Miasto - Tygodnik Koszaliński

Całun turyński – prawdziwe oblicze Jezusa?

 Fragment całunu turyńskiego :: Fot: Wikimedia

Przy okazji świąt wielkanocnych warto zastanowić się nad samym znaczeniem Zmartwychwstania Pańskiego. Nad jego symboliką, nadzieją, jaką ze sobą niesie. Warto też zwrócić nieco uwagi na „namacalne” ślady tamtych dni. Jednym z nich jest słynny całun turyński – płótno, w które owinięto ciało Jezusa Chrystusa po śmierci. Do dziś trwa zażarty bój między zwolennikami i przeciwnikami autentyczności całunu. Czy faktycznie przedstawia on odbicie ciała Zbawiciela?

Jezus skonał na krzyżu. Dobiegła kresu jego męka i osamotnienie, a bliscy mogli zrobić już tylko jedno – godnie go pochować. W tym celu przyjaciel Jezusa, Józef z Arymatei udał się do Piłata, by wydano mu zwłoki Zbawiciela, którego chciał pochować we własnym grobowcu. Po uzyskaniu zgody od Piłata, Józef skierował swe kroki prosto do pewnej bogobojnej niewiasty. Niewiasta ta handlowała wonnymi ziołami i drogimi olejkami. Lecz Józef z Arymatei poszedł jeszcze w jedno miejsce i kupił piękny, delikatny, bawełniany całun, na sześć łokci długi, a kilka łokci szeroki. Ten przedmiot to właśnie bohater naszej zagadki.

Niezwykłe losy całunu

 

„Wreszcie położyli zwłoki Jezusa na ukos na wielkiej chuście, sześć łokci długiej, kupionej przez Józefa z Arymatei, i zawinęli je w nią tak, że dwa końce zachodziły na piersi, jeden od nóg, drugi przez głowę, zaś dwa drugie końce owijały ciało na poprzek. Skończywszy tę smutną robotę, otoczyli wszyscy ciało Jezusa i uklękli wokoło, by się z Nim pożegnać. Wtem oczom ich przedstawił się cud, który wzruszył ich do głębi. Oto na wierzchniej chuście, okrywającej zwłoki, odbił się obraz najświętszego ciała Jezusa ze wszystkimi ranami i bliznami. Zdumieni wielce, rozwinęli na powrót chustę i oto zdumienie ich wzrosło jeszcze, gdy ujrzeli, że pod spodem wszystkie całuny są zupełnie czyste, a tylko na wierzchniej chuście odbiła się postać Pana. Część chusty, na której leżało święte ciało, nosiła odbity wizerunek całego grzbietu, część zaś, okrywająca Jezusa z wierzchu, nosiła ślady całej przedniej części ciała, trzeba ją było jednak dopiero składać na powrót rogami, tak jak owinięty był w nią Jezus, by móc ujrzeć całą postać. Nie było na chuście śladu np. krwawiących ran, bo całe ciało obłożone było grubo wonnościami i owinięte całunami”. Tak opisuje to w swoich wizjach błogosławiona Katarzyna Emmerlich, niemiecka mistyczka. Na jej przekazach wzorował się Mel Gibson, tworząc film „Pasja”. Ale co się działo z niezwykłym płótnem? Piotr i Jan nie pozostawiliby w pustym grobowcu całunu pokrytego krwią i wizerunkiem Chrystusa, gdyż Żydzi uważali prześcieradła pogrzebowe za nieczyste. Do tego kapłani zniszczyliby je z pewnością, pałając dalej rządzą zemsty. Prowadzi to do wniosku, że apostołowie zabrali je z sobą. Świadczy o tym późniejsza reakcja Marii Magdaleny. To właśnie ona jako pierwsza zobaczyła kamień odsunięty od grobu, dlatego pobiegła powiadomić o tym apostołów. Nie widząc w środku ciała Jezusa, wcale nie skojarzyła pustego grobu ze zmartwychwstaniem, lecz sądziła, że ktoś je wykradł. Tak zaczęła się niezwykła wędrówka całunu.

Po śmierci Jezusa do Edessy udał się apostoł Juda Tadeusz. Zabrał ze sobą płótno pogrzebowe Jezusa i zaniósł je królowi Edessy Abgarowi V. Władca był chory na trąd, a na wieść o miłosierdziu i cudach Jezusa posłał do niego list z prośbą o uzdrowienie, na co Jezus miał odrzec, że nie może przybyć do niego, ale jeden z jego uczniów przyjdzie go uleczyć. Tak też się stało. W sierpniu 944 roku wojska cesarza bizantyjskiego zabrały go do Konstantynopola w obawie przed najazdem Turków. Płótno z grobu Jezusa przechowywano w kaplicy Faros w stolicy Bizancjum, skąd zniknęło w 1204 roku podczas IV wyprawy krzyżowej, która zamiast do Ziemi Świętej skierowała się na chrześcijański Konstantynopol.

W Konstantynopolu widział je rycerz Robert de Clari (1170-1216), który napisał w swoim pamiętniku, że przypałacowa kaplica Faros „zawierała całun, w którym było zawinięte ciało naszego Pana. Płótno to wystawiano co piątek, aby każdy mógł na nim zobaczyć postać naszego Pana”. Użyte przez niego słowo „postać” odnosiło się do całej sylwetki Jezusa ukazanej na całunie turyńskim. Płótno przepadło podczas szturmu na Konstantynopol w 1204 roku, w którym brali udział templariusze. To za ich sprawą trafiło do Europy, a przez komandora templariuszy Gotfryda de Charny przeszło w ręce jego kuzyna, rycerza Gotfryda I de Charny. Jego małżonka Małgorzata de Charny przekazała całun w 1543 roku Ludwikowi Sabaudzkiemu. Umieszczono płótno w zbudowanej w tym celu katedrze w Turynie. W ten oto sposób płótno stało stało się całunem turyńskim. Skąd pewność, że posiadali je przez pewien czas templariusze? O tym niech zaświadczy odkrycie w ich angielskiej komandorii w Templecombe. W czasie II wojny światowej mieszkająca tam Molly Drew zauważyła na podłodze duży kawał tynku, który odpadł z sufitu. Jak się okazało, pod warstwą tynku na suficie ukryty był dębowy panel wykonany pod koniec XIII wieku. Przedstawiał on twarz Jezusa wzorowaną na całunie.

Badanie całunu
Całun to lniane płótno zawierające obraz dwustronnego (od przodu i od tyłu) odwzorowania postaci ludzkiej. Od lat jego badaniem zajmują się naukowcy z różnych dziedzin i patolodzy. Tworzy się modele trójwymiarowej postaci z całunu, istnieje nawet specjalna gałąź wiedzy, zajmująca się badaniem całunu – to syndologia. W 1898 roku fotograf Secondo Pia jako pierwszy sfotografował całun, odkrywając że wizerunek całunowy jest negatywem, a więc zdjęciem. Podczas gdy krew pojawiła się na całunie przez kontakt z ranami ciała, to wizerunek powstał później w rezultacie nieznanego fenomenu. Analizator obrazu VP-8, używany przez NASA, służy do przekształcania na ekranie monitora komputerowego obrazu o zróżnicowanej gęstości optycznej w obraz trójwymiarowy. Kiedy John Jackson i Eric Jumper umieścili zdjęcie całunu w VP-8, na ekranie pojawiła się trójwymiarowa postać. Według opinii niektórych ekspertów żaden ówczesny artysta nie potrafiłby namalować negatywu wizerunku ani w średniowieczu, ani nawet dziś, Byłoby to niemożliwe. Wizerunek nie mógł być dziełem Leonarda da Vinci, jak głosi jedna z hipotez, gdyż urodził się on sto lat po pierwszym publicznym pokazie całunu. Na całunie nie ma śladu po pędzlu ani po farbie, która przeniknęłaby płótno. John Heller, specjalista z zakresu fizyki medycznej, stwierdził, iż fizycy są „przekonani, że całun nie jest produktem oka, ręki ani mózgu ludzkiego”. Nie powstał z użyciem pigmentu ani barwnika.

Wizerunek nie penetruje płótna, lecz występuje na jego powierzchni, jakby był wypalony. Ślady krwi na płótnie dowodzą, że całe ciało było owinięte tkaniną i przylegało do niego z każdej strony. W 1978 roku fizyk dr John Jackson poddał całun turyński badaniu i odkrył osiem śladów po dawnych zagięciach. Wyblakłe zagięcie nad głową wskazuje, że płótno było rozciągnięte na sztaludze niczym ręcznik. Być może ma to związek z legendą o chuście Weroniki (słowo „Weronika” znaczy mniej więcej tyle, co „prawdziwy wizerunek”).

Zamęczony na śmierć
Badania patologów dowodzą, że całun okrywał zwłoki człowieka zamęczonego na śmierć. Osoba ta była chłostana, miała bardzo wiele ran na całym ciele, wliczając w to rany na nogach i rękach, zmasakrowane plecy, prawdopodobnie podbite oko i złamany nos. Można mieć stuprocentową pewność, że człowiek przedstawiony na całunie był biczowany. Widać ślady rzymskiego flagrum, które zadawało straszliwy ból. Na rzemieniu mocowano kawałki kości i metalowe kulki, a gdy przyrządem tym zadawano razy, uderzenie powodowało rozrywanie skóry, przecinanie mięśni, ścięgien, a nawet wyszarpywanie całych fragmentów ciała. Ofiara takiego biczowania mogła wykrwawić się na śmierć.

Po analizie lokalizacji uderzeń na ciele stwierdzono, że układały się one w wachlarz, omijając jednak serce. Oprawcy musieli więc wykazać się wprawą, by skazaniec nie oddał ducha podczas tortur. Można się doliczyć, że otrzymał znacznie więcej niż 40 uderzeń, co było najwyższą karą w tamtym prawie, był więc niesamowicie udręczony. Również widoczne są ślady cierniowego czepca, który tak naprawdę był uważany za koronę cierniową. Oplatała ona jednak całą górną część głowy zmarłego, a kolce cierni wbijające się w skórę na głowie powodować musiały niewyobrażalny ból i cierpienie. Na całunie obecna jest prawdziwa ludzka krew. Wyniki badań potwierdziły grupę AB, która jest bardzo rzadka i charakterystyczna dla pochodzenia żydowskiego. Jakiś czas temu dr Matteo Borrini i jego asystent Luigi Garlaschelli zastanawiali się nad tym, w jaki sposób musiała skapywać krew osoby pochowanej w całunie na materiał. Okazało się, że plam krwi nie odcisnął leżący, ani ukrzyżowany mężczyzna. Osoba, której krew znajduje się na całunie, musiała znajdować się w pozycji stojącej.

Inne dowody
Niezwykłe jest to, że rany na odbiciu ciała z całunu turyńskiego odpowiadają opisowi męki, jaką przechodził Jezus w wizjach wspomnianej już niemieckiej mistyczki. Wizje te są bardzo krwawe, niezwykle realistyczne, bogate w szczegóły, które odnaleźć można w badanym płótnie. Także opis postaci z wizji pasuje do wyglądu, postury mężczyzny, którego ciało było owinięte w całun. Katarzyna Emmerlich tak opisuje wygląd Chrystusa: „Miał Jezus z natury cerę delikatną, żółtawą, ze złocistym odcieniem, przez którą przebijały się rumieńce. Skutkiem podróży w ostatnich latach pociemniała trochę skóra pod oczami i na chrząstkach nosowych. Pierś miał Jezus szeroką, wypukłą, niezarosłą (...). Barki miał Jezus szerokie, silne mięśnie na ramionach, takież silnie zarysowane mięśnie na udach, kolana silne, zahartowane, jak u człowieka, który wiele podróżował i często się modlił na klęczkach. Nogi miał długie, łydki muskularne od ciągłego podróżowania i wspinania się na góry, stopy nader kształtne, żylaste, skóra na podeszwach była mocno stwardniała od ciągłego chodzenia boso po niezbyt dogodnych drogach. Ręce piękne o długich, kształtnych palcach, nie były wypieszczone, ale też i nie zniszczone ciężką, ręczną pracą. Szyja niezbyt krótka, silna, muskularna, głowa proporcjonalna, nie za wielka. Czoło było wysokie, oblicze o pięknym, delikatnym owalu. Włosy nie zanadto gęste, brunatne z czerwonawym połyskiem, gładko ułożone, opadały na kark. Broda średniej długości, przystrzyżona spiczasto, w środku była rozdzielona”.

Dokonano także analizy całunu pod kątem występowania pyłku kwiatowego. Płótno zbadał dokładnie szwajcarski ekspert od flory śródziemnomorskiej, Max Frei. Pobrał z powierzchni materiału 58 różnych rodzajów pyłku kwiatowego. Wyniki jego badań potwierdzili później uczeni – palinolog Aharon Horowitz oraz biolog Avinoam Danin. Z 58 rodzajów pyłków roślin znajdujących się na powierzchni całunu tylko jedna trzecia występuje we Francji i Włoszech. Najwięcej pochodzi z okolic Jerozolimy i z Judei. A więc z terenu, gdzie nauczał, żył i zmarł Jezus. Na całunie znaleźć można również odbicia kwiatów, które świadczą o męce i upokorzeniu Jezusa. Na prawym ramieniu widać odbicie sześciu łodyg z kolcami i kwiatami pewnej ciernistej rośliny, która rośnie niemal wyłącznie w okolicach Jerozolimy. To zapewne ona posłużyła do zrobienia korony cierniowej na głowę Jezusa. Całun turyński jest dla jednych dowodem śmierci i męki Jezusa, potwierdzeniem zmartwychwstania. Inni z kolei widzą w nim obiekt badań i historyczną zagadkę. Wszystkich natomiast intryguje po dziś dzień. Już w Wielką Sobotę odbędzie się nadzwyczajne wystawienie całunu turyńskiego o godzinie 17 połączone z modlitwą. Obejrzeć je będzie można online na kanale YouTube.

Tomasz Wojciechowski

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Całun turyński – prawdziwe oblicze Jezusa?