Miasto - Tygodnik Koszaliński

Dziecka trzeba przede wszystkim słuchać

 Ewa Proch-Masłowska :: Fot: Magda Pater

Rozmowa z Ewą Proch-Masłowską, pedagogiem i socjoterapeutką z Miejskiej Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w Koszalinie.

Raport międzynarodowej organizacji, badający samoocenę nastolatków z ponad 40 krajów, ujawnił, jak źle siebie i relacje z bliskimi oceniają polskie dzieci. Skąd, pani zdaniem, takie wyniki?
– Na samoocenę, kształtowaną od najmłodszych lat, ma wpływ wiele czynników, zarówno wewnętrznych – takich jak wyposażenie biologiczne człowieka czy jego cechy osobowe, a także zewnętrzne, czyli to, w jaki sposób otoczenie postrzega dziecko oraz ilość komunikatów pozytywnych i negatywnych, które otrzymuje na temat swojej osoby czy zachowań. Ważne jest to, czy rodzice i nauczyciele motywują do działania, czy krytykują, czy je chwalą. Nie może jednak ta motywacja być budowana na strachu albo karach. Dziecko kształtuje własną samoocenę na podstawie tego, jak oceniają je dorośli, jak reagują na popełniane przez niego błędy. Każdy z nas ma prawo je popełniać, ale dziecko, które ma jeszcze mało doświadczeń może ich popełniać więcej. W sytuacji, gdy je popełni, nie może się bać zwrócić po pomoc do dorosłego. Rodzice czy nauczyciele zwykle krytykują dziecko, a nie jego zachowanie, a przecież dziecku potrzebne jest poczucie akceptacji, przekonanie, że ono jest w porządku, jest dobre. Musi otrzymywać jasne komunikaty – które zachowania są akceptowane społeczne, a które nie. Oczywiście, nie można tolerować niewłaściwych zachowań, ale trzeba je wyraźnie oddzielić od oceny samego dziecka: „Nie podoba mi się to, co zrobiłeś, tak nie wolno, ale to nie znaczy, że ty mi się nie podobasz, że cię nie kocham”.

Kiedy mam zajęcia z dorosłymi, wyjaśniam im różnicę między opinią a oceną. Co dla dziecka wynika ze zdania: „Jesteś niegrzeczne”? Nic. Ono nie wie, co zrobiło źle. Dlatego dziecku trzeba przekazywać jasne komunikaty: „Nie możesz krzyczeć, nie możesz kopać innych, przeszkadzać pani w lekcji”. Na końcu zdania powinien się jednak znaleźć przekaz pozytywny, oczekuję od ciebie, że będzie mówił cicho, na lekcji uważnie słuchał pani i wykonywał jej polecenia. Masz prawo być zły, ale powiedz to słowami, a nie nogami. A jeśli już dojdzie do sytuacji niepożądanej, na przykład dziecko ukradnie batonik, rodzice powinni pomóc dziecku naprawić szkodę, czyli pójść do sklepu, ale razem z dzieckiem oddać batonik lub za niego zapłacić. Najważniejsze jest to, aby w trudnych momentach, nawet jeśli zawinionych przez dziecko, okazać mu wsparcie.

W jaki sposób można sprawić, aby ta samoocena była wyższa?
Pewność siebie i wiarę w siebie buduje się latami, to jest proces. Do tego, aby były mocne, konieczne jest wsparcie ze strony dorosłego i nauczenie młodej osoby, że może mu zaufać. Ważne jest też unikanie budzenia lęku w dziecku, które wraz z wiekiem coraz bardziej próbuje różnych rzeczy. Powtarzanie: „Zostaw to, bo się ubrudzisz, spadniesz, skaleczysz”, prowadzi do wychowania dziecka lękliwego, wycofanego. Trzeba zachęcać dziecko, żeby próbowało swoich sił w różnych aktywnościach, żeby się nie bało nawet tego, co trudne, bo jesteśmy obok i w razie czego pomożemy. Oczywiście, doświadczanie musi być bezpieczne, ale własnych obaw nie możemy przenosić na dziecko.

W Polsce rodzice i nauczyciele są nastawieni na podkreślanie porażek dziecka („Zostaw to, daj sobie spokój”, „Nic z tego nie będzie”), nie sukcesów, a przecież próbowanie czegoś – gry na instrumencie, występu na scenie, udział w zawodach sportowych – to już jest sukces. Za rzadko podkreślamy to, co dziecku się udało, choćby częściowo, za rzadko chwalimy, np. za samodzielne podjęcie decyzji, nawet w drobnej sprawie. Ważny jest sposób mówienia, ton głosu, aby dziecko słyszało opinię, a nie krytykę. Zamiast groźnym tonem wykrzyczeć „Ale z ciebie bałaganiarz! Znowu nie sprzątnąłeś pokoju!”, można powiedzieć: „O, widzę, że poskładałeś już rzeczy na biurku. Bardzo ładnie. Na pewno zresztą rzeczy też sobie poradzisz”. Jeśli chcemy wyrobić w dziecku dobre nawyki, przekazujmy mu pozytywne komunikaty w stylu: „Proszę cię, żebyś przychodził punktualnie. Chciałabym, żebyś mówiła prawdę”. Jeśli powiemy dziecku „Nie kłam!”, to ono usłyszy „kłam”, bo nikt z nas nie lubi zakazów. Dlatego mówmy dziecku jasno, czego od niego chcemy, a nie czego nie chcemy.

Czy da się uniknąć oceniania?
– Raczej nie. Każdy z nas jest oceniany od najmłodszych lat: już dzieci w przedszkolu potrafią być bardzo okrutne wobec kogoś, kto się inaczej zachowuje, ubiera, wygląda. Od dziecka jesteśmy uczeni, że mamy spełniać wymagania i oczekiwania innych: rodziców, nauczycieli, pracodawców. W Polsce dominuje przekonanie, że dziecko ma być skromne, nie przechwalać się tym, co zrobiło. To nie jest dobre, chociaż, oczywiście, nie należy przesadzać w drugą stronę. Samoocena zbudowana w dzieciństwie jest podstawą zachowania także w dorosłym życiu, dlatego tak istotne jest jej wzmacnianie. Nie sprzyja temu ciągłe porównywanie się z innymi i uzależnianie się od opinii innych. Rodzice często pytając o ocenę w szkole, porównują swoje dziecko z innymi: „Kasia dostała z klasówki czwórkę, a ty nie mogłaś?”, „Inni mogli to zrobić lepiej. Dlaczego tobie nie wyszło?”. A każdy z nas jest inny, żyje w innych warunkach, ma inne problemy, więc nie można porównywać oceny jednego dziecka z oceną drugiego.
Współczesne nastolatki mają o tyle trudniej, że żyją w świecie wirtualnym, gdzie o popularności, akceptacji świadczy liczba polubień.

Bardzo dużo nastoletnich chłopców i dziewczyn jest niezadowolonych ze swojego wyglądu. Uważają, że są za grube, nawet jeśli mają prawidłową wagę. To akurat nic nowego, ale co ma największy wpływ na tak negatywną ocenę?
– Okres dojrzewania jest szczególnie trudny, bo nie dość, że zmienia się organizm, to jeszcze zaczyna się zainteresowanie płcią przeciwną, budowanie relacji. Chcemy się podobać innym i uważamy, że osiągniemy to odpowiednim wyglądem, który narzuca nam otoczenie, w tym media, internet. Słyszałam o zakładanych na portalach społecznościowych grupach, złożonych z uczniów danej klasy, służących do wyśmiewania danej osoby. Bardzo łatwo zrobić komuś ośmieszające zdjęcie i wrzucić do internetu. Niestety, zdarza się, że dorośli, zamiast potępić tego typu zachowania, obwiniają krzywdzone dziecko o to, że doświadcza takiej czy inne przemocy: „To twoja wina, bo mogłeś się mu postawić”, „Taki niemrawy jesteś, to nic dziwnego, że ci dokuczają”.

W wieku dorastania najważniejsza staje się opinia rówieśników. Osoba postrzegana jako atrakcyjna fizycznie, mająca modne stroje, jest akceptowana, z którą koleżanki i koledzy chętnie przebywają. Dla młodzieży liczy się też status materialny, posiadane gadżety. To też odbicie tego, co widzą i słyszą w świecie dorosłych: relacje modelek, aktorek z kolejnych operacji plastycznych, zagranicznych wycieczek, chwalenie się nowym domem, samochodem.

Uzależnione od opinii innych, zwłaszcza chłopców, są dorastające dziewczynki. Jak im pomoc w budowaniu lepszego wizerunku samej siebie?
– Dziewczynka buduje swój obraz na podstawie tego, jak ją traktuje ojciec. To od jego relacji z córką, jego akceptacji zależy to, jak ona siebie postrzega, jaką ma samoocenę. Dziewczynka musi usłyszeć od ojca, że jest piękna, mądra, dobra, bo ona się przegląda w jego oczach. Jeśli dziecko, dziewczynka i chłopiec, źle siebie postrzega, nasza rolą jest pokazanie mu jego dobrych stron, podkreślanie sukcesów, każdej próby zrobienia czegoś nowego.

Ta niska samoocena, brak dobrych relacji z rodzicami, prowadzi u wielu nastolatków do poważnej choroby, czyli depresji. Niewykryta i nieleczona może prowadzić do samookaleczeń, czy prób samobójczych. Czy rodzice lub nauczyciele są w stanie ją rozpoznać u nastolatka?
– Nie jest to łatwe, bo w wieku dojrzewania zachowanie dziecka i tak się zmienia, a zaburzenia depresyjne objawiają się także takimi zmianami. Trzeba uważnie dziecko obserwować: czy nie stało się wyciszone, czy odmawia udziału w lubianych dotąd aktywnościach, czy nie ma problemów ze spaniem (budzi się w nocy i nie może już zasnąć albo przeciwnie – śpi bardzo długo). A może być odwrotnie: dziecko staje się nadaktywne, wybuchowe. Obserwujmy, czy dziecko nie zaniedbuje higieny osobistej. Czy zamyka się w pokoju na cały dzień i nie chce z nikim rozmawiać, czy ma taki jak dawniej apetyt, jaki ma stosunek do szkoły. Może nagle straciło ochotę do niej chodzić? Może przestało się uczyć? Oczywiście, te zachowania nie muszą oznaczać choroby, ale warto się nimi zainteresować i znaleźć ich przyczynę.

A jeśli już rodzice albo nauczyciele zauważą takie zmiany, to gdzie powinni się zwrócić?
– Najlepiej, aby dziecko porozmawiało ze szkolnym pedagogiem lub psychologiem. To ważna informacja: rodzice, opiekunowie nie muszą tej pomocy szukać daleko, bo w każdej szkole jest specjalista, który ich i dziecko wesprze, porozmawia i zastanowi, co robić dalej. W Koszalinie mamy dwie poradnie psychologiczno-pedagogiczne: naszą, miejską, na ulicy Morskiej 43 i powiatową, na ulicy Racławickiej 13-15. Działają też stowarzyszenia terapeutyczne dla młodzieży i dorosłych. Jeśli ktoś nie ma odwagi porozmawiać z najbliższymi, może zadzwonić do bezpłatnego i anonimowego telefonu zaufania dla dzieci i młodzieży: nr 116 111. Jest czynny od poniedziałku do niedzieli w godz. 12-2.

Dlaczego dziecko nie mówi dorosłym o swoich problemach?
– Przyczyny tego są różne. Nie zawsze jest to obawa przed reakcją dorosłego: zrzędzenia, nagany, krytyki, oceny. Czasem bywa to brak zaufania. Dziecko nie jest pewne, czy o ważnych dla niego sprawach, często bardzo osobistych, nie dowie się niedługo cała rodzina. Dlatego jeśli dziecko przekazuje nam ważną dla niego sprawę i prosi o dyskrecję, to dochowajmy jej. W przeciwnym wypadku drugi raz do nas nie przyjdzie. Są też dzieci, które nie chcą przysparzać rodzicom dodatkowych kłopotów.

Są jakieś metody, aby zachęcić dziecko do rozmowy?
– Nie ma, bo to zależy od relacji między nami a dzieckiem. Od umiejętności obserwacji zachowania dziecka i słuchania go. Rodzice zwykle pytają: „Co w szkole? Jak sprawdzian?” i ogólnie dużo mówią, a mało słuchają. Poza tym, już po głosie, po mimice można rozpoznać nastrój drugiej osoby. Zachęcajmy do tego, żeby dziecko nam opowiadało o tym, co jest dla niego ważne. Jeśli sprawa, z którą się z nami dzieli, wzbudza w nas silne emocje, na przykład złość, przerwijmy rozmowę, wyjaśniając dziecku, dlaczego. Mówmy o naszych emocjach: „Wiesz, jestem teraz zdenerwowana, potrzebuję trochę czasu na uspokojenie. Wrócimy do tej rozmowy jutro, dobrze?”. Jeśli widzimy, że dziecko też jest zdenerwowane, robimy to samo: „Nie mogę z tobą rozmawiać, dopóki jesteś w takim stanie. Porozmawiamy, kiedy ochłoniesz”. Ważne, żeby nie krzyczeć, nie przerzucać na dziecko swoich emocji, ale mówić spokojnie, tego samego ucząc dziecko. Komunikacja z dzieckiem jest najważniejsza w naszych relacjach z nim.

Rozmawiała Ewa Marczak

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Dziecka trzeba przede wszystkim słuchać