absolwentki liceum opuściły szkołę w 1995 roku. Została ona zlikwidowana z różnych względów. Jednym z nich był przepis uniemożliwiający odbycie praktyk zawodowych przez niepełnoletnie uczennice. Wcześniej, w 1991 roku przy Zespole Szkół Medycznych powstało IV LO. Ostatni jego absolwenci opuścili szkołę w 2004 r. W 2006 r. zespół szkół zlikwidowano i powołano szkołę policealną, a później w Państwową Wyższą Szkołę Zawodową, która właściwie w większości również kształci w zawodach medycznych.

Rozmawiała Bogna Buziałkowska

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: O tradycji szkolnictwa medycznego