Miasto - Tygodnik Koszaliński

Podróż we własnym domu

 Przyczepa :: Fot: Magda Pater

Świat, a przynajmniej Europa się powoli otwierają. Można już jechać do Włoch, Czech, przymierza się do tego Grecja i Chorwacja. Nie znaczy to, że koronawirus robi sobie wolne i daje nam czas na wakacyjną labę. Uważać nadal musimy.

W tej sytuacji trzeba na nowo przemyśleć sposób spędzenia letniego urlopu, by było atrakcyjnie, ale i bezpiecznie. Jednym z rozwiązań okazały się kampery lub przyczepy, czyli lokum na własnych kołach. I dotyczy to także wyjazdów krajowych. Wczasy pod własnym dachem, a nie w mieszkaniu mają swoje wady i zalety. Zapewniają sporą niezależność, bo możemy się swobodnie przemieszczać i zatrzymywać w niemal dowolnym miejscu, które chcemy poznać. Oczywiście, przestrzegając przepisów drogowych i lokalnych. Nie jest jednak tak, że do kampera można zabrać „wszystko” – każdą ilość sprzętu, ubrań i czegoś „na wszelki wypadek”. Wnętrze jest ciasne, każda rzecz ma ściśle określone miejsce i porzucona po prostu przeszkadza. Nie wszędzie też takim, jednak sporym autem wjedziemy – na dziedziniec zamku nad Loarą na pewno nie.

Dom na kółkach
Co to jest kamper i skąd się wziął pomysł? To autonomiczny, zintegrowany samochód turystyczny zapewniający miejsce do spania, wypoczynku i przygotowania posiłku. Innym rozwiązaniem jest ciągnięcie za sobą przyczepy, co jest jednak chyba mniej komfortowe. Ale i kamper, i przyczepa powinny mieć miejsca do spania, przechowywania żywności, część sanitarną z WC i łazienką (najczęściej prysznic). A pomysł? Może rację mają ci, którzy uważają, że pozazdrościliśmy rodzinom romskim niezależności w przemieszczaniu się po drogach świata. Ich kolorowe wozy to przecież gotowy prototyp kamperów lub przyczep.

Moda na podróżowanie z własnym dachem nad głową to nie wynalazek ostatnich lat. Pierwsza przyczepa wyjechała na drogi Wielkiej Brytanii już w 1880 roku. Miała 5,5 m długości, a właściciel firmy, która ją zbudowała nadał jej imię Wędrowiec. Przyczepę ciągnęły, rzecz jasna konie, które dopiero po pięciu latach zastąpił automobil. W tym samym czasie po bezdrożach USA próbował podróżować mężczyzna, który sam zbudował sobie dom-przyczepę. Taki sposób docierania w różne ciekawe miejsca nie mógł się nie spodobać. Kiedy zbudowano przyczepę możliwą do holowania przez samochody – ruszono na podbój świata. Zaczęły powstawać najróżniejsze typy, a z czasem zintegrowane samochody mieszkalne, czyli kampery. Jedne i drugie nie zawsze wyglądały tak, jak dzisiejsze prostopadłościany z płaskim dachem i oknami oraz drzwiami stanowiącymi gładką płaszczyznę, przypominające trochę samochód dostawczy. Miewały spadziste dachy, ganki, ozdobne ościeżnice okienne, rozkładane na postoju obszerne tarasy. W takie konstrukcje celowały fabryki Forda w USA.

Oczywiście i dzisiaj można sobie zamówić w fabryce niemal pałac na kółkach o dowolnym kształcie i wystroju. Złote klamki? A dlaczego nie? O popularności ruchomych domów może świadczyć fakt, iż już w 1907 roku w Wielkiej Brytanii powstał The Caravan Club skupiający miłośników wozów mieszkalnych, wciąż głównie konnych. Razem z drugim o nazwie Camping and Caravanning Club istnieją do dzisiaj i propagują na różne sposoby ideę podróży z własnym miejscem do spania. W 1933 roku powstała Światowa Federacja Kempingu i Karawaningu (FICC). Za kraj, w którym ta forma wypoczynku jest dziś najpopularniejsza uważa się Holandię. Podobno na 1000 mieszkańców przypada tam 90 kamperów i blisko 500 tys. przyczep.

A w Polsce? Pierwsza przyczepa pojawiła się w 1930 roku. Po II wojnie światowej zajęliśmy się odbudową kraju, odpoczywaliśmy zaś w pracowniczych ośrodkach wczasowych. Ale pasjonaci karawaningu byli. Czasopismo „Motor” w 1957 roku opublikowało reportaż o parze, która zamierzała takim sposobem objechać Europę. W połowie lat 60. ub.w. mieliśmy już przyczepy Tramp66, Romi 23, a w 1973 zaczęto je produkować w zakładach Predom w Niewiadowie.

Kamper idealny

Nim wybierzemy się w cudowną podróż, zastanowić się trzeba nad kilkoma rzeczami. Przede wszystkim, jaki typ kampera wybrać, gdzie go wypożyczyć. W Koszalinie to może być trudne, bo najbliższa wypożyczalnia jest w Goleniowie. Wybierać można z kilku podstawowych typów kamperów, zaś każdy może mieć dodatkowe modyfikacje. Wyposażenie, jakość mebli czy sprzętów kuchennych to już jest kwestia przeznaczonych na taki nabytek środków.

Kampery dzielimy na zintegrowane, półzintegrowane i typu alkowa. Pojazdy zintegrowane uważane są za najbardziej komfortowe. Wykorzystanie przestrzeni jest maksymalne, bo włączono także kabinę kierowcy. Duże wnętrze pozwala zarówno wygodnie, jak i ciekawie je zaaranżować. Są jednak cięższe, więc łatwo je przeładować zabieranym ekwipunkiem i elementami wyposażenia. Produkowane są w różnych rozmiarach, te największe mają nawet 7,5 m długości.

Typ półzintegrowany (pół-integral) to taki, gdzie część mieszkalną tylko częściowo połączono z kabiną kierowcy i zwykle jest szersza od niej. Ma mniej miejsc do spania i na rzeczy, wobec czego przestrzeń jest maksymalnie wykorzystana. Za to pojazd może jechać szybciej i zużywa mniej paliwa. Takie kampery są niższe, a naskromniejszy przejazd pod wiaduktem nie jest zagrożeniem.

Kamper typu alkowa to taki, który ma dwa dodatkowe miejsce do spania w pomieszczeniu nad kabiną kierowcy. Model sprawdza się w rodzinach, bo ma więcej łóżek przy niewielkich rozmiarach. Kłopotem może być wysokość utrudniająca przejazd pod wiaduktami. Nieco zwiększone zużycie paliwa rekompensuje możliwość podróżowania większej liczby osób. Na drogach możemy spotkać także mniejsze kampery, które powstają na bazie seryjnych busów, czasem własnoręcznie przerobionych na dom na kółkach. Dla dwóch osób w zupełności wystarczą, w dodatku mogą wjechać tam, gdzie standardowe kampery mają zakaz. Zupełnie osobną kategorią są pojazdy amerykańskie. To prawdziwe wille na kołach i na europejskie drogi są za duże.

Przepisy
Pamiętajmy, że dopuszczalna masa kampera, który może poruszać się na europejskich drogach to 3500 kg. Takie auto może prowadzić kierowca posiadający prawo jazdy kat. B. Warto przed wyjazdem sprawdzić, jak to jest w innych krajach, co dotyczy także wymiarów pojazdu. Jak się pakować, by nie przekroczyć limitu wagi, co wcale nie jest trudne? Bo liczy się wszystko – butla gazowa, klimatyzacja, zbiorniki z wodą, lodówka, rowery lub skutery, zapasy żywności, paliwo, grill, stolik, leżaki i markiza oraz hulajnoga elektryczna syna. Do tego waga pasażerów i samego kampera. Lepiej wiedzieć, ile waży pusty. Wtedy jest szansa, że nie przekroczymy limitu. Dlatego producenci dociążający pojazd elementami podnoszącymi komfort i bezpieczeństwo jazdy (np. klima, ABS, strefa zgniotu) pracują zarazem nad odchudzeniem konstrukcji. Robią to, stosując coraz nowocześniejsze materiały. Mimo to warto dokładnie przeanalizować, co zabieramy i ile to waży. Za przeładowanie możemy bowiem dostać nie tylko słony jak Morze Śródziemne mandat, ale i zakaz dalszej jazdy.

Na początkujących czekają liczne strony internetowe poświęcone caravaningowi, typom pojazdów, cen za wynajem lub kupno, warunków wynajmu i „haczyków” ze strony firm oraz pełne opisów doświadczeń turystów z domkiem na kołach. Wszystkich łączy jedno – absolutny zachwyt taką formą oglądania świata i wypoczynku.

W praktyce
Maciej Raczkowski, koszaliński przedsiębiorca, wybrał się razem z żoną jakiś czas temu na wyprawę kamperem przez Europę. Oto, co nam opowiedział o swoich doświadczeniach: – Taka wyprawa ma znacznie więcej zalet niż wad. Jest się niezależnym, można zatrzymać się w niemal dowolnym miejscu na postój. Staje się na zwykłych parkingach lub miejscach dozwolonych przepisami drogowymi. Są także specjalne parkingi dla kamperów i przyczep. I w Polsce, i w Europie są oznakowane, pokazują je mapy oraz GPS. Tam możemy podłączyć się do wody, energii, odprowadzić nieczystości, wyrzucić śmieci. Są łazienki z prysznicami, WC. Przed wyjazdem warto przygotować choćby główne punkty trasy, sprawdzić, gdzie są postoje, zabrać GPS, który pomoże je znaleźć. I wcale nie trzeba jechać autostradami, ciekawsze bywają mniejsze drogi. Nie trzeba jakichś specjalnych przygotowań, kto dużo jeździ samochodem szybko się dostosuje. Ja porównałbym prowadzenie kampera do jazdy busem. Poza tym, tak samo trzeba uważać, przestrzegać przepisów. Po moich doświadczeniach nie radzę kupować kampera, bo to duży wydatek. Lepiej wypożyczyć taki, jaki na daną wyprawę jest potrzebny. Wynajem też nie jest najtańszy, ale np. na cztery osoby to już jest ekonomicznie. Nasz kamper wynajęliśmy w Mścicach, ale można to uczynić w każdym dowolnym miejscu w Polsce. Pojazd będzie do nas podstawiony.

Kogo zabierać na wyprawę? Uważam, że tylko rodzinę i to najbliższą. Jeśli chodzi o znajomych – jedźmy razem, ale nie sprawdzajmy w ten sposób naszej przyjaźni. Każda rodzina powinna mieć swój dom.
Czy bywa ciasno? Może tylko podczas jazdy, bo na postoju są możliwości powiększania powierzchni o tarasy, wystawia się stoliki i krzesła na zewnątrz. Zaletą jest natomiast, że kiedy jedziemy, to rodzina ma się czym zająć. Wnętrze pozwala na relaks, czytanie, picie kawy, różne gry. Walorem nie do przecenienia obecnie jest to, że zabieramy własną pościel, bieliznę, naczynia. I tylko my z nich korzystamy.

Wada jest tylko jedna. Jak staniemy na kempingu w jakimś mieście, to do obiektów, które chcemy zwiedzić, a zlokalizowanych w centrum, trzeba jakoś dojechać. To może być czasem niewygodne, bo zdarza się, że te parkingi są zlokalizowane na przedmieściach, zwłaszcza dużych miast. Trzeba korzystać z lokalnych środków komunikacji albo... zabrać rowery, nawet skutery. My przejechaliśmy sporą trasę z Polski przez Czechy, Węgry, Austrię na Chorwację i powrót przez Niemcy. Zajęło nam to 10 dni. Ale jak wypożyczamy pojazd, to co najmniej na 14 dni, bo zawsze wtedy mamy pewien luz czasowy, tak na wszelki wypadek. Bardzo zachęcam do takiej formy podróżowania. My z żoną na pewno jeszcze tego spróbujemy.

Dana Jurszewicz

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Oglądasz teraz: Podróż we własnym domu