Miasto - Tygodnik Koszaliński

Lazar – odnaleziony pies

 Lazar z właścicielką :: Fot: TOZ

To historia jak z filmu, i to z wyciskacza łez, bo bohaterem jest… pies. Konkretnie cocker spaniel o imieniu Lazar. W historii swój udział ma też syn właścicieli oraz – jak na dobry scenariusz przystało – zły bohater. Ale od początku…

Ponad dwa lata temu w rodzinie pani Małgorzaty doszło do nieszczęścia. Kiedy rano syn wyszedł na przystanek autobusowy, za nim, przez nikogo niezauważony, wymknął się Lazar. Wszystko to działo się w Niekłonicach. Syn poszedł na autobus i dopiero z okna zauważył biegnącego za pojazdem psa.  Zadzwonił do mnie, od razu zaczęliśmy go szukać – opowiada pani Małgorzata.  Początkowo bez paniki, bo zdarzały mu się ucieczki. Spaniele to specyficzne psy, potrafią chodzić swoimi drogami. Myśleliśmy, że szybko wróci do domu – mówi właścicielka.  Po paru godzinach zaczęliśmy się denerwować, a po dwóch dniach zamieściłam w mediach społecznościowych ogłoszenie o jego zaginięciu.

W odpowiedzi na ogłoszenie okazało się, że podobny pies był widziany, do właścicieli dotarła też przykra wiadomość – potrącił go samochód. Pani Małgorzata dzwoniła do Straży Miejskiej i do Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej.  Straż potwierdziła, że mieli zgłoszenie o potrąceniu psa, ale w PGK nikt nie potrafił odpowiedzieć, czy zabrali do utylizacji właśnie spaniela. Takich zgłoszeń mają wiele i nie skupiają się szczególnie na pojedynczych przypadkach – opowiada pani Małgorzata. Psa dalej nie było i rodzina pogodziła się z myślą, że zginął pod kołami samochodu. Mijały lata, pies wracał tylko we wspomnieniach. Aż do ostatniej niedzieli.  Zobaczyłam na Facebooku wiadomość i zdjęcia, i pomyślałam, że to Lazar. Przyglądałam mu się, ale pewności nie miałam, trudno było mi uwierzyć, że to naprawdę on, przecież minęły ponad dwa lata – mówi ze wzruszeniem właścicielka.

Anons zamieściła radna Bogumiła Tiece, która z ramienia Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami podejmuje akcje ratowania tych, które znalazły się w trudnej sytuacji. Tu właśnie taka akcja miała miejsce.  Na skrzynkę TOZ wpłynęło zgłoszenie o tej sytuacji. Ktoś wrzucił też fotografię pieska na łańcuchu na grupę i wiele osób zaczęło mnie oznaczać z prośbą o pomoc – opowiada Bogumiła Tiece.  Dowiedziałam się od osoby zgłaszającej, że właściciel jest agresywny i nie chce współpracować. Odmawia stworzenia psu dobrych warunków. Pies był w gminie Świeszyno. Tam umowę z gminą na wyłapywanie bezpańskich psów oraz interwencje ma pan Harłacz. Poprosiłam go o pomoc w niedzielę wieczorem, a w poniedziałek rano przywiózł mi psa. Okazało się, że po jego namowach właściciel podpisał zrzeczenie się psa – mówi pani Bogumiła i opisuje stan Lazara:  Psiak miał okropne kołtuny, był brudny i przestraszony. Umówiłam spaniela do psiego salonu, bo sama nie dałabym rady wystrzyc mu tych dredów. W międzyczasie napisała do mnie pani, której ponad dwa lata temu zaginął podobny. Umówiłyśmy się w salonie. No i było ogromne wzruszenie – opowiada dalej. - Córka pani Małgosi popłakała się, syn przylgnął do psiaka. A ten stał się wyjątkowo spokojny. Wcześniej rzucał się i szarpał podczas wycinania kołtunów, a przy tej rodzinie stał się na tyle spokojny, że zaczął zasypiać przytulny do pani Małgosi.

Pani Małgorzata wciąż nie miała pewności, że to jej Lazar. - Miał kilka cech charakterystycznych. Kiedyś podrapał go kot, po tym zdarzeniu została mu blizna na nosie, niewielka, ale zauważalna – opisuje właścicielka. - Miał też wcześniej złamane dwa żebra i od tego czasu siadał inaczej niż wszystkie psy, tak charakterystycznie. Oba znaki szczególne pies miał. Poza tym wydawało się, że ich poznał.  Wprawdzie nie reagował na imię, ale jak tylko mnie zobaczył, zaczął lizać moje ręce. A jak zobaczył syna, wtulił się w niego, jakby chciał dać do zrozumienia, że mamy go już zabrać – opowiada pani Małgorzata.  Był bardzo chudy, nasz Lazar taki nie był…

Całkowitą pewność dała… obroża. - Zapytałam czy miał obrożę, okazało się, że tak, pani Bogusia wręczyła mi ją. Po umyciu okazało się, że to nasza obroża, nawet charakterystyczne kółeczko było takie samo, mąż wtedy potwierdził, że to na pewno Lazar – mówi szczęśliwa właścicielka. Lazar jest już w domu, choć jeszcze przed nim długa droga do normalności.  Kiedy ktoś się do niego zbliża, kuli się ze strachu, je łapczywie i rozgląda się, jakby się bał, że ktoś mu zabierze jedzenie – opowiada pani Małgorzata.  Chodzi krok w krok za synem, nie opuszcza go ani na chwilę. Wiem, że bolą go łapy, kiedy go dotknęłam za jedną, ugryzł mnie, a potem lizał i patrzył mi w oczy, przepraszał… Musimy go na nowo oswoić, pozbawić lęków, skontaktujemy się z behawiorystą, żeby nam w tym pomógł. Chciałam zaznaczyć, że nie oskarżam nikogo o kradzież psa, jestem wdzięczna tym, którzy się nim zajęli. Nie wiem, jak to się stało, że trafił na ten straszny łańcuch, może znów uciekł tym ludziom, którzy wzięli go z ulicy?  zastanawia się właścicielka.  Tego pewnie się już nie dowiemy, ale to nieważne. Ważne, że już jest z nami, bezpieczny i kochany przez wszystkich – cieszy się.

Tym razem wszystko skończyło się dobrze, ale psy na łańcuchach zdarzają się nierzadko: - Myślę, że błąkał się po zaginięciu i trafił w ten sposób na łańcuch – z żalem opowiada inspektorka TOZ-u. Taka jest mentalność mieszkańców wsi. Twierdzą często, że uratowali bezpańskiego psa, bo przygarnęli go na łańcuch. Widziałam już yorki przy budach czy nawet owczarka coli. Myślę, że wiele psów zaginionych tak kończy. Wówczas znalezienie graniczy z cudem – nie ma wątpliwości Bogumiła Tiece.
Tym razem faktycznie stał się cud.

(aw)

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Lazar – odnaleziony pies