Miasto - Tygodnik Koszaliński

Oblicza paniki

Bywa groźna, a nawet zabójcza. Powoduje wzrost ciśnienia, palpitacje serca, duszności, poty i drżenie ciała oraz przede wszystkim - niekontrolowane zachowania. Jak mówimy „panika”, na myśl przychodzą przede wszystkim właśnie owe nieprzewidywalne zachowania tłumu, którym towarzyszy niepohamowana ucieczka z miejsca przebywania.


Czasem wystarczy iskra – hałas przypominający wybuch lub walenie się budowli, czyjś krzyk. Efektem jest nagły i niezwykle silny lęk o własne życie. Lęk ten jest o wiele silniejszy, gdy przebywamy w tłumie. Mamy bowiem świadomość, że nie do końca odpowiadamy za siebie, że tłum może nas porwać lub uwięzić. Kiedy stoimy w ciżbie ludzi, zwykle jesteśmy pobudzeni i skłonni do skrajnych reakcji – radości albo odwrotnie – nienawiści czy gniewu. Łatwo mogą przejść w zachowania gwałtowne i trudno wtedy nad nimi zapanować. Mamy wyższe ciśnienie krwi, szybszy oddech, nie mając jednak tego świadomości. Dział psychologii zwany psychologią tłumu wskazuje, że przebywając w dużej grupie w stanie zagrożenia – jesteśmy zdolni do rzeczy, których nie robilibyśmy w innej sytuacji. Jednak, choć przebywanie w tłumie odbiera nam indywidualność, chyba to lubimy. Stąd tłumy na meczach piłkarskich, koncertach plenerowych, mimo, że np. w telewizji widzimy mecz i wszystkie elementy gry dokładniej.


Efektem swego rodzaju przedłużonego stanu paniki jest ruch prepersów. Prepersi to osoby, które zgodnie z ich własną definicją - na poważnie biorą odpowiedzialność za przetrwanie własne i rodziny. Są przygotowani na nadejście katastrofy – klimatycznej, atomowej i jakiejkolwiek innej zagrażającej bytowi człowieka. Mają schrony, zapasy żywności, wody, leków, ubrań, nawet broni. Z innymi dzielą się doświadczeniami, jak latami przechowywać jedzenie, by nie straciło swoich cech. Napad paniki jest także jednostką chorobową i wówczas dotyczy pojedynczego człowieka. To jeden z komponentów w przebiegu zaburzeń lękowych, afektywnych czy psychotycznych. Atak paniki to obok depresji jedno z najczęściej spotykanych zaburzeń emocjonalnych. U wielu osób może to wywołać nawet zmiany somatyczne, czyli niespowodowane chorobą duszności, skoki ciśnienia krwi, bóle w klatce piersiowej, poty, zawroty głowy czy nudności.
Istnieje też pojęcie paniki bankowej czy giełdowej – to wywołany nagłym spadkiem kursu i obawą o swoje zgromadzone środki objaw. Kończy się gremialnym wycofywaniem z kont gotówki, a w konsekwencji bankructwem banku.

Panika miewa jeszcze inne oblicze. Nagle czujemy zagrożenie, ale nie bezpośrednio, lecz np. w postaci spodziewanych – wskutek jakichś wydarzeń aktualnych czy mających nastąpić – braków środków do życia, żywności czy wody. W dalszej perspektywie są obawy o przyszłość swoją i bliskich. Czy taki, łagodniejszy stan prowadzi do niekontrolowanych zachowań, jak w przypadku nagłej paniki na stadionie? Owszem, bo w panice tracimy zdolność do realnego osądu rzeczywistości. Najpierw zaczynamy gromadzić dobra niezbędne do przetrwania, zabezpieczać miejsca zamieszkania. Potem mogą się pojawić wrogie reakcje wobec innych, którzy są „sprytniejsi” w zdobywaniu, uprzywilejowani albo należą do grupy, która sprowadziła niekorzystną sytuację Tu przywołajmy pojęcie „siania” paniki. Tak nazywamy zachowania mające wywołać obawy, lęki przez rozpowszechnianie informacji i postaw mających wywołać stan zagrożenia – prawie zawsze wyolbrzymionych, bywa, że fałszywych. Trzeba pamiętać, że napad lęku i panika to reakcja obronna organizmu na nagle odczuwany stres czy wystąpienie zagrożenia. Wszyscy podlegamy instynktowi samozachowawczemu, który nakazuje unikać tego, co zagraża życiu. Czasem wbrew rozsądkowi lub nakazom kulturowym.

Jak jest teraz, w obliczu obecnego i coraz bardziej realnego zagrożenia epidemią? Jedni śledzą wszelkie doniesienia i świadomość posiadania bieżących informacji stanowi gwarancję bezpieczeństwa. Każda przerwa w ich napływaniu lub brak dostępu budzi obawy o manipulację i nierzetelność. Inni – przeciwnie – uważają, że informacji jest nadmiar i to one powodują panikę, niepotrzebnie podnoszą nastroje. Jeszcze inni uważają, że i tak „oni” nie mówią nam całej prawdy o sytuacji kraju, która jest – a) gorsza, b) lepsza. To z takiej postawy rodzą się sensacyjne informacje o pogorszeniu się stanu zdrowia któregoś chorego lub o tajnych pacjentach, tak ściśle chronionych, że nikt o nich nie wie.
A jeszcze inni nic nie uważają, za to kupują kasze i makarony na wszelki wypadek. Żyje jeszcze wśród nas pokolenie pamiętające głód i niedostatek wszystkiego podczas wojny oraz tuż po. Oni wiedzą, że zapasy żywności to podstawa, co się sprawdziło także podczas kryzysu i zakupów na kartki w latach 80. ub.w.

Miejmy nadzieję, że zamiast paniki w sytuacji kryzysowej, jaką niewątpliwie mamy narodzi się coś innego – solidarność. Ta, która skłoni sąsiadów do pomocy innym, słabszym, starszym, schorowanym. To też już mamy sprawdzone.

Dana Jurszewicz

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Oblicza paniki